Cytat

Pisałam do Pana ok. 3 lat temu, byłam w kiepskim stanie. Dzięki Pana stronie nabrałam wtedy nadziei, choć czułam się jeszcze przez dość długi czas kiepsko, a jednak – coraz lepiej – małymi kroczkami. Dziś łatwiej mi ten postęp ocenić, gdyż dziś czuję się bardzo dobrze :)

Mam w sobie pokorę, przecież nigdy nie wiadomo, co nas spotka, jakie wydarzenia wpłyną (lub nie) na nasz stan, a jednak – nie boję się tego :)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

[...] weszłam dzisiaj na Twoja stronę żeby po prostu jeszcze raz ci podziękować… pisałam do ciebie czy raczej dziękowałam za Twoja stronę, myślę ze to był lipiec2012 …dziś mogę powiedzieć ze dzięki twojej stronie ocalałam.. przeżyłam… wydrukowałam sobie wszystko i to była moja lektura… robię w dalszym ciągu terapie i biorę już minimalna dawkę antydepresantu…. to już 10 miesiąc… od 4 tygodni wróciłam do pracy… powoli i spokojnie… przebieg nerwicy lekowej był u mnie dokładnie tak jak na twojej skali… nie ukrywam się z moja choroba absolutnie… opowiadam o niej otwarcie…akceptacja.. jest bardo ważna…

Poleciłam tez twoja stronę mojej terapeutce (mieszkam w Hannoverze, ale moja pani psycholog jest z Polski i prosiłam ja żeby twoja stronę dalej polecała)

Jestem ci bardzo wdzięczna… bardzo, bardzo się cieszę ze udało ci się wydać książkę… wiem że bardzo wielu ludziom to bardzo pomoże…

Tak jak pisałeś ta choroba daje lepszy wgląd w siebie…życie rozumie się inaczej… widzi inaczej… wiesz ja naprawdę dziękuje Bogu że tak się stało: przeszłam piekło, ale jestem teraz bogatsza… inna… spokojniejsza… weselsza… ciesząca się z małych drobnych rzeczy..

Lubię siebie coraz bardziej… [...]

Renata

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Grzegorzu, już wiem, że nerwica nie lubi skoków hormonów,  ciąży, stresu i niewyspania. Wiem, po przestudiowaniu Twojej strony, że nikt nam nie pomoże, nikt za nas niczego nie rozwiąże. Koleżanka, która choruje od lat i poleciła mi Twoją stronkę, napisała że cytuje ” pamiętasz film Matrix? tam była scena z kobietą ubraną na czerwono pośród ludzi ubranych na czarno. Twoje złe myśli to ta Pani w czerwieni, musisz nauczyć się ją ignorować, ona nie jest prawdziwa” Myślę, że każdy nerwicowiec czuje się czasami jak bohater filmu Matrix. Trzeba się mocno natrudzić żeby utrzymać trzeźwość umysłu i świadomość tego, co jest realne tu i teraz a co nam się wyświetla, zdaje i wyobraża. Przed trafieniem na Twojego bloga byłam zupełnie zagubiona, zaplątana i bezradna. Oprócz nerwicy lękowej od lat mam natręctwa, jestem pedantem, nigdy nie wiem gdzie jest granica między pedantycznym porządkiem a natręctwami, dlatego zaczęłam pytać syna. I syn zaczął zwracać mi uwagę na tą granicę. Dziś na przykład wszedł do łazienki i powiedział – ” mamo, to co robisz przestało być sprzątaniem 30minut temu a stało się paranoją ” Rozśmieszył mnie. Wiem, że ludzie wokół nas żyją z naszym lękiem po częsci tak jak my. Oddziałujemy na nich nieświadomie. Sprzątanie było zawsze moją formą walki z napadami paniki. Mówią, że ludzie uporządkowani są nudni. A ja zawsze dodaję – albo chorzy. Najważniejsze żeby zdać sobie sprawę, że to co jest strachem nie jest wcale częścią mnie. Zawsze byłam wrażliwa, zawsze byłam emocjonalna. Ale to jakoś bezproblemowo szło w parze z optymizmem, wiarą w siebie, odwagą. Byłam ryzykantem, wyczynowcem, łaziłam po górach bez zabezpieczeń, po górskich potokach pod prąd, nie bałam się, nie myślałam o śmierci. Zawsze jest w każdej opowieści chwila – zaczęło się od. Zawsze jest to „od” I myślę że to jest bardzo ważne żebyśmy pamiętali na każdym kroku że OD nastąpiło któregoś dnia, że nie byliśmy tacy od urodzenia. Wiele osób pisze, OD śmierci, ciąży, rozwodu, wypadku, traumy.

OD jest chwilą, w której pojawiła się w masie naszych zdrowych odruchów i myśli ta czerwona Pani. A następnie stała się władcą totalitarnym. W pewnym stopniu każdy z nas się do tego dokłada chyba głównie niewiedzą. Wiedza, którą uzyskałam na Twojej stronie spowodowała że wyjęłam z siebie część chorą i wypowiedziałam jej wojnę. Bo to nie ja, Grzegorz. Ja pamiętam siebie w wieku 20 lat, roześmianą, z wysoko uniesioną głową, narwaną. Pamiętam, ze się śmiałam i potrafiłam rozbawić każde towarzystwo. Pamiętam, że spałam przy otwartych oknach w ciemnym pokoju, pustym mieszkaniu. Miałam wtedy małego synka i psa, ale nie bałam się tak. Zdarzały się epizody. Nie wiem kiedy z epizodów zrobiły się reguły. To trudno wychwycić, łapiemy się chyba dopiero wtedy gdy już jesteśmy bardzo zapętleni i chorzy. Z czasem coraz trudniej poradzić sobie z lękiem i napadami, odkładamy więc na bok coraz więcej emocji i napędzamy machinę. Nie mogę sobie przypomnieć kiedy zaczęłam się bać myć tyłem do drzwi. Ale wiem ze po przeczytaniu twojej strony kilka razy, poszłam wieczorem do łazienki przymknęłam drzwi i zamknęłam oczy przy umywalce. Na chwilę, potem dwie. Mówiłam sobie – jestem bezpieczna, to moja wyobraźnia, nikogo za mną nie ma. To moja wyobraźnia, nikt za mną nie stoi. Otwierałam oczy po coraz to dłuższych przerwach. Starałam się oddychać spokojnie i skupiać myśli na tu i teraz. A tu i teraz jest bezpiecznie. Po dwóch dniach ubrałam się i pojechałam z dzieckiem do banku, urzędu, załatwić zwykłe sprawy których załatwić nie byłam w stanie. Udało się. Czułam się co prawda jakbym przeorała pole widelcem ale zauważyłam ze dało mi to malutkie światełko w tunelu. Każdego wieczora mam napady. Nie są to tylko nierealne lęki ale skojarzenia, filmy. Mówię sobie wtedy – o nie nie nie, żadnych takich tematów, myślimy o czymś miłym, i szybko wymyślam jakieś bzdury, w co sie ubiorę na święta, jakie buty kupię na wiosnę. Coś płytkiego, co szybko zajmuje uwagę, ale jej nie rozbudza. W nocy dalej się budzę. Na chwilę obecną był jeden duch ale przeszedł i poszedł, nie wiem dlaczego spojrzałam na zegarek i zawsze jest godzina typu 2:22 lub 3:33 tym razem była 1:11 (swoją drogą dziwne nie?) ale spojrzałam, zarejestrowałam i poszłam dalej spać. Następnego dnia mój starszy syn powiedział – mamo, nie dostałaś zawału jak szukałem w nocy picia u Was w pokoju? Czyli to nie duch tylko Daniel.  Moj kolega który jest buddystą zareagował zupełnie normalnie na moje opowieści o duchach, jakbym mu opowiadała o sobotnim obiedzie. Skomentował to równie spokojnie – zawsze miałaś ogromne zdolności medialne, ogromnie rozwiniętą intuicję, ciesz się z tego i wykorzystuj to w życiu. A duchy są tylko dobre, co nie zmienia faktu, ze nie powinnaś wchodzić z nimi w żadne relacje.  Ogólnie mnie to rozbawiło, ale to strasznie ważne wiesz, żeby drwić z pewnych rzeczy, odbierać patos elementom naszej choroby, ten patos powoduje ze zapadamy sie w nią coraz głębiej. Im więcej humoru i spojrzenia na nasze stany z przymrużeniem oka, tym więcej siły. Wytłumaczyłam sobie, że moje natręctwa są jak ekshibicjonista w parku. Jak się przed nim ucieka z krzykiem to on nas goni z większym zapałem i urasta w siłę. Trzeba stanąć i próbować go wyśmiać, ośmieszyć, zdetronizować. Może nie od razu wszystko wychodzi ale jak jeden wieczór udało się uniknąć lęku to jest już jakiś ruch w interesie, prawda.  Nerwica to walka z rakiem duszy. Mamy lekarstwo, nie znamy tylko dawkowania. Żeby z nią walczyć trzeba się skupić. Żeby z nią wygrywać trzeba stanąć mocno na ziemi i stawiać małe kroczki, jeden po drugim, nie zmuszając się do niczego, próbując. Myślę ze na wszystko przyjdzie czas. Na ponowne wyjście do ludzi, na spotkania, gwar i śmiech. Powolutku. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, ze przespałam dwie noce tak mocno, że mąż wstawał do dziecka, bo ja nie słyszałam jak płacze. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że mam narzędzia w ręku do walki z moją chorobą i zawalczę o siebie.

Chciałabym każdemu z Twojej strony życzyć, żeby się nie poddawał. Nawet jak jest bardzo źle, jak czuje sie opętany lub zwariowany. Jedno jest pewne że długo szukałam kogoś, kto załatwi ten problem za mnie, przepisze cudowne leki, zaczaruje…. Często mówiłam, niech mi ktoś pomoże, zabierze to, zagłuszy. Wyalienowałam się, zamknęłam w swojej kapsule strachu i tryskałam jadem, że świat jest taki obojętny na moje cierpienie. A teraz dzięki Twojej stronie wiem, że tą kapsułę zbudowałam sobie sama, sama do niej weszłam i sama z niej wyjdę. Nie wiem kiedy, ale mam – nadzieję. Dziekuję…..

PS

W towarzystwie ktoś rzucił informacje o zabójstwie w Gdańsku. Ktoś dodał ze nad 14mc dzieckiem morderca się pastwił. Nie zdążyłam zatkać uszu, nic zrobić, więc spojrzałam na męża i powiedziałam – nie ma na to żadnych dowodów. Mąż wziął powietrze i zaczął – ja znam… Więc przerwałam mu i powtórzyłam – nie ma na to dowodów. A on po chwili milczenia odpowiedział – tak, nie ma dowodów, gazety zawsze robią szum z poszlak. Zmienił temat. Została mi w głowie myśl, ze mnie okłamał. Ale powiedziałam sobie ze dla mnie nie jest ważna dobra czy zła prawda, jest ważne, co mogę wpuścić do chorego łba a co nie, co wiem że mój mózg „obrobi” właściwie a co zapakuje do mojej kapsuły. Nie zamierzam dokarmiać swojej nerwicy. Koleżanka powiedziała mi, że nawrót nerwicy po 3 latach miała OD filmu dokumentalnego z rzeźni dla koni. Ktoś go zrobił i wrzucił wśród znajomych jako apel. Apel w jej wypadku skończył się kolejnym długim zmaganiem z chorobą…….

Ale najważniejsze, że mój mąż, który po wielu policyjnych latach stał się nieczuły na to, na co większość ludzi jest przeczulona – potraktował mnie po raz pierwszy jako osobę chorą. I to chyba coś. Pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Ku pokrzepieniu

Cytat

Mam 43 lata. Na początku chciałem podziękować za wspaniałą stronę o nerwicy. Od tej strony powinni zaczynać pracę nad sobą wszyscy nerwicowcy, a nie błądzić na dołujących forach. Głównym przemyśleniem, jakim chciałbym się podzielić, jest to, że nerwica, która mnie dopadła trzy lata temu, to było najważniejsze pozytywne doświadczenie, jakie mnie spotkało. Tak właśnie, pozytywne a nie negatywne. Najczęściej prawdziwe cierpienie daje szansę na przebudzenie ze snu, w jakim większość ludzi żyje. Dało mi to szansę na gruntowane poznanie siebie, swoich lęków, uwarunkowań, blokad. Zacząłem zagłębiać się w naukach wschodu a także w akademickiej psychologii. Zrozumiałem, że przyczyną cierpienia jest utożsamienie się z własnym umysłem. A przecież człowiek nie jest umysłem, lecz świadomością umysłu, ciała i ducha. Ponieważ, na początku zdrowienia brałem leki antydepresyjne, udało mi się zerwać z nałogiem alkoholowym (nie wolno ich łączyć z alkoholem). Zacząłem doceniać chwilę obecną i czynności, które kiedyś nie mieściły się w moim uwarunkowanym kanonie szczęścia. Zacząłem stopniowo pozbywać się warstw ego, jak np: wstyd przed ośmieszeniem, wstyd że czegoś się boję, nie umiem itd. Małymi kroczkami staję się wolny. Nabrałem większego dystansu do świata. Obecnie (od ok. półtora roku) jestem wolny od nerwicy, co nie znaczy, że w codziennej pracy nad sobą, nie pokonuję lęków, w które wchodzę ochoczo, bo tylko w ten sposób mogę je oswoić i w konsekwencji pokonać. Na koniec chciałbym polecić nauki duchowe, w szczególności dwóch przesympatycznych gości: Eckhart Tolle, Mooji. Pozdrawiam wszystkich. Uwierzcie w swoja siłę. Każdy z nas już ma tę moc, aby wyzdrowieć.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Moja historia zaczęła się kilka miesięcy temu…

Na pana bloga trafiłam w okolicach mojego najdłuższego, najbardziej przerażającego ataku lęku. To wtedy zrozumiałam, że to co mnie „dopadło” to właśnie to o czym pan pisze.. Nigdy nie zapomnę tego ataku. Stałam w lustrze i nie mogłam uwierzyć, że to ja. Jakby obca osoba. Przerażenie, że zwariowałam.

Nigdy więcej się już nie pojawił w takim stopniu… a może pojawił się tylko ja już go znałam.

Pamiętam jak dziś, że czytałam pana bloga temat po temacie i w zasadzie ta przeprawa przez pana przemyślenia pomogła mi tak do końca zrozumieć co się dzieje. Pewne zdania i fragmenty powtarzałam po kilka razy…Wiedziałam czego mam się spodziewać i to dawało choć trochę „spokoju” (o ile można mówić o spokoju podczas ataku lęku).

Najważniejsze w pana blogu jest to, że daje człowiekowi świadomość co się może dziać i co lęk robi z naszym ciałem.  Przeżywać lęk ze świadomością, że „tak to działa” i nic się złego nie dzieje  to całkiem co innego niż przeżywać atak lęku bez tej wiedzy i uwierzyć w to, ze to realne zagrożenie (bo przecież tego od nas chce ten niemiły gość).

Nie będę opisywać mojej całej historii, bo w sumie jeszcze sama nie wiem kiedy się zaczęła…

Bardzo szybko przyznałam się sama przed sobą, że coś jest nie tak i postanowiłam pójść do psychologa. Przyznałam się też do moich problemów najbliższej mi osobie, z którą mieszkam. Nie broniłam się przed tym. Stało się i już. Wiedziałam, że to nie jestem ja. Chciałam jak najszybciej się tego pozbyć. Poruszał pan temat wsparcia w swojej historii.. jakże ważne to dla pana było. Zgadzam się z panem w 100%.To właśnie to wsparcie daje siłę i wolę walki. Teraz ta osoba oddaje mi bardzo dużą część swojego życia, a ja mam motywację, żeby wyzdrowieć  i oddać tej osobie jeszcze więcej. Czasem w atakach lęku zapominam o tym, że tak dużo już dla mnie zrobiła i chcę jeszcze więcej…   niestety tak to działa. Strach przed samotnością skłania ludzi do dziwnych zachowań.

Pana strona dała mi bardzo dużo wiedzy na początku moich zmagań i nadal daje- często wracam do pana tekstów…. Brakuje takich stron.. ludzie wolą pisać o tym, że się nie da z tego wyjść niż o tym jak z tego wyjść…Każdego dnia sprawdzam sekcje LISTY/BLOG. Te posty to taka terapia motywuje człowieka do walki z tym wszystkim. Daję siłę. Udowadnia, że to jest do pokonania.
Aktualnie chodzę na terapię, nie biorę żadnych leków. Jeszcze terapia nie ukazała powodu mojej nerwicy. Czekam cierpliwie. Dużo czasu poświęcam na zdobywanie wiedzy o nerwicy. Zaczęłam czytać książkę o autoterapii. Uczę się relaksacji (a w zasadzie uczymy się razem). Nauka relaksacji trwa długo, jeszcze tego nie opanowałam. Mam motywację, bo wiem, że to działa jak tabletka. Po opanowaniu tej techniki człowiek potrafi przywołać uczucie relaksu w każdym momencie (na zawołanie). Czyż nie tego potrzebujemy właśnie? Na razie pracuję nad relaksacją Jacobsona. Staram się słuchać spokojnej muzyki. Mam też 2 treningi relaksacyjne z narracją. Chcę też spróbować Shultza.. ale wszystko po kolei. Pracuję też nad warunkowaniem- podczas relaksacji wypowiadam w myślach kilka razy moje magiczne hasło. Po pewnym czasie mój umysł powinien związać to hasło z uczuciem relaksu… tak właśnie powstanie moja tabletka na uspokojenie.

Na terapii miałam do wyboru powolne odczulanie albo zanurzenie… wybrałam zanurzenie. Jestem zdecydowana na to i o dziwo nie boję się , a czekam już na to z niecierpliwością. Chcę z tym walczyć.

Dokumentuję moje zmagania- można powiedzieć, że tworzę swój osobisty dziennik, gdzie zapisuję moje myśli. Zapisuję myśli podczas lęku, staram się zidentyfikować moje myśli automatyczne żeby wiedzieć nad czym pracować. Zapisuję też swoje przemyślenia już po lęku.. wtedy przychodzą mi do głowy „złote reguły” mówiące jak poradzić sobie z lękiem-  tak powstaje mój osobisty poradnik. Takie autosugestie mają bardzo silną moc terapeutyczną , bo zapisane są przeze mnie więc czytając to mam do tego 100% zaufania. Z pana bloga też się znalazło tam kilka pozycji, które mi pomagają. Mam też listę pod tytułem „motywacja” gdzie wpisuję wszystkie moje sukcesy. Wracam do niej często.

To pana blog we mnie zaszczepił chęć poznania tej choroby i wyciągnięcia z niej czegoś dobrego… tak jak pana nerwica pomogła wielu ludziom w zrozumieniu swojej…

Ponieważ pana blog tak bardzo mi pomógł zamierzam również założyć stronę o mojej drodze.

Zdobyłam już trochę wiedzy w tym temacie i chciałabym się nią podzielić z innymi. Może pewnego dnia moja historia też komuś pomoże.

Jeszcze raz dziękuję panu za czas jaki pan poświecił w napisanie tego bloga. Pana czas pewnie skrócił cierpienie niejednej osobie i zaszczepił nadzieje na wyjście z tego. Dla mnie przejście przez pana blog było zmierzeniem się z nerwicą, poznaniem jej. To wiedza, która umożliwia podjęcie walki z nerwicą, bo nie można z nią walczyć póki się jej nie pozna.

Teraz już ją znam na tyle, że mogę z nią się rozprawić. Oczywiście z każdym dniem poznaje ją lepiej, ale wiem, że muszę się z nią zmierzyć. Jestem przekonana, ze tylko tak można ją pokonać. Tak jak pan pisze na swoim blogu próbuję poluźnić pętle strachu. Staram się akceptować swoje napięcie i lęk. Staram się żyć normalnie- tak żeby nie zmieniać swojego zachowania pod wpływem nerwicy.

Zauważyłam też, że teraz nie lubię się poddawać. Wcześniej robiłam wszystko, aby uniknąć sytuacji, które wywołują lęk. Teraz staram się z nimi mierzyć, ja kto robię to zazwyczaj przychodzi zadowolenie z siebie. Nie zawsze, choć często. Oczywiście nadal pojawiają się kryzysy, porażki. Wtedy jest ciężko. Ale pojawiają się tez małe sukcesy. Mam nadzieje, że to już dobry sygnał. Czy pan też tak miał? Szkoda tylko, że nie mogę określić gdzie jestem, ile jeszcze czasu potrzebuję.

Mój lęk jest związany jest z moim zdrowiem, a konkretnie z zarażeniem się przez krew: HCV, HIV. Lęk występuje również przed wirusami, bakteriami, brudem.  Cały czas wydaje mi się, że coś zagrozi mojemu zdrowiu. Tak więc każda codzienna czynność łączy się z napięciem, bo przecież wirusy i bakterie są wszechobecne. Jak widzę u kogoś zadrapanie, ranę to od razu przychodzi napięcie i czarny scenariusz, że zostanę zakażona. Przez to zaczęłam unikać dotyku ludzi. Niewiarygodne jest to, że człowiek tak bardzo potrafi uwierzyć swoim wyobrażeniom. Bo to właśnie o te scenariusze chodzi. Jestem zaskoczona, ze wystarczy plama krwi i mój umysł już znajduje czarny scenariusz, a ja zaczynam w niego wierzyć. Przestałam ufać swoim zmysłom. Tzn. jak np. zauważę plamę krwi w moim otoczeniu to zaczynam się zastanawiać czy na pewno nie dotknęłam przez przypadek tego miejsca, później przychodzi czarny scenariusz i już wpadam w pułapkę.

Przez to wszystko zaczęłam przesadnie dbać o czystość. Nawet w domu. Teraz pewnych codziennych sytuacji muszę uczyć się na nowo i przekonywać, że one nie zagrażają mojemu zdrowiu i że to tylko lęk. Czekam aż wrócą te normalne dni do mnie (a w zasadzie do NAS). Jak u pana przebiegało wyjście z choroby? Kiedy się pan zorientował, że pętla strachu znika? Czy u pana to przyszło z dnia na dzień? Czy to wygląda tak, że pewnego dnia przejdę przez sytuację, która zawsze wywoływała we mnie lęk i nie poczuję tego lęku? Czy pan też uważa, że mierzenie się z lękiem to jedyne wyjście?

[G.Sz.]: Tak zdecydowanie uważam, że mierzenie się z lękiem to jedyne wyjście.
A kiedy wiadomo, że nerwica się skończyła? To trudne pytanie i łatwe zarazem. Trudne, bo wyjście z nerwicy zajmuje dużo czasu i dokładnie pamiętam ten sam moment gdy zadawałem sobie pytanie, czy czuję się już całkiem normalnie, czy jeszcze nie. Nie umiałem sam sobie dać odpowiedzi. Ale potem przychodzi moment, gdy o nerwicy się zapomina – i to jest ta łatwa odpowiedź. Nerwica mija kiedy o niej zapomnimy. I taki moment naprawdę następuje!

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Zaczęło się kilka lat temu kiedy zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne z silnymi hormonami, ale nie chodzi mi o to czy to jest powodem bo już przyczyn nie szukam po prostu się pogodziłam, ze trafiło na mnie. Na początku było bardzo ciężko, zmieniłam się z osoby pozytywnej i silnej na emocjonalną, płaczliwą. Czułam ciągły niepokój, straciłam pewność siebie i nie wiedziałam co się dzieje kiedy przyszły ataki paniki tak silne i bez przyczyny, nic się nie wydarzyło złego a ja płakałam. Myślałam, że mam depresje, na początku wpadałam   w dołek bo nie wiedziałam co mam robić żeby mi przeszło, czułam się bezradna. Teraz wiem, że przygnębienie jest efektem złych uczuć. Miałam bóle brzucha i mdłości chodziłam           po lekarzach ale wszystko było dobrze. Czułam się nie sobą. Warto wspomnieć o tym kiedy człowiek nie daje sobie rady i musi pójść do psychiatry czy psychologa, myślałam, że zwariowałam, że jestem słaba i poległam, że muszę skorzystać z pomocy to dodawało kolejnych napięć no bo jak to ja do psychiatry co za wstyd itp. większa rozpacz. Ale cóż trzeba się ratować i poszłam (teraz   to nie jest dla mnie żaden problem, lekarz jak każdy inny). Niestety lekarz psychiatra nie wytłumaczyła mi co się zemną dzieje i jak mogę temu zaradzić, przepisała antydepresanty  i skierowała do psychologa (też za bardzo nie pomogła bo chyba nie wiedziała na czym polega nerwica lękowa, szukałą powodów w dzieciństwie itd.), nie dziwie się, to co czujemy zrozumieć może osoba, która sama     to przeżyła. Przyznam, że sama bym nie uwierzyła albo zbagatelizowała osobę, która by to miała a a ja nie, nie zrozumiałabym. W dodatku Pani psychiatra jak i Pani psycholog stwierdziły, że mam to przez hormony i nie mam depresji więc nie jest zemną źle. No ale po długim czasie brania leku pomogło, wracałam miesiącami do siebie. No i stało się zaszłam w ciąże i musiałam odstawić tabletki i wszystko wróciło. Piekło na nowo, ten niepokój, ataki paniki, złe myśli no i te hormony w ciąży. Lekarz przepisał relanium w razie potrzeby ale na mnie nie działa. Na forach często o nerwicy jest pisane jak o chorobie, z której nie da się wyjść ale na CAŁE SZCZĘŚCIE trafiłam na Pana stronę i nie wiem jak bym sobie poradziła gdyby nie ta strona, żaden lekarz mi nie pomógł. No i zaczęłam czytać, analizować i stosować. Jest lepiej, mam lepsze i gorsze dni czasami chce się poddać i płakać czemu to mam ale wtedy wracam do tej strony. Bagatelizuje i tłumacze sobie, kiedy czuje się źle, staram się zajmować innymi sprawami, czasami nawet przejmuje kontrole nad złymi myślami ale czasami. Złe myśli łapią i wracają i z nimi przychodzi to uczucie okropne wtedy tłumacze sobie, że tym myślą nie mogę wierzyć choć wydają się być tak realne, że czuje się zagrożona i mózg się doszukuje zagrożeń i czasami pomaga ale musze mieć silną wolę bo naprawdę one kuszą i wydają się być prawdziwe a kiedy człowiek czuje się lepiej to myśli sobie jakie absurdalne myśli miał     i się z tego śmieje. Czasami te myśli nawet nie dotyczą mnie, tłumacze sobie, ze treść jest nie ważna. Mam różnego rodzaju i różnej treści a to, że ukochany mnie rozczaruje a to, że będę samotna i nie będę miała zajęcia itp. i choć wydają się normalne to mnie porażają. Najgorzej jest kiedy ubzduram sobie zagrożenie, które może się wydarzyć niedługo czyli w krótkim czasie i to wyczekiwanie i atak mimo iż wiem, co się zemną dzieje. Nie mogę się zająć czymś innym ponieważ nie mogę się skupić i uspokoić.

Dobrą metodą jest ironizowanie z nerwicy, wyśmiewanie strachu, ja czasami jak mnie nachodzi to myślę sobie ,,hehe papierowy tygrys mnie zje” i wtedy sama się śmieje z tego :) . Lęk nas ogranicza więc trzeba mieć go gdzieś i to się czasami udaje jak zagrożenie jest odległe w czasie ale nie kiedy jest tuż tuż i dotyczy ważnej osoby. Ale mam motywację i chcę wrócić do normalności.  :)

Mogłabym napisać więcej o sobie o tej nerwicy ale nie chciałam traktować Pana jak spowiednika czy terapeutę (choć bardzo bym chciała takiego terapeutę) tylko chciałam podziękować za ten promyk słońca. Uratował Pan nie jedno życie :) .

Kasia

[G.Sz] To ludzie sami ratują swoje życie! Podzielenie się moim doświadczeniem to minimalny wkład w stosunku do własnej pracy, którą trzeba włożyć, żeby się z tym „papierowym tygrysem” rozstać. Ale bardzo mi miło! :)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Dziękuje za stronę o nerwicy, która niezwykle mi pomogła. Dała mi nadzieje i siłę. Od dwóch lat nie mam ataków paniki i nie tęsknie:) Z moja nerwicą zmagałam sie od dzieciństwa. Pierwszy atak paniki miałam chyba jako 10letnie dziecko, potem było tylko gorzej. Latami żyłam w potwornym lęku. Kiedy nerwica wróciła kolejny raz w wieku 28 lat trafiłam na Pana strone. Dzięki Panu uświadomiłam sobie coś co w tym stanie jest bardzo ważne, że nie zwariowałam, a przez lata żyłam w tym przekonaniu. Dziękuje jeszcze raz.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Nazywam się Teresa. Mam lekko ponad 30-stkę a od mniej -więcej 10-sięciu lat mam natręctwo myślowe zwłaszcza o tematyce przeciwludzkiej jak to nazywam, m.in.że mogę zabić ,że chcę to zrobić ,że nienawidzę ludzi ,że oni to wiedzą bo znają moje myśli gdyż mam to wypisane na twarzy.I taki był pczątek rozkręcenia się machiny strachu ,który latami rozkręcała się dość wolno ,ale zawsze do przodu jak się okazało .Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego ,że w ten sposób wpędze się w nerwicowe szaleństwo.Nie wiedziałam skąd u mnie te myśli ,tłumaczyłam sobie ,że to dlatego ponieważ życie ” nie szło „mnie tak jak bardzo bym tego chciała.Piach sypał mi w oczy ,a ja się dołowałam ,albo denerwowałam się tym.Chciałam zaznaczyć że oprócz tych złych myśli miałam normalne ,sympatyczne myśli do ludzi ,pragnełam dać komuś przyjaźń swoją ,miłość ,ale koniec końców nic z tego nie wychodziło bo zatruwały mnie negatywne myśli ,które krok po kroku rujnowały moją nazwę to – ludzkość ,serdeczność .Pragnę dodać ,że w gruncie rzeczy jestem osobą dość wrażliwą a nawet emaptyczną na ludzkie nieszczęścia ,a narodziła się we mnie poprzez złe myśli odwrotność,sprzeczność tych pozytywnych cech i dlatego szarpało mój umysł .W gruncie rzeczy straciłam wiele szans na pracę ,na miłość robiłam z siebie ofiarę losu nie wiedząc że to co ja mam to natręctwo myśli .Myślałam ,że ja sama się tak nakręcam ,a może i tak było że przez to że nakręcałam się tymi myślami zrobiłam tylko więcej miejsca dla natrętnych myśli.Pewnie tak.Ostatecznie stwierdziłam,że jestem złą osobą a jeszcze bardziej ostatecznie ,że nie wiem kim jestem.
Otóż chciałabym napisać jak kulminacyjnym punktem był fakt, że nerwica wybuchła we mnie jak torpeda .Byłam akurat za granicą w tym czasie miałam dość fajną pracę ,wówczas mieszkałam z chłopakiem i znajomymi .Z dnia na dzień czułam ,że mimo iż w końcu miałam tak wiele co chciałam czyli niezależność finansową ,mieszkałam razem ze swoim chłopakiem(bardzo tego pragnełam) .Własnie wtedy ,mam wrażenie cały stres który przez lata ukrywałam ,kumulowałam przez natrętne myśli wybuchł takim przeogromnym stanem że chodziłam jak żywy trup w dodatku którego należy się bać -tak się czułam .Patrzyłam na swoja twarz i ona była normalna lecz jakby innej osoby bo ja czułam w środku, że zwariowałam.Natręty jakby kazały mi zrobić coś złego komuś .To uderzyć kogoś kucającego z buta ,to zgasić papierosa na kimś, to zadźgać nożem.Czułam się jak morderca .A wyobraźnia nadal pracowała w złym kierunku w tym byłu uczucia złego .Robiłam z siebie często kogoś wyeliminowanego.Nie mogłam spokojnie podejść do współpracowników pogadać .Uważałam,że jestem niebezpieczna.A serce waliło mi jak młot ,głowe trzymałam jak na jakimś palu zamiast na szyji ,stany odrealnienia ,stany przygnębienia były na codzień.Chodziłam ale funkcjonowaniem bym tego nie nazwała.Chciałam umrzeć .Albo by zamkneli mnie dla psychicznych.Bałam się ,że inaczej zabije kogoś.Na prawdę miałam takie uczucie.
Powiedziałam o wszystkim swojemu chłopakowi a on przyjął to dość spokojnie .Powiedział ,że musze zająć czymś innym myśli ,zająć się czymś .Próbowałam ,ale bez rezultatu ,natręty nie dały za wygraną .Chodziłam dalej bez jakiegokolwiek luzu.Powiedziałam chłopakowi ,że chce do psychiatry.Pojechaliśmy.Ta powiedziała że przepisze mi leki antydepresyjne.Że najprawdopodobniej mam ZOK (zaburzenie obsesyjno-kompulsywne).Poleciła mi psychologa.Poszłam do psychologa ,która to powiedziała mi uspokajając mnie z leksza,że NIE zwariowałam.Byłam zaskoczona bo czułam się inaczej.Wytłumaczyła,że te mysli są niezależne odemnie.Że potrzebna by mi była terapia behawioralno-poznawcza.Uczęszczałam .W między czasie wertowałam internet w celu znalezienia”podobnch „do mnie oraz w celu uzyskania pomocy jakiś informaci -jak sobie radzić w nerwicy.Trzeba przyznać ,że troche nas nerwicowców jest i że wiele osób pisze ciekawe info na ten temat.Poza tym nawet przez neta szukałam psychologa i trafiłam na panią ,która poleca metodę EFT.Drogo kosztowała mnie ta pomoc głownie finansowo ,ale czerpałam byle tylko pomogło,przez skypa .Niestety EFT nie pomagało .Znalazłam w necie egzorcystkę ,która przynajmiej za taką się podaje .Stwierdziła,że nie jestem chora tylko mam dwa duchy oczywiście uwierzyłam i dałam się wkręcić ,wysłałam pieniądze by mnie oczyściła.
Niestety za niedługo straciłam pracę .Uważam ,że mogę to „zawdzięczać”natrętom bo w pracy nadal chodziłam i czułam się sztywno niezamieniająć z brygadzistą słowa.Widziałam,że jego to wkurza.Zwolnił mnie.
Byłam przez około 3 miesiące na zasiłku i chodziłam raz w tyg.na wizyte u psychologa osobiście.Szczerze napiszę że pomogła mi .Może gdybym chodziła do końca terapii przez conajmniej rok,półtorej to mogłabym poczuć się o niebo lepiej.Ale terapię musiałam przerwać bo zasiłek się kończył a ja nie byłam nadal zdolna do pracy.Moje poczucie wartości spadło do minimum ,wiara w siebie i zaufanie do siebie legło w gruzach ,a mój stan był nadal chorobowy.
Musiałam wracac do Polski pod dach swoich rodziców było to w 2012 roku w styczniu…Miałam zamiar tu dojść do siebie .Kupiłam książke „Potęga podświadomości”,dzięki której poznałam jak „działa”umysł,a jak można go skutecznie „popsuć”.Wszystko jakby składało się w jedną całość jak puzle ,kiedy porównałam na sobie jego działanie.Uważam ,że uwierzyłam w złe myśli ,które podświadomość chciała konsekwetnie realizować.Tylko ,że ja nie zwariowałam dlatego zamiast mordować czułam ogromny strach i lęk przed tym „zadaniem”.
Cały rok starałam sobie afirmować pozytywne rzeczy .A natręty ,które były cały czas zawalać pozytywnymi afirmacjami itp.Różnie to wychodziło.Ale fakt ,że wiem co mi jest pozwolił mi na stan lekko odporniejszy niż na początku zaburzenia miałam.
Dziś jest rok 2013 od miesiąca „jadę” bez leków ,serce już tak nie wali bo i strach zmalał gdyż zdaję sobie sprawę ,że to natrętne myśli go wywoływały nie ja.Ja jestem człowiekiem nie natrętnymi myślami.Co prawda nadal mam trudną sytuację bo nie mam pracy a odwaga ,wiara w siebie i pewność siebie nie do końca wyrosły na miary stabilności ,ale jest lepiej na prawdę jest lepiej.Uwierzyłam,że każdy nawet zdrowy człowiek ma takie myśli .Nauczyłam się natręty w dużej mierze lekceważyć co poskutkowało zdrowiem! :-)
Przeszłam w życiu dużo jak na moją wrażliwą glowę oraz miękkie serce .Bo tak uważam, że mam dość miękkie serce .Że w głębi duszy nie jestem zła.Staram się nosić głowę do góry chociaż przyznaję, że aż zgarbiłam się przez tą chorobę -fizycznie.A ręce opadały mi nie raz.Jednak nadal staram się zasiewać w umyśle nowe ,lepsze myślenie o sobie samej .Zgodnie z informacjami ,których się naczytałam .Mimo ,że nadal chciałabym chodzić do dobrego psychologa bo wiem ,że samej z tego wyjść się nie da często.Teraz chodzę do psychologa ,ale ta kobieta nie pomaga ,nie rozumiemy się często .Nie wiem czy nie zrezygnuje .Psycholog psychologowi nie równy.Choć lekko mi nie jest bo nie mam ani przyjaciół,rodzina kompletnie nie rozumie co tak na prawdę przeżyłam i przeżywam.Nie mam zarzyłych relacji.Widzę dla siebie iskierke nadzieji że i mnie życie się ułoży…Wierzę ,że najgorsze mam za sobą:-)

Teresa.

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

[...] Gdyby nie ta strona to prawdopodobnie do tej pory drżałbym ze strachu ze całkowicie zwariowałem…

Moja „przygoda” z nerwicą zaczęła się całkiem niedawno, jakoś w grudniu 2012. Zaczęło się od potężnego ataku paniki… Byłem pewien że to zawał serca, chciałem już prosić dziewczynę żeby zadzwoniła po karetkę…

Po tym nieszczęsnym ataku paniki powoli czułem, że coś zaczyna się dziać… przyspieszony puls, ściski w klatce, brzuchu, jakieś dziwne uczucie braku równowagi, lekkie duszności… no i MYŚLI. że może to chore serce, a może coś innego… dostałem kolejnego ataku paniki, niestety podczas którego zrobiłem z siebie „głupka” (zacząłem krzyczeć żeby ktoś mi pomógł..)

Już podczas pierwszej wizyty u lekarza, po zrobieniu EKG, zbadaniu tarczycy, lekarz  zasugerował, że mogę mieć nerwice.  Na jakiś tydzień, dwa trochę mi przeszło ale potem zacząłem robić coś idiotycznego… zacząłem badać swój puls… i jaki byłem przerażony, kiedy wydawało mi się, że serce na chwilkę mi staje!!!  Poszedłem do psychiatry. Z leków brałem tylko i wyłącznie propranolol żeby ujarzmić serce. Zaliczyłem parę wizyt u Psychoterapeutki. Jednak to PAŃSKA STRONA dała mi ogromną nadzieje i dzięki niej zrozumiałem, co jest grane!!! i wie Pan co? ataki paniki zniknęły jak ręką odjął!!!! pozostał tylko niepokój i dziwne myśli, ale ataki paniki i silne odrealnienie minęło całkowicie!!!  mój przypadek dowodzi , że naprawdę ataki paniki mogą zniknąć tak szybko, jak się pojawiły :) :):) tylko trzeba je zrozumieć :)    obecnie męczę się tylko z natrętnymi myślami. Boje się że np mi odbije i skrzywdzę kogoś… absolutnie nie chce czegoś takiego zrobić ale męczą mnie takie myśli… a najgorsza myśl jaka się pojawiła to.. „a co jeśli dostanę, albo już mam schizofrenię?”… z jednej strony zdaje sobie sprawę ze to głupie, a z drugiej męczy mnie to…   aczkolwiek, jest już znacznie znacznie i jeszcze raz znacznie lepiej!  Dziękuje za tą stronę, takie coś naprawdę jest ludziom potrzebne :)

Tomek

 

Dodam jeszcze, że miałem też malutki epizod agorafobii ale szybko sobie z nią poradziłem. Po prostu na siłę zacząłem wychodzić z domu i np zapuszczać się samemu w jakieś odludne tereny. Może to brzmi zbyt pięknie i niewiarygodnie ale agorafobii pozbyłem się w jakieś 2 tygodnie dzięki samozaparciu…  Jak już Ci wspominałem najbardziej dręczącą mnie myślą jest schizofrenia:P często zastanawiam  się, czy mój tok myślenia jest normalny, czy np nie zaczynam słyszeć głosów itp… zawsze jak się naczytam o tym to potem wariuje:P
Aha! chciałem napisać coś jeszcze. Zauważyłem, ze niemal wszyscy ludzie miewają że tak powiem „mini epizody” nerwicowe… np mój kolega który przy próbie wytłumaczenia nerwicy w ogóle nie mógł jej zrozumieć (chodzi mi o to że on jest całkiem zdrowy) miewa np podczas jazdy motorem wizje ze np celowo powoduje wypadek a jednak nie boi się takich myśli…. albo moja dziewczyna, która nie ma nerwicy, kiedyś wkręciła sobie ze czymś się zatruła i miała jednodniowy epizod prawdziwej nerwicy:P (wszelkie objawy fizyczne i przykre myśli).
 

[G.Sz.]: Bo takie myśli są normalną reakcją naszego mózgu w momencie zagrożenia. Budujemy wtedy i wizualizujemy scenariusze zagrożenia, żebyśmy mieli świadomość konsekwencji działania. To jest rodzaj mechanizmu obronnego przed zagrożeniem. Gdy kolega schodzi z motoru (albo odpuszcza trochę manetkę gazu ;) ) zagrożenie mija i „złe” myśli odchodzą, dokładnie dlatego, że są związane z rzeczywistym zewnętrznym zagrożeniem. W nerwicy natomiast  myśli dotyczą objawów lęku (często samych siebie – np. lęk przed chorobą psychiczną) – powstaje wtedy sprzężenie zwrotne miedzy uczuciami, a myślami, które powoduje, że i złe myśli i złe nastroje zostają na dłużej. Trzeba wtedy świadomego wysiłku ignorowania, akceptacji a nawet rzucenia wyzwania tym myślom (w sensie nie unikania sytuacji przed którymi nas ostrzegają), żeby tę pętle sprzężenia poluźnić i rozpiąć. Udowodnić sobie, że te myśli, chociaż są bardzo nieprzyjemne to nie mają nad nami władzy. I przez to wrócić do równowagi. To zajmuje trochę czasu, ale absolutnie daje się to zrobić!

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Bez paniki ! To tylko nerwica :-)

Cytat

Pewnego dnia ,zupełnie niespodziewanie przyszła do mnie nie wiem skąd…
Nie wiedziałam wtedy jak się nazywa i dlaczego zaszczyciła mnie swoją obecnością. Dziś pisze „zaszczyciła”, ale 5 lat temu – sądziłam, że to przekleństwo!
No bo jak tu polubić gościa, który rujnuje Ci każdą minutę życia, który skutecznie burzy spokój, powoduje że tracisz coraz bardziej kontrolę nad wszystkim, tracisz radość, spontaniczność. Tracisz siebie.

Jak w każdej „nerwicowej” opowieści, tak i w mojej najpierw były długie poszukiwania przyczyn związanych z chorobą ciała. Żyłam w przeświadczeniu, że albo umrę albo zwariuję. Kiepska perspektywa…

Postanowiłam więc drążyć temat dalej. Trafiłam wreszcie do lekarza , który wysłuchał mnie uważnie i postawił diagnozę: nerwica lękowa. Uff , ulżyło mi. W końcu wiedziałam co mi jest. Zaczęłam poszukiwać informacji o nerwicy. Bez przerwy czytałam w Internecie co przeżywają inni nerwicowcy  i sądziłam że od tego jest mi coraz lepiej, że coraz bardziej oswajam nerwicę i mniej się jej boję.

Myślałam, że już nie wróci do mnie ten nieproszony gość. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy któregoś dnia nagle poczułam że nasza  „znajomość” zaczyna się od nowa.
Koszmar. Horror.

Pamiętam jak, jechałam samochodem.Wiozłam moją córeczkę z przedszkola, a tu nagle totalne odrealnienie, problemy z oddychaniem, zawroty głowy…otworzyłam okno , próbowałam odwrócić myśli od objawów i liczyłam metry które dzielą mnie od domu…Potem nie było lepiej, lęk przed kolejnymi atakami. Klasyka można by rzec.

Każdy dzień rozpoczynała ta koszmarna myśl: Czy dziś znów mnie dopadnie?
I tak mijały dni. Lepsze, gorsze , ale wszystkie pod wspólnym mianownikiem: lęku.
Życie straciło kolor, smak i zapach,  a przede wszystkim radość. Popadłam w poważny dół.

Pozytyw: wiedziałam już dużo na temat samej nerwicy, ale nie wiedziałam dalej jak sobie z nią poradzić. I wtedy mnie olśniło: trzeba znaleźć kogoś mądrego, kto mi pomoże. Długo szukałam odpowiedniej osoby, aż w końcu trafiłam do gabinetu pewnej Pani Doktor – psychoterapeutki.
Nie było mi łatwo pójść do kogoś obcego i opowiadać o sobie. Ale miałam cel: wyzdrowieć!

I tu rozpoczęła się moja przygoda z samą sobą. Tak,  ze  sobą,  bo nerwica to nie jest ktoś obok- gość który przychodzi i odchodzi, ale to my sami. Dużo czasu upłynęło zanim to zrozumiałam. Dziś dziękuję Bogu, opatrzności życiu i nie wiem komu jeszcze za to,  że nerwica pojawiła się  w moim życiu. Dała mi dużo dobrego. Zmieniłam bardzo wiele w sobie, a co za tym idzie w swoim życiu prywatnym i zawodowym. I nie będę się tu chwalić jaka jestem teraz wspaniała, ale na pewno bardzo się zmieniam i czuję coraz lepiej.
A teraz kilka moich przemyśleń popartych praktyką, do których stosowania zachęcam:
- zbadaj się gruntownie, bo wtedy wykluczysz lęki o zdrowie i życie,
- poszukaj – niech będzie to decyzja przemyślana i dobrze zweryfikowana choćby w Internecie – psychologa lub psychoterapeuty,
- nie ufaj lekarzom,  którzy bez wnikliwej analizy Twojego przypadku od razu wciskają Ci leki , nie proponując nic poza tym,

- spróbuj wprowadzić w życiu jakieś drobne zmiany, które poprawią Twoje samopoczucie(u mnie rozpoczęło się od odstawienia kawy; poczułam się o niebo lepiej i uwierzyłam, że to potrafię zmieniać swoje życie),
- zacznij – koniecznie! – regularnie się ruszać; jak chodzę na spacery- a dodam że całe życie stroniłam od ruchu(przy okazji zgubiłam parę kilogramów i czuję się świetnie),
- zacznij czytać książki które wzmacniają wiarę w siebie,
- codziennie rób relaksacje – wystarczy spokój, wygodny fotel, świeca i chęć zrzucenia z siebie nadmiaru emocji(jest mnóstwo literatury ,która mówi jak to robić ale pamiętaj , że to Ty sam musisz ustalić najlepszą jej formę dla siebie),
- mnie pomogło również gotowanie- cudna sprawa – dziel się efektami z innymi, bo inaczej będziesz miał problem,  z którym nie pomoże psycholog a jedynie dietetyk :)
- zapisuj swoje myśli dotyczące lęków, ich braku, rzeczy w swoim życiu z których jesteś zadowolony, swoich działań które budują Cie na nowo,
- pamiętaj, że małe kroki składają się na większe , nikt nie umie robić milowych kroków, dlatego akceptuj to co masz dziś nawet jeśli dziś właśnie cierpisz,
- kiedy źle się czujesz pomyśl, że ludzie których mijasz, którzy wydaja ci się odrealnieni, być może czują to samo- ten problem dotyka ponad ¼ naszego społeczeństwa,

- kiedy czujesz, że jest Ci źle to koncentruj się na wypowiadaniu mojego magicznego hasła: Bez paniki! To tylko nerwica. Mi pomaga, czego życzę każdej osobie,  która dobrnęła ze mną do końca tego tekstu :)

Joanna

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi: