Cytat

Przeczytałam Pana książkę jednym tchem. Jest napisana w sposób bardzo dostępny. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Sama walczę z nerwicą-bez leków i wiem, jakie to trudne. Strach, mnóstwo pytań bez odpowiedzi…. Znalazłam jednak właśnie w Pana publikacji wyjaśnienie wielu sytuacji, na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Dzięki tej książce czuję się znacznie silniejsza w moim powrocie do normalności. Chcę Panu powiedzieć, że nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo ważne jest zaakceptowanie, wręcz polubienie tej choroby. Teraz, dzięki Pana zmaganiom to wiem. Ataki mam coraz rzadsze. Już się ich nie boję, nie myślę o nich. Gdy przychodzą staram się myśli zająć czymś innym – ważnym dla mnie! Myślę a w zasadzie wiem, że jestem na dobrej drodze. Bliżej, niż dalej. Potwierdzam też to , co pisze Pan w książce – nerwica zmienia wszystko! Nasze życie staje się inne, nie wiem czy lepsze ale po prostu inne. [...]

Justyna

[G.Sz.]: Jest mi niezmiernie miło! :)

Zaszufladkowano do kategorii listy

Cytat

Zdaję sobie sprawę, że jestem pewnie tylko jedną osobą z wielu , które postanowiły podziękować Panu za stworzenie tego bloga. Jestem młodą osobą , gdyż w tym roku będę pisać licencjat i bez tej strony chyba nie dałabym sobie rady. Studiowanie 2 języków i jednoczesna walka nie były łatwe.

Swoją przygodę z nerwicą zaczęłam w lutym tego roku, wtedy miałam 1 atak lęku. ( Jak do tej pory miałam 3 ) Zdarzyło się to na zajęciach , ale postanowiłam walczyć ze swoim wstydem i wiem , ze to był najlepszy krok w moim życiu , że się nie poddałam , nie zamknęłam w domu , tylko podjęłam tę walkę i nadal mam siłę aby ją toczyć.

Dzięki własnemu samozaparciu i pomocy moich bliskich każdego dnia odnajduję w sobie siłę aby móc trwać w tym wciąż niepojętym dla mnie stanie. Najgorszy okres trwał od lutego do kwietnia. Wtedy udałam się do psychologa, który dodał mi trochę pewności siebie i od tego czasu radzę już sobie sama.

Przebieg mojego zaburzenia nie jest tak silny jak te opisywane. Mam czasem gorsze dni , gdy zaczynam wątpić czy kiedyś to minie. Nigdy nie bałam się wyjść z domu , wyjeżdżać, mam nawet ustne egzaminy i daje sobie rade. Zauważyłam ze 1 etap choroby miał miejsce po 1 sesji , a teraz gdy jestem przed kolejną znowu męczą mnie mysli dotyczące mojej przyszłości . I to ciągłe pytanie – Czy to się kiedyś skończy ‚? Za każdym razem gdy odczuwam lęk , nawet mały,nawracają moje wątpliwości. Wiem , że nikt tego za mnie nie zrobi , a Pana strona dała mi niezwykle silną motywację , gdyż Pan pokonał tę natrętną nerwicę !

I życzę wszystkim nerwusom żeby odszukali tę stronę , przeanalizowali ją i uwierzyli , że jest dla nich nadzieja. Bo wieść o najmniejszym sukcesie wzmacnia nasze poczucie wartości i czyni nas silniejszymi w tej walce.

Zaszufladkowano do kategorii listy

Cytat

Jestem świeżo po przeczytaniu Twojej książki. Jest świetna dlatego, ze nie owijasz w niej w bawełnę. Podajesz po prostu fakty. Sam wyleczyłem się z ataków paniki bez leków i czytając książkę śmiałem się sam do siebie, że korzystaliśmy z tak bardzo podobnych technik. W Polsce właśnie brakuje ludzi, którzy dadzą nadzieję chorym.

Zaszufladkowano do kategorii listy

Cytat

Pisałam do Pana ok. 3 lat temu, byłam w kiepskim stanie. Dzięki Pana stronie nabrałam wtedy nadziei, choć czułam się jeszcze przez dość długi czas kiepsko, a jednak – coraz lepiej – małymi kroczkami. Dziś łatwiej mi ten postęp ocenić, gdyż dziś czuję się bardzo dobrze :)

Mam w sobie pokorę, przecież nigdy nie wiadomo, co nas spotka, jakie wydarzenia wpłyną (lub nie) na nasz stan, a jednak – nie boję się tego :)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

[...] weszłam dzisiaj na Twoja stronę żeby po prostu jeszcze raz ci podziękować… pisałam do ciebie czy raczej dziękowałam za Twoja stronę, myślę ze to był lipiec2012 …dziś mogę powiedzieć ze dzięki twojej stronie ocalałam.. przeżyłam… wydrukowałam sobie wszystko i to była moja lektura… robię w dalszym ciągu terapie i biorę już minimalna dawkę antydepresantu…. to już 10 miesiąc… od 4 tygodni wróciłam do pracy… powoli i spokojnie… przebieg nerwicy lekowej był u mnie dokładnie tak jak na twojej skali… nie ukrywam się z moja choroba absolutnie… opowiadam o niej otwarcie…akceptacja.. jest bardo ważna…

Poleciłam tez twoja stronę mojej terapeutce (mieszkam w Hannoverze, ale moja pani psycholog jest z Polski i prosiłam ja żeby twoja stronę dalej polecała)

Jestem ci bardzo wdzięczna… bardzo, bardzo się cieszę ze udało ci się wydać książkę… wiem że bardzo wielu ludziom to bardzo pomoże…

Tak jak pisałeś ta choroba daje lepszy wgląd w siebie…życie rozumie się inaczej… widzi inaczej… wiesz ja naprawdę dziękuje Bogu że tak się stało: przeszłam piekło, ale jestem teraz bogatsza… inna… spokojniejsza… weselsza… ciesząca się z małych drobnych rzeczy..

Lubię siebie coraz bardziej… [...]

Renata

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Grzegorzu, już wiem, że nerwica nie lubi skoków hormonów,  ciąży, stresu i niewyspania. Wiem, po przestudiowaniu Twojej strony, że nikt nam nie pomoże, nikt za nas niczego nie rozwiąże. Koleżanka, która choruje od lat i poleciła mi Twoją stronkę, napisała że cytuje ” pamiętasz film Matrix? tam była scena z kobietą ubraną na czerwono pośród ludzi ubranych na czarno. Twoje złe myśli to ta Pani w czerwieni, musisz nauczyć się ją ignorować, ona nie jest prawdziwa” Myślę, że każdy nerwicowiec czuje się czasami jak bohater filmu Matrix. Trzeba się mocno natrudzić żeby utrzymać trzeźwość umysłu i świadomość tego, co jest realne tu i teraz a co nam się wyświetla, zdaje i wyobraża. Przed trafieniem na Twojego bloga byłam zupełnie zagubiona, zaplątana i bezradna. Oprócz nerwicy lękowej od lat mam natręctwa, jestem pedantem, nigdy nie wiem gdzie jest granica między pedantycznym porządkiem a natręctwami, dlatego zaczęłam pytać syna. I syn zaczął zwracać mi uwagę na tą granicę. Dziś na przykład wszedł do łazienki i powiedział – ” mamo, to co robisz przestało być sprzątaniem 30minut temu a stało się paranoją ” Rozśmieszył mnie. Wiem, że ludzie wokół nas żyją z naszym lękiem po częsci tak jak my. Oddziałujemy na nich nieświadomie. Sprzątanie było zawsze moją formą walki z napadami paniki. Mówią, że ludzie uporządkowani są nudni. A ja zawsze dodaję – albo chorzy. Najważniejsze żeby zdać sobie sprawę, że to co jest strachem nie jest wcale częścią mnie. Zawsze byłam wrażliwa, zawsze byłam emocjonalna. Ale to jakoś bezproblemowo szło w parze z optymizmem, wiarą w siebie, odwagą. Byłam ryzykantem, wyczynowcem, łaziłam po górach bez zabezpieczeń, po górskich potokach pod prąd, nie bałam się, nie myślałam o śmierci. Zawsze jest w każdej opowieści chwila – zaczęło się od. Zawsze jest to „od” I myślę że to jest bardzo ważne żebyśmy pamiętali na każdym kroku że OD nastąpiło któregoś dnia, że nie byliśmy tacy od urodzenia. Wiele osób pisze, OD śmierci, ciąży, rozwodu, wypadku, traumy.

OD jest chwilą, w której pojawiła się w masie naszych zdrowych odruchów i myśli ta czerwona Pani. A następnie stała się władcą totalitarnym. W pewnym stopniu każdy z nas się do tego dokłada chyba głównie niewiedzą. Wiedza, którą uzyskałam na Twojej stronie spowodowała że wyjęłam z siebie część chorą i wypowiedziałam jej wojnę. Bo to nie ja, Grzegorz. Ja pamiętam siebie w wieku 20 lat, roześmianą, z wysoko uniesioną głową, narwaną. Pamiętam, ze się śmiałam i potrafiłam rozbawić każde towarzystwo. Pamiętam, że spałam przy otwartych oknach w ciemnym pokoju, pustym mieszkaniu. Miałam wtedy małego synka i psa, ale nie bałam się tak. Zdarzały się epizody. Nie wiem kiedy z epizodów zrobiły się reguły. To trudno wychwycić, łapiemy się chyba dopiero wtedy gdy już jesteśmy bardzo zapętleni i chorzy. Z czasem coraz trudniej poradzić sobie z lękiem i napadami, odkładamy więc na bok coraz więcej emocji i napędzamy machinę. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy zaczęłam się bać myć tyłem do drzwi. Ale wiem ze po przeczytaniu twojej strony kilka razy, poszłam wieczorem do łazienki przymknęłam drzwi i zamknęłam oczy przy umywalce. Na chwilę, potem dwie. Mówiłam sobie – jestem bezpieczna, to moja wyobraźnia, nikogo za mną nie ma. To moja wyobraźnia, nikt za mną nie stoi. Otwierałam oczy po coraz to dłuższych przerwach. Starałam się oddychać spokojnie i skupiać myśli na tu i teraz. A tu i teraz jest bezpiecznie. Po dwóch dniach ubrałam się i pojechałam z dzieckiem do banku, urzędu, załatwić zwykłe sprawy których załatwić nie byłam w stanie. Udało się. Czułam się co prawda jakbym przeorała pole widelcem ale zauważyłam ze dało mi to malutkie światełko w tunelu. Każdego wieczora mam napady. Nie są to tylko nierealne lęki ale skojarzenia, filmy. Mówię sobie wtedy – o nie nie nie, żadnych takich tematów, myślimy o czymś miłym, i szybko wymyślam jakieś bzdury, w co sie ubiorę na święta, jakie buty kupię na wiosnę. Coś płytkiego, co szybko zajmuje uwagę, ale jej nie rozbudza. W nocy dalej się budzę. Na chwilę obecną był jeden duch ale przeszedł i poszedł, nie wiem dlaczego spojrzałam na zegarek i zawsze jest godzina typu 2:22 lub 3:33 tym razem była 1:11 (swoją drogą dziwne nie?) ale spojrzałam, zarejestrowałam i poszłam dalej spać. Następnego dnia mój starszy syn powiedział – mamo, nie dostałaś zawału jak szukałem w nocy picia u Was w pokoju? Czyli to nie duch tylko Daniel.  Moj kolega który jest buddystą zareagował zupełnie normalnie na moje opowieści o duchach, jakbym mu opowiadała o sobotnim obiedzie. Skomentował to równie spokojnie – zawsze miałaś ogromne zdolności medialne, ogromnie rozwiniętą intuicję, ciesz się z tego i wykorzystuj to w życiu. A duchy są tylko dobre, co nie zmienia faktu, ze nie powinnaś wchodzić z nimi w żadne relacje.  Ogólnie mnie to rozbawiło, ale to strasznie ważne wiesz, żeby drwić z pewnych rzeczy, odbierać patos elementom naszej choroby, ten patos powoduje ze zapadamy sie w nią coraz głębiej. Im więcej humoru i spojrzenia na nasze stany z przymrużeniem oka, tym więcej siły. Wytłumaczyłam sobie, że moje natręctwa są jak ekshibicjonista w parku. Jak się przed nim ucieka z krzykiem to on nas goni z większym zapałem i urasta w siłę. Trzeba stanąć i próbować go wyśmiać, ośmieszyć, zdetronizować. Może nie od razu wszystko wychodzi ale jak jeden wieczór udało się uniknąć lęku to jest już jakiś ruch w interesie, prawda.  Nerwica to walka z rakiem duszy. Mamy lekarstwo, nie znamy tylko dawkowania. Żeby z nią walczyć trzeba się skupić. Żeby z nią wygrywać trzeba stanąć mocno na ziemi i stawiać małe kroczki, jeden po drugim, nie zmuszając się do niczego, próbując. Myślę ze na wszystko przyjdzie czas. Na ponowne wyjście do ludzi, na spotkania, gwar i śmiech. Powolutku. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, ze przespałam dwie noce tak mocno, że mąż wstawał do dziecka, bo ja nie słyszałam jak płacze. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że mam narzędzia w ręku do walki z moją chorobą i zawalczę o siebie.

Chciałabym każdemu z Twojej strony życzyć, żeby się nie poddawał. Nawet jak jest bardzo źle, jak czuje sie opętany lub zwariowany. Jedno jest pewne że długo szukałam kogoś, kto załatwi ten problem za mnie, przepisze cudowne leki, zaczaruje…. Często mówiłam, niech mi ktoś pomoże, zabierze to, zagłuszy. Wyalienowałam się, zamknęłam w swojej kapsule strachu i tryskałam jadem, że świat jest taki obojętny na moje cierpienie. A teraz dzięki Twojej stronie wiem, że tą kapsułę zbudowałam sobie sama, sama do niej weszłam i sama z niej wyjdę. Nie wiem kiedy, ale mam – nadzieję. Dziekuję…..

PS

W towarzystwie ktoś rzucił informacje o zabójstwie w Gdańsku. Ktoś dodał ze nad 14mc dzieckiem morderca się pastwił. Nie zdążyłam zatkać uszu, nic zrobić, więc spojrzałam na męża i powiedziałam – nie ma na to żadnych dowodów. Mąż wziął powietrze i zaczął – ja znam… Więc przerwałam mu i powtórzyłam – nie ma na to dowodów. A on po chwili milczenia odpowiedział – tak, nie ma dowodów, gazety zawsze robią szum z poszlak. Zmienił temat. Została mi w głowie myśl, ze mnie okłamał. Ale powiedziałam sobie ze dla mnie nie jest ważna dobra czy zła prawda, jest ważne, co mogę wpuścić do chorego łba a co nie, co wiem że mój mózg „obrobi” właściwie a co zapakuje do mojej kapsuły. Nie zamierzam dokarmiać swojej nerwicy. Koleżanka powiedziała mi, że nawrót nerwicy po 3 latach miała OD filmu dokumentalnego z rzeźni dla koni. Ktoś go zrobił i wrzucił wśród znajomych jako apel. Apel w jej wypadku skończył się kolejnym długim zmaganiem z chorobą…….

Ale najważniejsze, że mój mąż, który po wielu policyjnych latach stał się nieczuły na to, na co większość ludzi jest przeczulona – potraktował mnie po raz pierwszy jako osobę chorą. I to chyba coś. Pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Ku pokrzepieniu

Cytat

Mam 43 lata. Na początku chciałem podziękować za wspaniałą stronę o nerwicy. Od tej strony powinni zaczynać pracę nad sobą wszyscy nerwicowcy, a nie błądzić na dołujących forach. Głównym przemyśleniem, jakim chciałbym się podzielić, jest to, że nerwica, która mnie dopadła trzy lata temu, to było najważniejsze pozytywne doświadczenie, jakie mnie spotkało. Tak właśnie, pozytywne a nie negatywne. Najczęściej prawdziwe cierpienie daje szansę na przebudzenie ze snu, w jakim większość ludzi żyje. Dało mi to szansę na gruntowane poznanie siebie, swoich lęków, uwarunkowań, blokad. Zacząłem zagłębiać się w naukach wschodu a także w akademickiej psychologii. Zrozumiałem, że przyczyną cierpienia jest utożsamienie się z własnym umysłem. A przecież człowiek nie jest umysłem, lecz świadomością umysłu, ciała i ducha. Ponieważ, na początku zdrowienia brałem leki antydepresyjne, udało mi się zerwać z nałogiem alkoholowym (nie wolno ich łączyć z alkoholem). Zacząłem doceniać chwilę obecną i czynności, które kiedyś nie mieściły się w moim uwarunkowanym kanonie szczęścia. Zacząłem stopniowo pozbywać się warstw ego, jak np: wstyd przed ośmieszeniem, wstyd że czegoś się boję, nie umiem itd. Małymi kroczkami staję się wolny. Nabrałem większego dystansu do świata. Obecnie (od ok. półtora roku) jestem wolny od nerwicy, co nie znaczy, że w codziennej pracy nad sobą, nie pokonuję lęków, w które wchodzę ochoczo, bo tylko w ten sposób mogę je oswoić i w konsekwencji pokonać. Na koniec chciałbym polecić nauki duchowe, w szczególności dwóch przesympatycznych gości: Eckhart Tolle, Mooji. Pozdrawiam wszystkich. Uwierzcie w swoja siłę. Każdy z nas już ma tę moc, aby wyzdrowieć.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Moja historia zaczęła się kilka miesięcy temu…

Na pana bloga trafiłam w okolicach mojego najdłuższego, najbardziej przerażającego ataku lęku. To wtedy zrozumiałam, że to co mnie „dopadło” to właśnie to o czym pan pisze.. Nigdy nie zapomnę tego ataku. Stałam w lustrze i nie mogłam uwierzyć, że to ja. Jakby obca osoba. Przerażenie, że zwariowałam.

Nigdy więcej się już nie pojawił w takim stopniu… a może pojawił się tylko ja już go znałam.

Pamiętam jak dziś, że czytałam pana bloga temat po temacie i w zasadzie ta przeprawa przez pana przemyślenia pomogła mi tak do końca zrozumieć co się dzieje. Pewne zdania i fragmenty powtarzałam po kilka razy…Wiedziałam czego mam się spodziewać i to dawało choć trochę „spokoju” (o ile można mówić o spokoju podczas ataku lęku).

Najważniejsze w pana blogu jest to, że daje człowiekowi świadomość co się może dziać i co lęk robi z naszym ciałem.  Przeżywać lęk ze świadomością, że „tak to działa” i nic się złego nie dzieje  to całkiem co innego niż przeżywać atak lęku bez tej wiedzy i uwierzyć w to, ze to realne zagrożenie (bo przecież tego od nas chce ten niemiły gość).

Nie będę opisywać mojej całej historii, bo w sumie jeszcze sama nie wiem kiedy się zaczęła…

Bardzo szybko przyznałam się sama przed sobą, że coś jest nie tak i postanowiłam pójść do psychologa. Przyznałam się też do moich problemów najbliższej mi osobie, z którą mieszkam. Nie broniłam się przed tym. Stało się i już. Wiedziałam, że to nie jestem ja. Chciałam jak najszybciej się tego pozbyć. Poruszał pan temat wsparcia w swojej historii.. jakże ważne to dla pana było. Zgadzam się z panem w 100%.To właśnie to wsparcie daje siłę i wolę walki. Teraz ta osoba oddaje mi bardzo dużą część swojego życia, a ja mam motywację, żeby wyzdrowieć  i oddać tej osobie jeszcze więcej. Czasem w atakach lęku zapominam o tym, że tak dużo już dla mnie zrobiła i chcę jeszcze więcej…   niestety tak to działa. Strach przed samotnością skłania ludzi do dziwnych zachowań.

Pana strona dała mi bardzo dużo wiedzy na początku moich zmagań i nadal daje- często wracam do pana tekstów…. Brakuje takich stron.. ludzie wolą pisać o tym, że się nie da z tego wyjść niż o tym jak z tego wyjść…Każdego dnia sprawdzam sekcje LISTY/BLOG. Te posty to taka terapia motywuje człowieka do walki z tym wszystkim. Daję siłę. Udowadnia, że to jest do pokonania.
Aktualnie chodzę na terapię, nie biorę żadnych leków. Jeszcze terapia nie ukazała powodu mojej nerwicy. Czekam cierpliwie. Dużo czasu poświęcam na zdobywanie wiedzy o nerwicy. Zaczęłam czytać książkę o autoterapii. Uczę się relaksacji (a w zasadzie uczymy się razem). Nauka relaksacji trwa długo, jeszcze tego nie opanowałam. Mam motywację, bo wiem, że to działa jak tabletka. Po opanowaniu tej techniki człowiek potrafi przywołać uczucie relaksu w każdym momencie (na zawołanie). Czyż nie tego potrzebujemy właśnie? Na razie pracuję nad relaksacją Jacobsona. Staram się słuchać spokojnej muzyki. Mam też 2 treningi relaksacyjne z narracją. Chcę też spróbować Shultza.. ale wszystko po kolei. Pracuję też nad warunkowaniem- podczas relaksacji wypowiadam w myślach kilka razy moje magiczne hasło. Po pewnym czasie mój umysł powinien związać to hasło z uczuciem relaksu… tak właśnie powstanie moja tabletka na uspokojenie.

Na terapii miałam do wyboru powolne odczulanie albo zanurzenie… wybrałam zanurzenie. Jestem zdecydowana na to i o dziwo nie boję się , a czekam już na to z niecierpliwością. Chcę z tym walczyć.

Dokumentuję moje zmagania- można powiedzieć, że tworzę swój osobisty dziennik, gdzie zapisuję moje myśli. Zapisuję myśli podczas lęku, staram się zidentyfikować moje myśli automatyczne żeby wiedzieć nad czym pracować. Zapisuję też swoje przemyślenia już po lęku.. wtedy przychodzą mi do głowy „złote reguły” mówiące jak poradzić sobie z lękiem-  tak powstaje mój osobisty poradnik. Takie autosugestie mają bardzo silną moc terapeutyczną , bo zapisane są przeze mnie więc czytając to mam do tego 100% zaufania. Z pana bloga też się znalazło tam kilka pozycji, które mi pomagają. Mam też listę pod tytułem „motywacja” gdzie wpisuję wszystkie moje sukcesy. Wracam do niej często.

To pana blog we mnie zaszczepił chęć poznania tej choroby i wyciągnięcia z niej czegoś dobrego… tak jak pana nerwica pomogła wielu ludziom w zrozumieniu swojej…

Ponieważ pana blog tak bardzo mi pomógł zamierzam również założyć stronę o mojej drodze.

Zdobyłam już trochę wiedzy w tym temacie i chciałabym się nią podzielić z innymi. Może pewnego dnia moja historia też komuś pomoże.

Jeszcze raz dziękuję panu za czas jaki pan poświecił w napisanie tego bloga. Pana czas pewnie skrócił cierpienie niejednej osobie i zaszczepił nadzieje na wyjście z tego. Dla mnie przejście przez pana blog było zmierzeniem się z nerwicą, poznaniem jej. To wiedza, która umożliwia podjęcie walki z nerwicą, bo nie można z nią walczyć póki się jej nie pozna.

Teraz już ją znam na tyle, że mogę z nią się rozprawić. Oczywiście z każdym dniem poznaje ją lepiej, ale wiem, że muszę się z nią zmierzyć. Jestem przekonana, ze tylko tak można ją pokonać. Tak jak pan pisze na swoim blogu próbuję poluźnić pętle strachu. Staram się akceptować swoje napięcie i lęk. Staram się żyć normalnie- tak żeby nie zmieniać swojego zachowania pod wpływem nerwicy.

Zauważyłam też, że teraz nie lubię się poddawać. Wcześniej robiłam wszystko, aby uniknąć sytuacji, które wywołują lęk. Teraz staram się z nimi mierzyć, ja kto robię to zazwyczaj przychodzi zadowolenie z siebie. Nie zawsze, choć często. Oczywiście nadal pojawiają się kryzysy, porażki. Wtedy jest ciężko. Ale pojawiają się tez małe sukcesy. Mam nadzieje, że to już dobry sygnał. Czy pan też tak miał? Szkoda tylko, że nie mogę określić gdzie jestem, ile jeszcze czasu potrzebuję.

Mój lęk jest związany jest z moim zdrowiem, a konkretnie z zarażeniem się przez krew: HCV, HIV. Lęk występuje również przed wirusami, bakteriami, brudem.  Cały czas wydaje mi się, że coś zagrozi mojemu zdrowiu. Tak więc każda codzienna czynność łączy się z napięciem, bo przecież wirusy i bakterie są wszechobecne. Jak widzę u kogoś zadrapanie, ranę to od razu przychodzi napięcie i czarny scenariusz, że zostanę zakażona. Przez to zaczęłam unikać dotyku ludzi. Niewiarygodne jest to, że człowiek tak bardzo potrafi uwierzyć swoim wyobrażeniom. Bo to właśnie o te scenariusze chodzi. Jestem zaskoczona, ze wystarczy plama krwi i mój umysł już znajduje czarny scenariusz, a ja zaczynam w niego wierzyć. Przestałam ufać swoim zmysłom. Tzn. jak np. zauważę plamę krwi w moim otoczeniu to zaczynam się zastanawiać czy na pewno nie dotknęłam przez przypadek tego miejsca, później przychodzi czarny scenariusz i już wpadam w pułapkę.

Przez to wszystko zaczęłam przesadnie dbać o czystość. Nawet w domu. Teraz pewnych codziennych sytuacji muszę uczyć się na nowo i przekonywać, że one nie zagrażają mojemu zdrowiu i że to tylko lęk. Czekam aż wrócą te normalne dni do mnie (a w zasadzie do NAS). Jak u pana przebiegało wyjście z choroby? Kiedy się pan zorientował, że pętla strachu znika? Czy u pana to przyszło z dnia na dzień? Czy to wygląda tak, że pewnego dnia przejdę przez sytuację, która zawsze wywoływała we mnie lęk i nie poczuję tego lęku? Czy pan też uważa, że mierzenie się z lękiem to jedyne wyjście?

[G.Sz.]: Tak zdecydowanie uważam, że mierzenie się z lękiem to jedyne wyjście.
A kiedy wiadomo, że nerwica się skończyła? To trudne pytanie i łatwe zarazem. Trudne, bo wyjście z nerwicy zajmuje dużo czasu i dokładnie pamiętam ten sam moment gdy zadawałem sobie pytanie, czy czuję się już całkiem normalnie, czy jeszcze nie. Nie umiałem sam sobie dać odpowiedzi. Ale potem przychodzi moment, gdy o nerwicy się zapomina – i to jest ta łatwa odpowiedź. Nerwica mija kiedy o niej zapomnimy. I taki moment naprawdę następuje!

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Zaczęło się kilka lat temu kiedy zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne z silnymi hormonami, ale nie chodzi mi o to czy to jest powodem bo już przyczyn nie szukam po prostu się pogodziłam, ze trafiło na mnie. Na początku było bardzo ciężko, zmieniłam się z osoby pozytywnej i silnej na emocjonalną, płaczliwą. Czułam ciągły niepokój, straciłam pewność siebie i nie wiedziałam co się dzieje kiedy przyszły ataki paniki tak silne i bez przyczyny, nic się nie wydarzyło złego a ja płakałam. Myślałam, że mam depresje, na początku wpadałam   w dołek bo nie wiedziałam co mam robić żeby mi przeszło, czułam się bezradna. Teraz wiem, że przygnębienie jest efektem złych uczuć. Miałam bóle brzucha i mdłości chodziłam           po lekarzach ale wszystko było dobrze. Czułam się nie sobą. Warto wspomnieć o tym kiedy człowiek nie daje sobie rady i musi pójść do psychiatry czy psychologa, myślałam, że zwariowałam, że jestem słaba i poległam, że muszę skorzystać z pomocy to dodawało kolejnych napięć no bo jak to ja do psychiatry co za wstyd itp. większa rozpacz. Ale cóż trzeba się ratować i poszłam (teraz   to nie jest dla mnie żaden problem, lekarz jak każdy inny). Niestety lekarz psychiatra nie wytłumaczyła mi co się zemną dzieje i jak mogę temu zaradzić, przepisała antydepresanty  i skierowała do psychologa (też za bardzo nie pomogła bo chyba nie wiedziała na czym polega nerwica lękowa, szukałą powodów w dzieciństwie itd.), nie dziwie się, to co czujemy zrozumieć może osoba, która sama     to przeżyła. Przyznam, że sama bym nie uwierzyła albo zbagatelizowała osobę, która by to miała a a ja nie, nie zrozumiałabym. W dodatku Pani psychiatra jak i Pani psycholog stwierdziły, że mam to przez hormony i nie mam depresji więc nie jest zemną źle. No ale po długim czasie brania leku pomogło, wracałam miesiącami do siebie. No i stało się zaszłam w ciąże i musiałam odstawić tabletki i wszystko wróciło. Piekło na nowo, ten niepokój, ataki paniki, złe myśli no i te hormony w ciąży. Lekarz przepisał relanium w razie potrzeby ale na mnie nie działa. Na forach często o nerwicy jest pisane jak o chorobie, z której nie da się wyjść ale na CAŁE SZCZĘŚCIE trafiłam na Pana stronę i nie wiem jak bym sobie poradziła gdyby nie ta strona, żaden lekarz mi nie pomógł. No i zaczęłam czytać, analizować i stosować. Jest lepiej, mam lepsze i gorsze dni czasami chce się poddać i płakać czemu to mam ale wtedy wracam do tej strony. Bagatelizuje i tłumacze sobie, kiedy czuje się źle, staram się zajmować innymi sprawami, czasami nawet przejmuje kontrole nad złymi myślami ale czasami. Złe myśli łapią i wracają i z nimi przychodzi to uczucie okropne wtedy tłumacze sobie, że tym myślą nie mogę wierzyć choć wydają się być tak realne, że czuje się zagrożona i mózg się doszukuje zagrożeń i czasami pomaga ale musze mieć silną wolę bo naprawdę one kuszą i wydają się być prawdziwe a kiedy człowiek czuje się lepiej to myśli sobie jakie absurdalne myśli miał     i się z tego śmieje. Czasami te myśli nawet nie dotyczą mnie, tłumacze sobie, ze treść jest nie ważna. Mam różnego rodzaju i różnej treści a to, że ukochany mnie rozczaruje a to, że będę samotna i nie będę miała zajęcia itp. i choć wydają się normalne to mnie porażają. Najgorzej jest kiedy ubzduram sobie zagrożenie, które może się wydarzyć niedługo czyli w krótkim czasie i to wyczekiwanie i atak mimo iż wiem, co się zemną dzieje. Nie mogę się zająć czymś innym ponieważ nie mogę się skupić i uspokoić.

Dobrą metodą jest ironizowanie z nerwicy, wyśmiewanie strachu, ja czasami jak mnie nachodzi to myślę sobie ,,hehe papierowy tygrys mnie zje” i wtedy sama się śmieje z tego :) . Lęk nas ogranicza więc trzeba mieć go gdzieś i to się czasami udaje jak zagrożenie jest odległe w czasie ale nie kiedy jest tuż tuż i dotyczy ważnej osoby. Ale mam motywację i chcę wrócić do normalności.  :)

Mogłabym napisać więcej o sobie o tej nerwicy ale nie chciałam traktować Pana jak spowiednika czy terapeutę (choć bardzo bym chciała takiego terapeutę) tylko chciałam podziękować za ten promyk słońca. Uratował Pan nie jedno życie :) .

Kasia

[G.Sz] To ludzie sami ratują swoje życie! Podzielenie się moim doświadczeniem to minimalny wkład w stosunku do własnej pracy, którą trzeba włożyć, żeby się z tym „papierowym tygrysem” rozstać. Ale bardzo mi miło! :)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Dziękuje za stronę o nerwicy, która niezwykle mi pomogła. Dała mi nadzieje i siłę. Od dwóch lat nie mam ataków paniki i nie tęsknie:) Z moja nerwicą zmagałam sie od dzieciństwa. Pierwszy atak paniki miałam chyba jako 10letnie dziecko, potem było tylko gorzej. Latami żyłam w potwornym lęku. Kiedy nerwica wróciła kolejny raz w wieku 28 lat trafiłam na Pana strone. Dzięki Panu uświadomiłam sobie coś co w tym stanie jest bardzo ważne, że nie zwariowałam, a przez lata żyłam w tym przekonaniu. Dziękuje jeszcze raz.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi: