Krótki wpisik

Pozdrawiam serdecznie wszystkie osoby które do mnie napisały przez ostatnie kilka miesięcy. Bardzo przepraszam, że nie jestem w stanie odpisywać na wszystkie maile. Niestety ostatni rok był dla mnie bardzo burzliwy. Zmieniłem pracę, nowa jest bardzo wymagająca, dość sporo wyjeżdżam, staram się nadgonić wiedzę w swoim fachu, a także nauczyć (albo dokończyć naukę) drugiego języka obcego. Traktuję to jako formę bezpieczeństwa zawodowego. Niestety lat przybywa, a chciałbym uniknąć sytuacji wypadnięcia z obiegu. Czasy nie są łatwe, a potrzeby dorastających dzieci coraz większe. Dużo wyzwań i trudności, ale też sporo (choć czasem niełatwej) satysfakcji. Jeśli chodzi o moje zdrowie i samopoczucie psychiczne (bo ciągle dostaję zapytania w tym temacie :-) ), to mam się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że dobiję do momentu, gdy będę miał trochę więcej czasu, i może inną perspektywę, żeby znowu coś ciekawego napisać i czymś się podzielić.Dziękuję za wszystkie maile! Za wszystkich nerwicowców trzymam kciuki! Wiem, że będzie dobrze!

Aktualności

Od dłuższego czasu nie wprowadzałem nowych wiadomości. Dostałem jednak listy z pytaniami, czy nic się ze mną nie stało, albo czy nie zacząłem cierpieć na nawrót nerwicy. Dementuję :) – wzorem Marka Twaina mogę powiedzieć, że „pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone” :)

Bardzo jednak wszystkim dziękuję za maile. Faktem jest, że muszę poświęcić trochę czasu na inne zadania – nadgonienie moich zawodowych kompetencji itd., stąd moja mniejsza aktywność i opóźnienia w odpowiadaniu na maile. Nie jestem również w stanie prowadzić zdalnej psychoterapii, o co czasami jestem (najczęściej nie wprost) proszony w mailach. Nie czuję się kompetentny, ani wystarczająco dostępny – i chyba po prostu nie ma to sensu, tak więc proszę o zrozumienie.

W dziale „Polecam” dołożyłem dwa nowe linki do stron o nerwicy m.in o wpływie uformowania w rodzinie alkoholowej – zachęcam do zapoznania się.

Wydawnictwo WAM zasugerowało mi, żebym rozważył napisanie kontynuacji czy uzupełnienia książki. Chciałbym to zrobić i nawet zacząłem zbierać materiały. To nie będzie szybko, ale jest możliwe. O ile uda mi się spełnić dwa warunki: że nie będę przyjmował roli ‚guru od wszystkiego’ i że nie będę w znaczącym stopniu powtarzał informacji z pierwszej książeczki. Niby warunki proste, ale jednak są pewnym wyzwaniem..

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników tej strony!

Grzegorz Szaffer

 

 

Cytat

[...]
Kiedy znalazłam pana stronę byłam w okropnym stanie
Nerwica w pełnym tego słowa znaczeniu lęk przed lękiem, odrealnie ,
Agorofobia, ataki Paniki a tak właściwie to jeden wielki niekończący sie atak !
To właśnie od Pana strony zaczęło sie moje zdrowienie
Z Pana polecenia kupiłam książkę Claire Weekes i zaczęło sie pomalutku kręcić w droga stronę :)
Ponieważ dopiero co zaczęłam biznes musiałam wszystko porzucić dla nerwicy ale niczego nie żałuje teraz nadal mam kilka swoich małych lęków ale to nic w porównaniu z tym co było.
Poza tym przezwyciezam je pomału jeden po drugim :)
Znowu pomału zaczynam odnosić sukcesy zawodowe i jestem ogólnie bardzo zadowolona ze swojeo życia i z tego kim sie stałam po tej burzy.
[...]
Sandra

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

[...]

Było bardzo ciężko ale dałam radę :)
Na nerwicę lękową zachorowałam w 2012 roku. Myśli że zrobię krzywdę osobie którą bardzo kocham lub że zachoruję na schizofrenię były straszne- dzisiaj się z tego śmieje straciłam rok swojego życia ale bardzo dużo się nauczyłam. Kochani tego demona narawdę da się pokonać – tak jak Pan pisał. Historię pewnej nerwicy czytałam po 20 razy dziennie ale było warto!

[...]

Ania

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Zdrowy

Cytat

Witam Cię Grzegorzu i wszystkich znerwicowanych :)

Ostatni wpis na twojej stronie zamiesciłem  1 czerwca 2011r na dzień dziszjszy mogę z ręką na spokojnie bijacym sercu powiedzieć, że jestem wolnym i „zdrowym” człowiekiem w kazdym znaczeniu tego słowa :) a najlepsze, że ta „dolegliwość” polepszyła jakośc mojego życia, sposobu myślenia, oczuwania i doświadczania. odkryła przede mna nowe możliwości, drogę duchowego rozwoju i uczyniła mne naprawde silną osobą, mam teraz niesamowity wgląd w Siebie i inne osoby wiec, tymi kilkoma zdaniami chciał bym utwierdzić was w wierze w samych siebie i zmotywować do ciągłej pracy nad sobą  bo warto. To przyniesie wam coś czego za żadne pieniądzę nie kupicie ani żadna osoba wam tego nie da, to coś wspaniałęgo, nie do opisania, najwiekszy Cud, możliwośc stworzenia nowej wersji samego Siebie, bedzię to cieżka przeprawa ale nagroda bedzie niesamowita :)

Pozdrawiam i dziękuje za wszystko co mnie spotkało :)

Piotr

 

„Ewoluowanie, stawanie się. Do tego właśnie służy twój stosunek do wszystkiego: samostanowienia o tym, czym się stajesz. Po to tutaj jesteś. Na tym polega radość kształtowania Jaźni. Poznawania Jaźni. Stawania się, świadomie, tym, czym pragniesz zostać. Oto czym jest samoświadomość”

Neale Donald Walsch „Rozmowy z Bogiem”

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Z przykrością muszę stwierdzić, że z powodu sytuacji w której się znalazłem i nadmiaru zobowiązań, nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie listy, które dostaję. Tych wszystkich, którzy do mnie napisali i ciągle piszą  bardzo przepraszam…

Cytat

Trafiłam na Pana stronę w momencie kiedy czułam się bardzo źle i kiedy bardzo się bałam tego co się ze mną działo. Bardzo pomogło mi to, co przeczytałam.

Wypisałam sobie najważniejsze zdania i zaglądałam do nich w trudnych momentach.

Przerwać pętlę strachu przed strachem….

Dziś czuję się świetnie, jak gdyby nic się nie wydarzyło, jakby mój dziwny stan nie istniał, nigdy się nie wydarzył, jak gdyby to był zły sen.

Miałam dużo szczęścia, że udało mi się zawrócić.

Wydobrzeć, wrócić. Być. Czuć się znowu sobą. Czuć się dobrze. Czuć, że żyję.

Zrobić kanapkę i jeść ją z przyjemnością. Patrzeć na świat z zachwytem.

 

Ewelina

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Od dość dawnego czasu znam Pańskie wpisy dotyczące Pana historii i sposobu wyleczenia, w dawnym okresie bardzo wiele dla mnie to znaczyło przeczytać to co Pan napisał.

Prze lata od dziecka zmagania się z nerwica natręctw, nerwicą lękową, fobią społeczną, w późniejszym okresie 5 letnią stała i ciągła depersonalizacją i derealizacją.

W którymś momencie skupiłem się na poznawczo behawioralnym sposobie wyjścia z koła lęku, na przełamaniu strachu, myślę, że dobrze Pan wie co mam tu na myśli i opisywanie tego nie ma sensu.

W każdym razie pozbyłem się depersonalizacji, nerwicy lekowej, ciągłego lęku, to nad czym pracuję teraz to fobia społeczna. od ponad roku cieszę się wolnością po wieloletniej męczarni.

Około dwóch lat temu zostałem wciągnięty do pisania na forum, miałem pisać głównie o derealizacji i depersonalizacji, gdyż znam ten temat na wylot, stało się tak, że zostałem sam do prowadzenia forum i zacząłem je prowadzić pod kątem głównie informacji o nerwicy o derealizacji i depersonalizacji.

Staram się usilnie aby miejsce to nie służyło nakręcaniu się, tylko dokładnym zrozumieniu mechanizmu nerwicy, stworzyłem kilka ciekawych informujących tematów, i zebrałem grupę osób, które coraz chętniej przekładają swoją wiedzę i zacięcie na pisanie o tym o czym pisać trzeba, ze lęk należy przełamać i dokładnie wiedzieć czym jest.

Forum jest w tej chwili w trakcie większego tworzenia, mam wiele tytułów jeszcze do końca nie opracowanych ale jest to kwestia miesiąca i zamieszczę wszystko co wiem ze swojego doświadczenia.

Jako, ze cenię Pana stronę i to co Pan napisał, bowiem jest to według mnie główna droga do „wyzdrowienia” z nerwicy.

Często w postach polecam Pana stronę bowiem w dość łopatologiczny i dobry sposób opisał Pan reakcję walcz bądź uciekaj.

Adres forum to www.zaburzeni.pl a przykładowe tematy informujące to np

http://www.zaburzeni.pl/reakcja-walcz-badz-uciekaj-czym-jest-nerwica-i-atak-paniki-t46.html

albo

http://www.zaburzeni.pl/derealizacja-depersonalizacja-pytania-i-odpowiedzi-t3177.html

choć obecnie głownie skupiony byłem na derealizacji to teraz zamieszam rozszerzyć info o samej nerwicy i atakach paniki.
[...]

[G.Sz.]: Bardzo podoba mi się ta inicjatywa stworzenia forum z informacjami.
(Choć jak zawsze w przypadku forum, z tym zastrzeżeniem, żeby nie stało się miejscem wzajemnego dołowania…)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Piszę do Ciebie w nawiązaniu do sekcji „Opowieść” na Twojej stronce, ponieważ Twoja historia zszokowała mnie nie tyle jeśli chodzi o samą nerwicę co o uderzające podobieństwo wielu elementów z Twojej historii do mojej…..
Napiszę Ci w dużym skrócie moją historię i sam ocenisz jak duże podobieństwo jest między obiema historiami….

„Zawsze taki byłem. Z wyobraźnią, zdolnością do empatii, raczej mniej niż bardziej odważny. Za to zawsze pełen różnych wyobrażeń, przemyśleń, wątpliwości, pytań.”….nic dodać nic ująć, zawsze prowadziłem bujne życie w myślach które nie zawsze odzwierciedlało życie realne, zawsze próbowałem wszystko zgłębić, zrozumieć, szukałem sensu życia i mojej egzystencji a im bardziej się w to zagłębiałem tym bardziej nieświadoma czarna otchłań (uświadomiona dopiero teraz) owijała mnie wokół siebie….
Tak nie było jednak zawsze….

Mając dosyć ekstremalną sytuację w domu (3ka zdrowego rodzeństwa (ja najstarszy), rodzice mający dobre prace i autorytet na zewnątrz przy jednoczesnym wewnętrznym jątrzeniu wzajemnej nienawiści i odrazy) z czasem zacząłem nieświadomie unikać domu i uciekać coraz bardziej w sport, naukę i podwórko…wszystko byle z dala od domu. Ciągle obiecywałem sobie też że nie powielę schematu rodziców, że będę zupełnym przeciwieństwem ich a w szczególności ojca, który w moich oczach dał się stłamsić mojej matce całkowicie i pozwalał się poniżać w domu i przyjmować na siebie obelgi stanowiące wyraz jej odwetu za jej nieszczęśliwy związek partnerski…. Największą odrazą była dla mnie ta dwulicowość, na zewnątrz wszystko pięknie, kochająca się rodzinka, w niedzielę do kościoła, potem niedzielne spacerki (do dzisiaj z tego powodu nie lubię niedziel ;) ) a wewnątrz non stop fighty i angażowanie w nie dzieci w formie tarcz ochronnych i argumentów przekonywujących w racjach stron….
Tego nie ma w Twojej opowieści natomiast jest to najprawdopodobniej geneza mojej ucieczki w szybkie, aktywne tempo życia jakie później podjąłem chcąc uciec od demonów przeszłości i pokazać że ja jestem inny, stanowię ich zupełne przeciwieństwo….

W klasie maturalnej ojciec pękł, zebrał rano bagaże i zawinął wrotki…..wcześniej często się tym odgrażał dlatego nie powinno było to na mnie zrobić większego wrażenia, natomiast styl w jakim to zrobił (zaszczuty pies uciekający gdzie pieprz rośnie…) jak również czas w którym to zrobił (ja w klasie maturalnej, rodzeństwo zdające do liceum/gimnazjum, akurat wtedy wyjątkowo ciężko chorujące) pozostawiało wiele do życzenia….później jeszcze nieraz byłem wykorzystywany w sądzie jako świadek w procesie najpierw o rozwód a potem o rozdzielność majątkową….nie pamiętam z tego za wiele generalnie wymazałem sporo z pamięci z tamtego okresu chyba bo wszystko wydaje się być takie rozmyte….z ojcem od tamtego czasu nie mam kontaktu….

Ale wracając do mnie….
Jak wspomniałem zacząłem uciekać w świat podwórkowy, świat sportu i nauki…..zacząłem też nadużywać sporo alkoholu i generalnie wpadłem w towarzystwo które nie miało wygórowanych ambicji życiowych natomiast prowadziło wesoły rozrywkowy tryb życia który mi bardzo imponował….ja jednak miałem zakodowane w głowie, że aby mieć lepiej, bezpieczniej i przyjemniej niż miałem w przeszłości muszę ciężko i wytrwale pracować, a pierwszym krokiem ku temu jest zdobycie dobrego wykształcenia….byłem więc nieco rozerwany na dwie strony co jednak pozwalało mi zachować jakąś równowagę życiową czerpiąc przyjemności z życia, a jednocześnie nie marnując sobie życia jako nastolatek jak to ma w zwyczaju robić wielu ludzi…..
miałem w sobie jakąś taką dziwną motywację że jak stawało przede mną zadanie to zacinałem się, zamykałem np w pokoju i ryłem od rana do wieczora aż osiągałem cel, tak samo z piłką nożną, gdyby nie zacięcie nie grałbym w klubach w moim rodzinnym mieście i nie sprawiałoby mi to później tak dużej radochy i przyjemności……

po zdaniu matury i dostaniu się na studia miałem dosyć ciężki wypadek -będąc jeszcze „na bani” z rana skoczyłem na główkę do basenu gdzie była płytka woda, życie zostało uratowane przez instynkt który po uderzeniu głową o spód basenu (do dzisiaj słyszę ten dźwięk coś jak trzask łamanych kości) kazał mi najpierw wypłynąć na powierzchnię, wyjść na brzeg i dopiero potem pozwolił mi stracić przytomność….wstrząs mózgu, cała zmasakrowana twarz i 2 miesiące rehabilitacji……..później miałem jeszcze parę incydentów w których otarłem się o śmierć ale nie jest to temat tego co chcę tu przekazać…

na studiach przez pierwsze 2 lata bawiłem się na całego, jednak jak przychodziła sesja jak zwykle stawałem się perfekcjonistą i zaliczałem wszystkie egzaminy jak leci….na wakacje jeździłem do pracy w Anglii (5 razy) nie szanując zbytnio swojego zdrowia i życia i skupiając się jedynie na funtach……
ogólnie mój problem polegał na tym że nie potrafiłem wysiedzieć w spokoju 10 minut, ciągle mnie nosiło gdzieś…coś chciałem zrobić…

na pierwszym roku miałem pierwszy raz to coś…..zapaliłem marihuanę i przeżyłem taki koszmar że do dzisiaj choć czasem zapalę to jednak bardzo sceptycznie i sporadycznie…nie wiedziałem oczywiście wtedy że był to atak paniki ale uczucie było coś jak spadam w dół i tracę kontakt z rzeczywistością, nie mam na nic wpływu, otacza mnie coś przerażającego a organizm krzyczy wstań i uciekaj!!!!…..tak też wtedy zrobiłem a koledzy mi później opowiadali że byłem najpierw przerażająco blady, potem wstałem i zacząłem gdzieś iść -to była moja ucieczka chyba ;) …….jak się później okazało to jednak nie był chyba pierwszy raz….przez mgłę pamiętam obraz siebie jako 10 latka, że duszę się, nie mogę oddychać, a w szpitalu mi podają lek rozkurczowy poprzez wielką strzykawkę, następnie zawożą do domu, jem banana i wymiotuję…….jak pytałem się mojej mamy o ten epizod w moim życiu przyznała że coś takiego było ale nie pamięta o co dokładnie chodziło…

po incydencie z marihuaną nic podobnego już nie nastąpiło…..

na drugim roku jeden z moich najbliższych kolegów powiesił się u siebie na stancji na studiach po koncercie KULTU, zawsze w moich oczach był to wesoły człowiek, wielki intelekt humanistyczny, studia dzienne dziennikarskie na uniwersytecie, kochająca rodzina…a tu bach….
przeżyłem to bardzo mocno, generalnie zdruzgotało mnie to trochę….w połączeniu z trybem jaki wtedy prowadziłem….dzień w dzień alkohol i imprezy zacząłem wpadać w jakąś deprechę….w najgorszych momentach kompletnie nie szanowałem swojego życia….potrafiłem przejść przez ulicę po której pędziły auta nie patrząc się na boki i mając to totalnie gdzieś….zupełnie nie mogłem tego zrozumieć, podobnie jak kilku moich znajomych, a przede wszystkim rodzice kolegi….po libacjach alkoholowych budziłem się rano z jakimś niepokojem, lękiem, wyrzutami sumienia…..miałem poczucie że moje życie jest do niczego, że nie ma sensu, zupełnie przestałem wierzyć w cokolwiek…..

kolejny raz jednak jakaś chorobliwa ambicja kazała mi się ogarnąć a więc zdałem egzaminy, pojechałem do pracy do Anglii, zarobiłem sporo pieniędzy przez wakacje, zmieniłem środowisko na trochę spokojniejsze, dotarłem się w końcu z moją obecną żoną (wcześniej przez mój tryb życia nie było to możliwe) i zacząłem drugie równoległe studia…..

i wtedy nabrałem w końcu jakiegoś światła, sensu i przebudzenia….w końcu nie czułem że moje życie to jakieś bagno….byłem szczęśliwy (pozornie)…

natomiast z roku na rok zaczynałem coraz szybciej żyć, coraz więcej brać na siebie, coraz bardziej skupiać się na tym co będzie a nie na tym co jest, nie potrafiłem sprawiać sobie drobnych przyjemności w życiu….przejawem tego było uczęszczanie na 2 kierunki studiów jednocześnie, pielęgnowanie swojego związku z moją obecną żoną, wyjazdy do pracy do Anglii, rozpoczęcie pracy w korporacji już na piątym roku studiów….cały czas myślałem że muszę włożyć dużo więcej wysiłku i energii aby przynajmniej być na tym samym poziomie co inni….czułem że inni mają rodziców, ojca itp a ja jestem sam…muszę sobie sam poradzić, muszę udowodnić ze sam dam radę…..

następnie przeszedłem już po studiach po roku pracy w korporacji do firmy która jest bardzo wymagająca, niezwykle stresująca i trzyma bardzo wysokie standardy….uzyskiwałem bardzo dobre oceny wewnętrzne, osiągałem kolejne awanse, itp, zaczęliśmy wyjeżdżać do różnych krajów na tripy objazdowe: Turcja, Egipt, cała Europa za jednym razem, itp. i tak do 2012 roku….

2012 rok to był szalony czas w moim życiu -już na początku roku mój przełożony odszedł z pracy i musiałem przejąć jego obowiązki (bardzo obciążające emocjonalnie, na zbyt wczesnym etapie pracy zawodowej), udało mi się zrealizować projekt z sukcesem, następnie awans na managera, następnie objazdówka w kwietniu po Austrii, Słowacji i Węgrzech, następnie ślub w maju w Świnoujściu i wielkie przed tym przygotowania, następnie wyjazd na trip do USA (objazdówka 24 dni non stop jechałem autem -zrobiliśmy 6,5 tys mil, byliśmy w kilkunastu stanach, zero odpoczynku, zwariowana gonitwa i wyścig z czasem), dalej bardzo ciężkie zadania w pracy, na jesień wyjazd na Bałkany 5 tys km autem w 9 dni no i znowu szaleństwo w pracy….do czasu……

To było chyba w październiku…..od pewnego czasu miałem tak że jak przyjeżdżałem po całym dniu z pracy i kładąc się w łóżku i oglądając jakiś serial czułem dziwne przeskoki w karku, tak jakby jakieś pulsowanie, tykanie itp…nie było to zbyt przyjemne ale lekceważyłem to….

Następnie w pracy poczułem się bardzo dziwnie, jakiś niepokój że jest mi słabo że zaraz zemdleję albo będę miała zawał serca…..współpracownicy śmiali się że trochę zbladłem ja natomiast żartowałem że nic mi nie jest a w rzeczywistości czułem się fatalnie….uciekłem do ubikacji zamknąłem się i próbowałem to przeczekać….nie mijało.,..poszedłem więc do lekarza pierwszego kontaktu, który sprawdził mi podstawowe parametry i patrząc się na mnie dziwnym podejrzliwym wzrokiem podał mi kubek gorącej czekolady….wypiłem i jakoś wróciłem do równowagi……

Następne takie uczucie pojawiło się na projekcie po rozmowie z klientem jak jechałem ze swoim szefem do firmy autem…..zacząłem czuć że odpływam, serce zaczęło mi świrować, lewa ręka ścierpnęła i ogólnie oblały mnie poty….szef zaczął mi się przyglądać i coś powiedział w stylu „żebyś Ty mi tu przypadkiem na zawał nie zszedł” co jeszcze bardziej mnie wyprowadziło z równowagi….ogólnie zacząłem też czuć dziwne zdenerwowanie że nie jestem w stanie TEGO KONTROLOWAĆ, że to coś jest poza moją kontrolą…..coś się nie układa po mojej myśli…

poszedłem tego samego dnia wieczorem do lekarza i wtedy byłem już mocno nakręcony tak że mi się aż ręce trzęsły….lekarz również nic nie zdiagnozował ale wtedy po raz pierwszy usłyszałem że to może być z przepracowania, może jakieś wypalenie zawodowe (zapomniałem wcześniej dodać że z biegiem czasu coraz gorzej mi było w pracy niezależnie od kolejnych sukcesów jakie odnosiłem, przestało mi na tym zupełnie zależeć), może zbytnie nakręcenie się, zbyt szybki tryb życia……

ten lęk w kolejnych dniach nie odpuszczał do tego doszło jakieś napięcie ciała…gotowość organizmu do pełnej obrony…….ostatkami sił pojechałem na rozmowę kwalifikacyjną do innego miasta…udałem że wszystko jest w porządku i odbyłem  rozmowę na zewnątrz wypadając myślę że dobrze, wewnątrz jednak przeraźliwie cierpiąc poprzez napięcie……

to był piątek, potem weekend stosunkowo spokojny ale z napięciem no i feralny poniedziałek….pojechałem na projekt do klienta….jakakolwiek rozmowa z nim powodowała u mnie jakieś piski w głowie, świdrowanie w brzuchu (jakby mi ktoś wiercił wiertarką w mózgu i w brzuchu) i skurcze karku i szyi……

następnego dnia nie dałem rady….wiedziałem już że coś jest zajebiście nie tak….zacząłem dzwonić po psychologach (podświadomie chyba wiedziałem że przegiąłem ze swoim organizmem) ale  byli albo bardzo drodzy albo niedostępni…..z wielkim wstydem zadzwoniłem do psychiatry, który mógł mnie przyjąć tego samego dnia….

wtedy to zaczęły też pojawiać się myśli, że z pozoru wspaniałe, szczęśliwe życie, w którym ostatnio dostałem awanse, podwyżki, ożeniłem się, pojechałem do USA na miodowy miesiąc w jednej sekundzie…wszystko to runęło i się zawaliło…straciłem nad wszystkim kontrolę…i znowu poczułem że jestem zupełnie sam….że sam muszę dać radę i to pokonać…..

lekarz stwierdził że „przegiąłem” i wpadałem w „spiralę nakręcania się” a także wspomniał coś o wypaleniu zawodowym i zbyt szybkim trybie życia, powiedział też żebym się cieszył że nie dzieje się to jak mam 50 lat bo wtedy to byłby zawał serca a tak nic mi nie jest i wszystko jeszcze mogę wyprostować….. wypisał mi jakieś leki o których nigdy nie słyszałem (dopiero potem zobaczyłem ile się o tym mówi w Internecie, w serialach, w gazetach itp -wcześniej w ogóle nie zwracałem uwagi na tego typu zaburzenia, nie wiedziałem że coś takiego istnieje) -jeden mocny, drugi słabszy ale który miał działać po 2-3 tygodniach……

tabletki pozamiatały mnie całkowicie….mało teraz z tego pamiętam ale to co się działo ze mną to jakiś disaster….kręcenie w głowie, brak snu, jeśli pojawiał się sen to w zupełnie innych godzinach niż wcześniej, tracenie na wadze, lęk, olbrzymie napięcie ciała jakbym miał wybuchnąć, problemy z oddychaniem…..

przez pierwsze 2 tygodnie miałem z 5 prawdziwych ataków lęku i paniki (i ostatnie od tamtej pory) -prawdopodobnie wywołane tabletkami, uczucie dezorientacji, chęć ucieczki, paraliż ciała, załamywanie się kolan, ściski i skurcze w szyi, duszenie się, drżenie szczęk i rąk. Czułem się kompletnie rozbity….miejsca w których to się działo to: parking podziemny po pracy, osiedle o zmroku, kierowanie autem, market, polana przy centrum handlowym

jednocześnie to wszystko działo się wewnątrz…w międzyczasie dalej próbowałem pracować i udawać że wszystko ze mną w porządku….de facto moja efektywność spadła ze 100% do powiedzmy 15%….potem jednak gdy wszyscy zaczęli do mnie przychodzić i dzwonić/mailować że się nie wyrabiam i co się dzieje nie wytrzymałem i uciekłem do domu na chorobowe….

zacząłem unikać pracy, ograniczać rozmowy….żona nie za bardzo rozumiała co się dzieje, przecież zawsze byłem niezniszczalny….leki zaczęły mi mieszać w głowie….zacząłem przeraźliwie bać się że tracę kontrolę, że nie mam zabezpieczenia finansowego, że stracę mieszkanie które wzięliśmy na kredyt….czułem się jakbym tonął i próbuję się o coś złapać….zaczepić…..dochodziło też do tego że nie byłem już w stanie wyjść do marketu -musiałem się zmuszać na siłę i próbowałem walczyć z lękiem i napięciem

w międzyczasie dostałem informację że pracę w innym mieście, w którym byłem na rozmowie dostał ktoś inny….

byłem u pani psycholog która zaczęła mi tłumaczyć co się ze mną dzieje i że to wpływ leków…..żebym wytrzymał….poszedłem do innej pani psycholog…zdenerwowała mnie bardzo tym, że prawie cały czas milczała i się głupio na mnie patrzyła jak na jakieś dziwadło…….wychodząc od psycholog…dostałem ataku paniki…..wróciłem więc do poprzedniej i zdecydowałem się na psychoterapię….
po czasie zaczęło mi być trochę lepiej aczkolwiek napięcie nadal było nieznośne…. zacząłem uprawiać sport…..biegać a także chodzić na siłownię…zacząłem studiować wszystkie fora, książki, artykuły, zacząłem czytać o psychologii, coachingu, zdrowym jedzeniu, zacząłem modlić się, uprawiać techniki relakasycjne, czytać o medytacji… czyli kolejne etapy ogarnięcia się człowieka który był na dnie…..

po pewnym czasie wróciłem do jako takiej równowagi ale to jest jak analiza techniczna akcji giełdowej istna sinusoida, wydawało się że jest coraz lepiej a tu jeb…znowu napięcia i lęki i niepokoje głównie wieczorami……droga do normalnego funkcjonowania trwała jakieś 4-5 miesięcy…w międzyczasie oczywiście psychoterapia….

po 5 miesiącach w kwietniu zmieniłem też pracę….na tamtą do której się początkowo nie dostałem -zbieg kilku szczęśliwych dla mnie faktów…..

w tej chwili mija dokładnie 8 miesięcy od ostatniego ataku paniki, jestem wolny od lęków, ataków paniki i napięć…nie w 100% jednak….od czasu do czasu czuję dziwne efekty tego co się ze mną działo…dostrzegam pewne symptomy i sygnały jakie wysyła mój organizm ale ignoruję to zupełnie……nie mam pojęcia czy wyleczyłem się z tego czy nie…..jak schodziłem z antydepresantu to po każdej dawce mniej miałem pogorszenie stanu ale tylko na kilka dni -maksymalnie tydzień później było coraz lepiej….teraz jestem już poza lekami…..

powiem tak -może za tydzień znowu mnie ogarnie uczucie lęku i napięcia może nie….ważne jest że za bardzo sie tym już nie przejmuję….jak człowiek tyle wycierpi i potrafi otrząsnąć się ze swojej neurozy to wyjdzie z tego ale wymaga to czasu, jak jednak sadystycznie pogrąża się w swojej neurozie to jest to dla niej formalne zaproszenie do dalszego obezwładniania go…..jedno jest pewne….trzeba swoje wycierpieć, nie warto za długo ( ale nie w ogóle!!!!) roztrząsać dlaczego to mnie spotkało, trzeba po prostu powoli krok po kroku pokonywać pewne bariery i opory a czas zrobi swoje….później może znowu się to pojawić ale człowiek nabiera pewnego dystansu i refleksji do samego siebie…..dużo lepiej zna już swój organizm, wie gdzie są jego słabe punkty jaki jest próg wytrzymałości i potrafi kontrolować go……
W momentach stresu i narastającego napięcia zaczynam wyczuwać że dzieje się źle….wycofuję się wtedy, zaczynam szukać odprężenia, relaksu i upustu dla stresu.

Nie uważam że antydepresanty są złe, wręcz odwrotnie -pomagają po prostu wrócić do równowagi, wychodzę z założenia że skoro jest ułatwienie dla mojego organizmu to po prostu po nie sięgam….mam jednak cały czas w tyle głowy że absolutnie nie jest to rozwiązanie sprawy, to tylko chemia która daje Ci czas i możliwości poznania siebie i swoich problemów które to de facto doprowadzają Cię do takiego stanu…

Po 8 miesiącach od ostatniego ataku paniki robię już wszystko to co robiłem wcześniej….dodatkowo zmieniłem pracę na bardziej twórczą, sprawiającą mi więcej satysfakcji, niestety wiąże się to z dojazdami i częstym spaniem poza domem i rodziną…..we wrześniu planujemy z żoną podróż do Tajlandii, Kambodży i Wietnamu, a potem może jakieś dziecko…;)

niby podobnie do tego co robiłem wcześniej, niby również szybki tryb życia jeśli nie szybszy, ale jednak z większą świadomością siebie, swoich granic i słabości, z większym zrozumieniem życia i otaczającej nas rzeczywistości…….i tu się zgadzam z Twoim ostatnim akapitem…..choć brzmi to groteskowo cieszę się że to mi się przytrafiło, potrzebowałem kopa żebym się obudził i zatrzymał na chwilę -tak właśnie działa podświadomość, miliony lat świetlnych bardziej inteligentna niż świadomość……

[G. Sz.]: Publikuję ku pokrzepieniu tym, którzy są w różnych fazach „tej historii”… :)

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi:

Cytat

Gratuluję nowej strony na wstępie i dziękuję za poprzednią. To był punkt zwrotny w moim życiu. Przeczytałam, posłuchałam rad i zastosowałam … i pomogło.
Dużo dała mi też polecana książka „Oswoić lęk”.
Praktycznie powrót do zdrowia przebiegał książkowo.
Pomogło i nadal pomaga, już prawie 2 lata i odpukać , by tak dalej.
Specjaliści, leki, psycholodzy… przez 10 lat się męczyłam. A tu po ok. 4 -6 miesiącach nie było śladu.
Punktem zwrotnym było chyba powiedzenie sobie „ok. , tak mam i może to się utrzymać trochę i ok., mam prawo się tak czuć”.
[...]
Karolina

Zaszufladkowano do kategorii listy | Tagi: