Emocje i strategie

Uczucia są esencja naszego życia. Największą radością naszego trwania na tym ziemskim padole ale i największym przekleństwem. Choć przecież nie możemy powiedzieć, że jesteśmy naszymi uczuciami to jednak czujemy się nieustannie zanurzeni w uczuciowym ocenie. Zawsze jesteśmy w jakimś stanie uczuciowym. Jakże skomplikowane te stany są! Nie odczuwamy przecież tylko jednego uczucia w danym czasie. Często, a raczej zawsze jest ich wiele na raz. Wymienię cały szereg w pewnym zaplanowanym porządku: spokój ducha, jedność ze światem, radość życiowa, poczucie sensu, satysfakcja, (poczucie zagubienia, bezsensu, straty możliwości, ociężałość, przygnębienie), poczucie wartości, statusu, odpowiedzialność, poczucie wspólnoty, przynależność, przyjaźń, czułość, opiekuńczość,  miłość erotyczna, (poczucie krzywdy, porzucenia, niedocenienia, braku wartości, własnej nieudolności, nienawiść), samodzielność, pewność, stabilność, bycie w dobrej formie, bezpieczeństwo, (rozbicie, bycie chorym, niepewność, niepokój lęk, strach, panika), świeżość, zaspokojenie, sytość, (senność, zmęczenie, pożądanie seksualne, potrzeba wypróżnienia, głód, pragnienie, duszność).

Oczywiście nie są to wszystkie uczucia, które mamy ale powiedzmy, że najbardziej przykładowe. Kolejność nie jest przypadkowa. Bardzo ogólnie mówiąc te negatywne w nawiasach idą od najsłabszych do najsilniejszych, a te pozytywne, w odwrotnej kolejności, przyjmujemy za najbardziej oczywiste w naszym świecie dobrobytu. Nie wnikając zbytnio w absolutna precyzję, myślę, że większość osób zgodzi się z taką mniej więcej kolejnością. Odpowiada ona piramidzie motywacji Abrahama Maslowa, która jest powszechnie akceptowanym modelem.

Rys. Piramida Maslowa

Siła motywacji, a więc siła uczuć, które nas skłaniają do takiego czy innego działania układa się właśnie według tej piramidy. Na dole uczucia a więc i motywacje najbardziej silne ściśle związane z naszym biologicznym trwanie. Wyżej te bardziej subtelne, od których nasze biologiczne trwanie zależy w coraz mniejszym stopniu. Oczywiście uczucia mają swoją gradację. Możemy być trochę głodni, a mimo to mieć wielką ochotę na spotkanie towarzyskie kierowani przyjaźnią, odpowiedzialnością, czy potrzebą przynależności. W naszym zachodnim sytym świecie nie doznajemy zwykle silnych biologicznych uczuć – „Co ty wiesz o głodzie, grubasie?” – cytując Marka Edelmana – ale i tak przecież wiemy, że impreza na głodno skończy się porażką. Wiemy też, że na drugi dzień po imprezie najważniejsza jest woda i choć odrobinę lepsze samopoczucie, a reszta schodzi na dalszy plan :) . Nie należy traktować piramidy uczyć i związanych z nią motywacji w zupełnie absolutny sposób. Uczucia mają swoją intensywność, która też wpływa na hierarchię. To czyni nasze życie bardziej skomplikowanym i przez to ciekawszym.

Takie lub inne uczucia, motywują nas do podejmowania takich lub innych decyzji. Choć każdy ma niewątpliwie inny, genetycznie zapisany schemat intensywności uczuć to jednak w przypadkach najprostszych, czy może najskrajniejszych, możemy prawie z pewnością przewidzieć działania ludzi na podstawie powyższego schematu motywacji. A więc głodny będziesz szukała jedzenia, spragniony wody, samotny towarzystwa itd. Im bardziej biologiczna potrzeba, tym intensywniejsze uczucie, a co za tym idzie silniejsza motywacja i bardziej stanowcze działanie.

Uczucia i motywacje którymi sterują są sposobem na zamknięcia pętli sprzężenia zwrotnego w której organizm funkcjonuje i przez to utrzymania stabilności życia i powielania genów. To nie jest prosta pętla sprzężenia jakich mnóstwo jest w każdym organizmie i które regulują jego funkcjonowanie ( np. zwiększony wysiłek powoduje zwiększoną ilość dwutlenku węgla we krwi, co przyspiesza oddychanie, itd.). Tego w jaki sposób osobnik ma zdobyć pożywienie, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo albo wrzeszczcie ja zwiększyć prawdopodobieństwo swojego rozmnożenia (a tylko te organizmy które się rozmnażają są skuteczne w sensie biologicznym tzn. podtrzymują trwanie życia) nie da się z góry przewidzieć. Sytuacji może być nieskończona ilość. Za każdym razem taka sytuacja musi być rozpoznana przez mózg, a do niej musi zostać dopasowana strategia działania. Im bardziej inteligentny organizm, tym bardziej skomplikowane i różnorodne strategie. Dzikie drapieżniki mają kilka strategii polowania albo szerzej zdobycia pożywienia: zasadzka przy wodopoju, rozbicie stada ofiar, wybranie najsłabszego zwierzęcia itd. Niektóre potrafią polować zbiorowo, atakując według określonego schematu i podzielonych ról. Motywacja pochodzi z uczucia głodu, które pcha do działania. Strategia jest sposobem tego działania, które jest wybierane w oparciu o okoliczności, doświadczenie bieżące i doświadczenie zakodowane biologicznie. Weźmy przykład byka na corridzie. To, że atakuje pochylony starając się przekłuć rogami jest zakodowane biologicznie, tego byka nie trzeba uczyć, podobnie jak kota nie trzeba uczyć łapania myszy szponami. To jak sprytnie atakuje i czy daje się nabierać na proste sztuczki zależy od doświadczenia osobnika – dlatego byk powinien brać udział w corridzie raz, później staje się zbyt skuteczny i niebezpieczny. To wreszcie jak i kiedy konkretnie zaatakuje zależy od okoliczności i bieżącego rozpoznania szans sukcesu przez jego mózg.

Każdy choć trochę bardziej skomplikowany organizm ma jakąś strategię działania.  Nawet mucha nie leci przecież prosto do padliny, tylko krąży i przybliża się, czasem zupełnie szalonym lotem, rozpoznając okoliczności.

Strategia jest silnie zaszyta w konstrukcji (układu nerwowego) organizmu. Organizmy po prostu korzystają z wypróbowanych od pokoleń schematów działania Nie bardzo da się „wyróść” ponad strategię. Na tym polega m.in. corrida. Doświadczony torero z góry wie jak byk będzie reagował. Doświadczony myśliwy wie jak najłatwiej upolować dane zwierzę.

Bo w strategii liczy się masowy, statystyczny, długofalowy sukces genetyczny, a nie wynik konkretnego pojedynku. Porażka taktyczna oznacza co najwyżej śmierć danego osobnika, porażka strategiczna – koniec gatunku.

Rys. Pętla stabilizacji strategicznej

Strategie dotyczące zaspokajania bezpieczeństwa i  potrzeb fizjologicznych organizmów żywych są oczywiście bardzo interesujące i pasjonują wielu miłośników fauny (i flory też). Ale naprawdę arcyciekawa historia zaczyna się  w środowisku gatunku homo sapiens, gdy w grę wchodzą potrzeby z socjologicznych warstw piramidy Maslowa. Bo człowiek od początku swojego istnienia, a nawet jeszcze wcześniej, w ewolucyjnym sensie, jest gatunkiem społecznym. Zaspokojenie wszystkich jego potrzeb jest uwarunkowane społecznie, tzn zależy od miejsca w społeczeństwie. To jest jakby nadstrategia. Oczywiście ludzie mogą mieć różne strategie zaspokajania potrzeb, na przykład: zbieracze, łowieckie, rolnicze itd., jeśli chodzi o zaspokojenie głodu, ale nad tymi strategiami unosi się indywidualna strategia funkcjonowania w społeczeństwie. Nie chodzi tylko o to, że im wyżej w hierarchii tym lepiej, to jest oczywiste, ale w ogóle o przydatność społeczną, możliwość uczestniczenia w podziale owoców wspólnej pracy i dostępu do wyprodukowanych nadwyżek.

No więc jedni idą stanowczo, a czasem brutalnie do przodu, bezwzględnie domagając się miejsca dla siebie. To jest najoczywistsza ze strategii, ma jednak swoje wady, idąc ostro do przodu, zyskuje się wprawdzie szybko miejsce w czołówce, ale też zyskuje się wielu wrogów. Szybko w górę, szybko w dół. Polityka i ryzykowne ale zyskowne dziedziny biznesu to jest miejsce dla takich ludzi i często zresztą ich tam widać.

Inni więc wolą rolę szarej eminencji. Rozgrywając grę o władzę niekoniecznie epatują swoją pozycją i rzeczywistymi wpływami.

Są tacy, którzy są świetnymi kompanami i towarzyszami, kręcący się zawsze wokół liderów władzy, tworzą centra relacji ale niechętnie biorą jakąkolwiek odpowiedzialność.

I ci, którzy analitycznie i rzeczowo pomagają utrzymać narzędzia potrzebne każdej cywilizacji.

Ci, co tańczą, śpiewają i grają dramatyczne sceny ku uciesze albo przerażeniu innych.

Ci co są uparci i obsesyjni, aż do wymęczenia przeciwnika.

Ci przebiegli i cwani.

I ci zawsze cisi i pracowicie, mało widoczni ale nieodzowni, wykorzystujący energię na cierpliwe wspieranie rodziny, a nie walki o dominację. Bardzo skuteczna genetycznie strategia.

Wszystkie te i inne strategie, czy też style, gdzieś w nas siedzą i to nawet nie jeden, a kilka na raz. Zazwyczaj mamy swoją hierarchię stylów. Dominujący, którym posługujemy się najchętniej i inne „zapasowe” które włączamy w sytuacjach szczególnych gdy ten główny jest nieodpowiedni.

Trudno powiedzieć, czy te strategie są dorobkiem indywidualnym genetycznej historii osobnika, czy też wspólnym dziedzictwem człowieka, który rekombinuje w każdym osobniku według sobie tylko znanej metody. Nie dotarłem do badań, które by wiązały rozkład stylów społecznych z konkretnym społeczeństwem albo historią genetyczną. Zapewne takie badania nie są poprawne politycznie i dlatego nie są finansowane. Na pierwszy już rzut oka widać jednak, że Włosi są bardziej teatralni niż Niemcy więc muszą być różnice w indywidualnych stylach członków tych społeczeństw. Moja hipoteza jest taka, że strategie społeczne są indywidualnym dorobkiem każdego osobnika z tym, że wiele różnych jest pamiętanych genetycznie poprzez pokolenia, a wybór dominującej osobowości jest ostatecznie jakimś wyborem prawdopodobieństwa kombinacji genów. Nie jest przecież rzadkością, że dzieci różnią sie emocjonalnie od rodziców (ale na przykład przypominają dziadków). Taka zmienność zwiększa szanse, bo każda strategia ma swoją niszę społeczną o określonej pojemności. Gdy wszyscy mają tę samą strategię, staje się ona mało skuteczna. (To jak utknięcie w korku jadąc za wskazaniami GPS, gdy wszyscy używają tego samego programu. Czy tylko mnie się to zdarza? :) ).

Bardzo ciekawe są też strategie wokół życia seksualnego i rodzinnego. Są tacy, którzy troskę kierują na rodzinę, inni na sam akt seksualny i zapłodnienie. Oczywiście strategie i kobiet i mężczyzn różnią się pod tym względem i w dodatku jest wiele wyjątków od standardowych modeli – choćby mężczyzn, którzy w ogóle nie są zdolni wziąść odpowiedzialności i założyć rodziny, ale i kobiet które dążą do samotnego macierzyństwa, ignorując partnerów po urodzeniu potomka (oczywiście nie każde samotne macierzyństwo jest efektem takiej strategii!). Istnieją zapewne związki między stylami osobowości (dominującymi strategiami społecznymi), a innymi szczegółowymi strategiami np. właśnie prokreacyjnymi. Wszystkie indywidualne strategie społeczne musiały zdać egzamin ewolucyjny więc nie ma pośród nich takich, które nie sprzyjałyby swojemu replikowaniu. Pozycja społeczna, władza i seks w ogóle idą w parze. (Tu może pojawić się bardzo ciekawa pułapka cywilizacyjna, bo w ostatnich kilkudziesięciu latach seks i prokreacja rozpadły się na dwa niezależne działania. Strategie, które koncertowały się na seksie, a nie na wspieraniu rodziny może czekać porażka.) Dobre rozpoznawanie strategii osobistych ludzi z którymi mamy relację pomaga i jest tą przewagą, którą starsi i bardziej doświadczenia mają nad młodszymi i naiwnymi.

Na tym nie koniec! Bo jest jeszcze przecież płaszczyzna całego społeczeństwa.  Po prostu im skuteczniej społeczeństwo zorganizowane, tym większe szanse przeżycia i rozmnożenia jego członków. To jest warstwa strategii zbiorowej. Warstwa platformy kulturowej. Jaką strategie przyjmuje społeczeństwo? Jakie w związku z tym powstają w nim struktury? Jakie krążą w nim idee? Jak zdefiniuje się wobec innych grup/społeczeństw? Czy i kiedy wybierze strategię totalnej konfrontacji i wyniszczenia – historia jest przecież pełna takich przykładów (sic!), czy współpracy i wymiany. Jak społeczeństwo dzieli się wewnętrznie i jaki wpływ mają na to cechy osobnicze. Jakie są granice elastyczności kulturowej, a w jakim zakresie jest ona zdeterminowana przez genetyczne strategie osobników? Trudne i mało polityczne pytania. Mam jednak nieodparte wrażenie, że właśnie obserwujemy w naszym kraju zróżnicowanie społeczne napędzane osobniczymi strategiami, a nie marksistowskim poziomem rozwoju bazy.

Nie wartościuję strategii – uważam stanowczo, że nie ma generalnego kryterium. Sama ewolucja genetyczna i kulturowa jest przecież bezcelowa. Nie znam granicy między biologiczną pamięcią strategii (a więc genetyczną), a kulturową. Trudno jednak nie zadziwić się tą fantastyczną różnorodnością. Gdzieś te strategie muszą być pamiętane. Jak to jest, że wirus demokracji i wolności obywatelskich zaszczepił się i zdominował myślenie w krajach Zachodu, a jest, jak na razie, raczej bezradny na Południu i Wschodzie – już przecież starożytni zrobili tę obserwację. (Z niezwykle ciekawym wyjątkiem współczesnych Indii – co jest tak niezwykłego w Hindusach albo ich historii?). Czy tak musi być? Co jest kwestią poziomu rozwoju ekonomicznego, a co elementem strategii współpracy społecznej zapisanej w osobnikach? Jak silny jest to wpływ? Odpowiedzi na te pytania mają spore konsekwencje w zakresie naszych wyobrażeń o społeczeństwie.

 

***

 

Potrzeby, motywacje, uczucia, strategie działania tworzą stabilne pętle przetrwania indywidualnego i społecznego. Tysiąca stron nie wystarczyłoby na opisanie każdej ze strategii. Wszystkie zdały dotychczasowy egazmin ewolucyjny, ale to nie znaczy, że wszystkie zdadzą go w przyszłości. Warto obserwować na tym króciutkim odcinku czasu, który jest każdemu z nas dostępny.

 

***

 

Strategie są półświadome. Działania podejmujemy w pełni świadomości, ale uczucia motywujące i schematy działania pochodzą z genetycznej prehistorii. Jesteśmy w nią uwikłani. W niej uwięzieni. To nasz egzystancjalny dramat. Nasze fatum. Czy w ogóle można poza strategie wyjść? Czy nasza wolność jest wąskim strumykiem w genetycznej rwącej rzece?

Na pewno zrozumienie tych uwarunkowań jest pierwszym krokiem ku spokojniejszym wodom…

 

Wielu wyobrażało sobie takie republiki i księstwa, jakich w rzeczywistości ani nie
widzieli, ani nie znali; wszak sposób, w jaki się żyje, jest tak różny od tego, w jaki się żyć
powinno, że kto, chcąc czynić tak, jak się czynić powinno, nie czyni tak, jak inni ludzie
czynią, ten gotuje raczej swój upadek niż przetrwanie; bowiem człowiek, który pragnie
zawsze i wszędzie wytrwać w dobrem, paść koniecznie musi między tylu ludźmi, którzy nie są dobrymi.
(Niccolo Machiavelli „Książę”)