Pułapki

Chciałbym zaproponować następujący model psychiki. Nie jest on wyczerpujący i nie rości takich pretensji. Nie będę go też uzasadniał powołując się na literaturę bo nie taki jest cel tego artykułu. Nie czuję się zresztą do takiego uzasadniania wystarczająco kompetentny. Powiedzmy, że proponowany model jest oparty o dostępną obecnie wiedzę i pewną ilość moich przemyśleń. Celem takiego modelu jest zilustrowanie zdestabilizowanych stanów psychicznych – pewnych pułapek systemu psychicznego, powszechnie występujących. Jak każdy model również i ten jest pewnym uproszczonym odwzorowaniem rzeczywistości, przydatnym o tyle, o ile pozwala zrozumieć skomplikowane rzeczywiste procesy. Jest to model funkcjonalny abstrahujący od biologicznej struktury, która te funkcje realizuje.

Rys. Model psychiki

W modelu tym elementy psychiki człowieka: system emocjonalny, świadomy umysł i organizm fizyczny są w ciągłej interakcji ze sobą jak również ze światem zewnętrznym. Wszystko dzieje się w trzech obszarach: charakteru genetycznego, fizjologii organizmu i środowiska społecznego (w skali nano charakter genetyczny też jest częścią fizjologii organizmu, ale model dotyczy normalnej skali ludzkiej interakcji). Strzałkami zaznaczono przepływ sygnałów i informacji (bez wnikania jakie media informację przenoszą – oczywiście inne w kontakcie ze światem, a inne wewnątrz organizmu).

Organizm fizyczny funkcjonuje w obszarze fizjologii organizmu – swego rodzaju charakterze fizjologicznym – o takiej lub innej specyfice, wydolności, możliwościach itp.

Stan emocjonalny jest elementem obszaru charakteru genetycznego, a więc tego nieświadomego elementu, który nasze uczucia obleka w strategie działania i podejmowania decyzji.

Świadomy umysł funkcjonuje w większości w obszarze jakiegoś środowiska społecznego w którym krążą takie lub inne idee, które interpretują i wartościują czyny i zachowania. W ramach takiego środowiska łączy się ze światem zewnętrznym.

W normalnej sytuacji wszystkie elementy psychiki pozostają w równowadze pętli strategicznej. Na przykład niezaspokojona potrzeba brak pożywienia w organizmie (spadek poziomu cukru we krwi i glikogenu w wątrobie) wywołuje uczucie głodu, które motywuje do poszukiwania i przyjęcia pożywienia, w efekcie usunięcia przyczyny.
Na poziomie fizjologicznym sprzężenia są dość krótkie, a przez to działają dość sprawnie.

Przykład pętli stabilizującej z wyższego poziomu – obserwując świat zewnętrzny i znając własne możliwości stwierdzamy, że mamy światu do zaoferowania coś więcej niż aktualnie robimy (czytaj świat nas nie docenia). Świadomy umysł widzi różnicę między wartością obecną, a oczekiwaną, którą to różnicą frustruje nasz układ emocjonalny. To powoduje powstanie uczucia niedocenienia i wespół z amibcją, mającą źródło w naszym genetycznym charakterze, motywuje nas do działania, na przykład podjęcia dodatkowej nauki, zmiany pracy lub częściej tylko poprawy wizerunku, choćby poprzez zakup nowszego samochodu, a w wersji minimum najnowszego modelu telefonu komórkowego (:)).  W efekcie tak podjętych działań likwidujemy różnicę, co szybko odnotowuje nasz świadome „ja”, czujemy się usatysfakcjonowani i upewnieni w swoim społecznym statusie. Wszystko wraca do normy.
Na jak długo? Pewnie trochę dłużej niż przy zaspokojeniu głodu. Niespokojne jest serce człowieka…

Jesteśmy w objęciach takich strategicznych pętli ujemnego sprzężenia zwrotnego, które utrzymują nasze życie w równowadze, jednocześnie skutecznie napędzając naszą cywilizację ze wszystkimi jej dobrymi i trochę gorszymi stronami.
Dopóki działają sprawnie.

Już jednak pobieżny rzut oka na model ujawnia fakt, że oprócz stabilnych pętli ujemnego sprzężenia możliwe jest w nim powstawania również pętli dodatnich, które powodują powstawania niestabilności – skutkujących zaburzeniami.

Weźmy na przykład pętlę alkoholizmu, czy narkomani.

Z takich czy innych powodów osoba postrzega życie jako trudne, frustrujące albo nudne (czy jest to krótkie przygnębienie, czy też presja kolegów do zabawy, jest jakaś wstępna przyczyna). Sięga po alkohol/narkotyk, który poprawia samopoczucie. Zadziałało, świat jest prostszy. No to jeszcze raz. Powstaje pętla dodatniego sprzężenia, która wciąga w pułapkę. Przy alkoholu jest chociaż kac, który na jakiś czas powstrzymuje zapędy. Przy narkotykach…
Po krótszym, bądź dłuższym czasie dochodzi do silnego uzależnienia psychicznego – pętla sprzężenia dodatniego zmienia wspierające ją połączenia neuronów z cienkiej strużki w szeroki strumień – później dochodzi również do uzależnienia fizycznego w skali makro – poważnych poza świadomych zaburzeń w pracy mózgu i innych organów.

(Różnica między uzależnieniem psychiczny a fizycznym jest kwestią skali. Na poziomie nano, czyli poziomie neuroprzekaźników, za wszystko odpowiada chemia. Oczywiście możemy powiedzieć, że świadomie podejmujemy złe działania: „mamy słabą wolę”, ale prawda poziomu nano jest taka, że nasze myśli biegną utartym, wyćwiczonym, neuroprzekaźnikowym torem. Wyleczenie fizyczne: „odtrucie”, można przeprowadzić stosunkowo szybko. Zamknięcie „autostrad” nałogu w mózgu zajmuje lata – sieć neuronowa nie zapomina łatwo. To zresztą wszystko strasznie skomplikowana sprawa i trudno poprowadzić jasne granice – o ile leczenie psychoterapią alkoholików przynosi znaczące sukcesy, to jest w zasadzie bezradne wobec heroinistów i musi być wspierane substytutem narkotyku.)

Kolejny przykład to pętla zaburzeń lękowych (nerwicy).

Znów z takich czy innych powodów (stresu, traumy itp) pojawia się uwrażliwienie na zagrożenia. Powstaje ścieżka myśli wokół tego tematu. Uczucie lęku motywuje świadomy umysł to ciągłego poszukiwania zagrożeń. Ponieważ brakuje rzeczywistych więc zostają znalezione wirtualne. We własnym organizmie. Ponieważ uczucie lęku aktywuje jednocześnie układ „walcz-uciekaj” co wprowadza zmiany fizjologiczne: przyspieszone bicie serca, przyspieszone oddychanie itd, więc powstają objawy, które zostają błyskawicznie rozpoznane jak takie właśnie wirtualne zagrożenia. To z kolei frustruje system emocjonalny, który z jednej strony wzmaga objawy fizjologiczne z drugiej ich poszukiwanie. Pętla się zamyka – ścieżka zmiania w autostradę. Ten temat opisałem wyczerpująco w innych wątkach na tej stronie…

Odmianą tego procesu jest gdy zagrożenie poszukiwane jest we własnych myślach, w samym fakcie poszukiwania zagrożenia. Zmotywowany lękiem umysł wytwarza wizje zagrożeń (na przykład że podmiot mógłby zrobić krzywdę sobie lub najbliższym). Jednocześnie sam obserwuje te wyobrażenia co oczywiście wzmaga lęk,  a przez to poszukiwanie zagrożenia. Pętla obsesji się zamyka.

Podobnie z depresją (nie wywołaną jakimś podłożem biologicznym).

Beznadziejność skłania do myśli o absurdzie  i bezsensowności świata. Braku wartości jakiegokolwiek działania. Te myśli z kolei pogłębiają oczywiście uczucie beznadziejności. I tak w kółko. Do czasu działa stabilizująco mechanizm naturalnej zmienności i rytmu życia – wydarzeń codziennych, które odwracają naszą uwagę, zmienności pogody, procesów hormonalnych, które pulsują swoim rytmem, dążeń i ambicji. Chandra mija tak jak przyszła. Wygląda na to jednak, że jeśli osoby o depresyjnych skłonnościach, stymulują się złymi myślami o beznadziejności zbyt długo, to przekraczają pewien próg, próg gdzie jedna ze ścieżek rozmyślań staje się dominująca. Wjeżdżają na autostradę depresji.

W mojej ocenie ten sam mechanizm odpowiada za zaburzenia, które często nie są jako takie uświadamiane, mają jednak znaczące skutki osobiste i społeczne. Mam na myśli nienawiść i frustrację w różnych odmianach.

Rozkwitają w pętli miedzy uczuciami a świadomym umysłem, podsycane negatywną oceną świata zewnętrznego. Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, czasem niespełnienia motywuje do rozpamiętywania upokorzenia i tworzenia scenariuszy winy i rewanżu. Takie rozmyślanie i rozpamiętywanie z kolei oczywiście pogłębia uczucia niesprawiedliwości i krzywdy. Pętla się zaciska. Może oczywiście dojść do podjęcia działania, które będą miały taki czy inny efekt (potencjalnie rozerwania pętli sprzężenia). Bardziej prawdopodobne jest jednak, że działania nie zostaną podjęte z powodu obawy przed ich konsekwencjami lub w szczególności jeśli sytuacja obiektywnie nie da się rozwiązać przez działania (np. poczucie życiowej krzywdy, niezrozumienia czy porażki, niesprawiedliwości dokonanej przez instytucję, lub jakieś okoliczności raczej niż konkretną osobę). Wtedy powstają i są pielęgnowane obsesje, spiskowe myśli, magiczne wytłumaczenia, nieustannie wspierające oczywiście uczucia frustracji.

Odmianą tej choroby jest gdy pętla karmi się frustrującą, nienawistną ideologią z zewnątrz świadomie podsycaną przez zręcznego demagoga. Pętla destrukcji obejmuje wówczas nałóg karmienia się taką ideologią.

Widzę to jako szczególnie istotny problem w naszym kraju dotkniętym historią przemocy i  totalitaryzmu minionych (na szczęście) epok. Jest zadziwiające ilu ludzi, w naszym sytym, odzianym i bezpiecznym przecież społeczeństwie, jest całkowicie zatruta frustracją albo wręcz nienawiścią i tworzy absurdalne spiskowe teorie winy i krzywdy od spraw banalnie małych do wielkich. Sami zmieniają swoje życie w emocjonalne piekło.

Ta toksyczna choroba, ten wirus umysłu, jest niestety zaraźliwy, bo złe słowa w każdym przecież budują jakąś reakcję emocjonalną. Trzeba mieć świadomość tej pętli i nie dać się w nią wciągnąć.

Rys. Pętle destabilizacji psychicznej

Korzystając z proponowanego modelu można zapewne wyjaśnić znacznie większą ilość zaburzeń. Nie będę tego robił, ale zachęcam do własnych przemyśleń.

Brzmi to wszystko dość pesymistycznie. Jednak jest światełko w tunelu. Więcej, promień słońca, które mrok rozjaśnia. Tym promieniem jest nasz świadomy umysł, bo jest on nieodzownym elementem każdej pętli. Bez jego zgody żadna z nich się nie zamknie.

Oczywiście, tak jak pisałem wcześniej na tej stronie, nasza władza nad umysłem nie jest absolutna, a całkowita swoboda myśli jest iluzoryczna. Koleiny myśli tak silnie ściągają ku sobie… Nie, nie łudźmy się, nie da się z zaciśniętej pętli wyjść tylko silną wolą – w jednej sekundzie wyskoczyć z kolein (można przestać pić, ale nie można przestać być alkoholikiem). A jednak sytuacja nie jest beznadziejna, bo pętla by trwać musi cały czas się kręcić. Myśli i uczucia muszą cały czas tańczyć w hipnotycznym uścisku. Tego uścisku nie uda się przerwać, ale można go stopniowo rozluzowywać: mniej złych myśli –> przez to mniej złych uczuć, itd. Świadoma autoterapia – cierpliwe ignorowanie natrętnej potrzeby podążania za frustrującym schematem, na tyle na ile się da, powoli i niestrudzenie. Aż w pewnej chwili hipnotyczny trans  mija. Pętla słabnie tak, że wraca nasza swoboda i wolność. Nasza wola odzyskuje luz i kontrolę. To jest klucz do zdrowia i dobrego samopoczucia. Długa i trudna droga na której czyhają znużenie i wyczerpanie, ale i nagroda dla wytrwałych.

(Ludzie od dawna używali metod, które pozwalają świadomości zapanować nad destrukcyjnymi pętlami psychiki. Te metody są zaszyte w naszej kulturze w formie zwyczajów i rytuałów, które normują zachowania, kierują myśli i powstrzymują gwałtowne narastanie pętli.
Tradycyjne rytuały zabudowują pustkę i chronią przed depresją po utracie najbliższych. Ciągle jeszcze skutecznie funkcjonują na wsi, choć w mieście niestety coraz częściej zastępują je leki przeciwdepresyjne.
Dotyczą też alkoholu w naszej kulturze. Kiedy się pije, kiedy nie, kiedy już można,  kto może, kto nie. Nie bronią całkowicie przed destrukcją ale powstrzymują jej gwałtowne narastanie. Budują koleiny myśli i zachowań w poprzek tym alkoholowym. Oswajają i łagodzą pętlę alkoholizmu tak, że wielu faktycznych alkoholików skutecznie funkcjonuje w tradycyjnych społecznościach przez lata. Dla porównania można wspomnieć gwałtowną destrukcję alkoholową Indian amerykańskich, czy aborygenów australijskich, którzy takiej osnowy kulturowej nie wytworzyli – bo nie znali silnych alkoholi przed nadejściem białych.)

 

 

…Boże! Boże!
Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym
Zda mi się cały obrót tego świata!
To nie pielony ogród, samym tylko
Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.
O wstydzie! że też mogło przyjść do tego!
Parę miesięcy dopiero, jak umarł!
Nie, nie, i tego nie ma – taki dobry,
Taki anielski król, naprzeciw tego
Istny Hyperion naprzeciw satyra;
A tak do matki mojej przywiązany,
Że nie mógł ścierpieć nawet, aby lada
Przyostry powiew dotknął się jej twarzy.
Ona zaś – trzeba-ż, abym to pamiętał! -
Wieszała mu się u szyi tak chciwie,
Jakby w niej rosła żądza pieszczot w miarę
Zaspokajania jej. I w miesiąc potem…
O, precz z tą myślą!…Słabości, nazwisko
Twoje: kobieta. – W jeden marny miesiąc,
Nim jeszcze zdarła te trzewiki, w których
Szła za biednego mego ojca ciałem,
Zalana łzami jako Niobe – patrzcie! -
Boże mój! zwierzę, bezrozumne zwierzę
Dłużej by czuło żal – zostaje żoną
Mojego stryja, brata mego ojca,
Lecz który tak jest do brata podobny
Jak ja do Herkulesa. W jeden miesiąc,
Nim jeszcze słony osad łez nieszczerych
Z zaczerwienionych powiek jej ustąpił,
Została żoną innego! Tak prędko,
Tak lekko skoczyć w kazirodne łoże!
Nie jest to dobrym ani wyjść nie może
Na dobre. Ale pękaj, serce moje,
Bo usta milczeć muszą.
(William Szekspir „Hamlet”)