Objawy fizyczne i psychiczne

W czasie wysokiego napięcia lękowego i ataku paniki występują różne objawy fizyczne i psychiczne, które są skutkiem działania hormonów strachu w pierwszej kolejności adrenaliny. Opisywałem je już w swojej historii, ale ponieważ nie wszystkie z nich były moim udziałem, więc opisuję jeszcze raz, żeby dać całościowy obraz. Informacje w tym wątku bazują w głównej mierze na książce profesora Rogera Bakera konsultanta psychologii klinicznej przy NHS w Wlk. Brytani  pod tytułem „Understanding panic attacks and overcoming fear” (Zrozumienie ataków paniki i pokonanie strachu) oraz książkach dr. Weekes. Objawy te wiążą się z dostosowaniem organizmu do sytuacji zagrożenia i ich celem jest pomóc organizmowi w przetrwaniu. Pomóc, a nie zaszkodzić! Dlatego choć odczuwamy je jako nieprzyjemne i często skrajnie konfundujące – wtedy gdy nie możemy powiązać ich z realnym zagrożeniem, są całkowicie nieszkodliwe dla normalnie zdrowego organizmu. Oczywiście warto i należy zrobić kompleksowe badania, co jest zresztą naturalną koleją działania osób dotkniętych nerwicą, ale jeśli te badania wychodzą poprawnie to zdrowie naszego organizmu nie zostanie zachwiane przez atak paniki. Jest to po prostu jeden ze stanów jego funkcjonowania. Adrenalina jest używana przy reanimacji, jako środek pobudzający akcję serce. Ma więc jak najbardziej pozytywne działanie w takim przypadku.

W czasie ataku paniki osoby mu podlegające mogą odczuwać następujące objawy fizyczne.

Podniesienie rytmu serca

Zdecydowana większość osób w czasie nerwicy odczuwa podniesienie rytmu serca, którym towarzyszy wrażenie palpitacji, „walenia” serca, „wypadania” pojedynczych uderzeń (naprawdę są to dłuższe przerwy miedzy uderzeniami, tak się czasem zdarza), pulsowanie tętnic, lekki ból w klatce piersiowej. Te objawy są szczególnie nieprzyjemne w nocy gdy organizm powinien być wyciszony. Mięsień serca jest niezwykle potężny i potrafi radykalnie zwiększyć swoje działanie jeśli potrzeba. W czasie wysiłku bez problemu osiągamy 130-150 i nawet do 200 uderzeń na minutę zależnie od wieku i wytrenowania. Celem podniesienia rytmu serca jest zwiększanie dostarczania substancji odżywczy do dużych mięśni, które są szczególnie istotne w przypadku zagrożenia.

Pogłebienie oddychania

Oddech staje się szybszy i głębszy, towarzyszą temu często uczucia „ściśnięcia” płuc, duszności, jakby brakowało powietrza. To często powoduje dodatkowe, świadome przyspieszenie oddychania, i dalszy wzrost objawów nerwicowych, gdyż tlen nie jest zużywany przez mięśnie w realnym wysiłku, dochodzi do jego zwiększonej koncentracji we krwi, skutkującego zawrotami głowy i drżeniem mięśni. Taki stan hiperwentylacji bardzo łatwo osiągnąć. Sam stosuję go bardzo często celowo przy nurkowaniu. Jeśli chcę bardzo głęboko zanurkować, najpierw hiperwentyluję się (oddycham bardzo głęboko) aż do „szumu” w głowie – wtedy powietrza pod wodą wystarcza na dłużej :) . W przypadku ataku paniki raczej należy stosować odwrotną metodę tzn. oddychać spokojnie, normalnym rytmem. Zostawić oddech samemu sobie. To jest najbardziej podstawowa funkcja naszego „systemu podtrzymywania życia” i na pewno nie zawiedzie. Przewentylowanie nie jest szkodliwe, ale zawrót głowy może być dodatkowo odebrany jako zagrożenie – niesłusznie. Jeśli skrajnie się hiperwentylujesz w czasie ataku paniki to można zmniejszyć objawy poprzez oddychanie do papierowej torebki – czyli oddychanie zużytym powietrzem z mniejszą ilością tlenu, ale lepiej po prostu zaakceptować te objawy.
Przyspieszenie oddychania ma oczywiście na celu dostarczenie mięśniom większej ilości tlenu, by zwiększyć ich wydolność (dokładnie to robię w czasie nurkowania). Około połowa osób odczuwa „problemy” z oddychaniem w czasie ataku paniki.

Zmiany w układzie trawienia

W mojej opinii należy tu rozróżnić dwa stany. Jeden w czasie napięcia wyczekiwania zagrożenia – żołądek się zaciska i przestaje przyjmować, jelita i pęcherz wydalają. Organizm przygotowuje się do zagrożenia i wysiłku. Tym wszystkim zmianom towarzyszą uczucia nudności, „motylków” w żołądku, bolesnego skurczu żołądka, potrzeby pójścia do toalety itp. Jest to często opisywane przez lekarzy jako „jelito wrażliwe”. Prawdopodobnie w tym samym czasie następuje zwiększenie przetwarzania substancji odżywczych w wątrobie, aby były pod ręką. Drugi stan, ten w czasie samego ataku paniki to odpływ krwi z żołądka i jelit do dużych mięśni. Układ trawienny zostaje „zamrożony” (w czasie walki lub paniki system nie wydala). Objawami nie należy się przejmować. Jeśli w czasie stresu trzeba iść do toalety, to trzeba.  Walka z objawami spowoduje tylko ich nasilenie. W czasie samego ataku paniki, lub działania do którego stres przygotywywał organizm, do wydalania i utraty kontroli nad pęcherzem na pewno nie dojdzie.
Zmiany w układzie trawienia mają na celu uczynienie oragnizmu lżejszym, sprawniejszym i bardziej odpornym na głębokie zranienia.

Pocenie i „uderzenia gorąca”

Dwie trzecie osób odczuwa wzmożone pocenie i „uderzenia gorąca” w czasie stresu i ataku paniki. Organizm chłodzi się, bo spodziewa się wzmożonego wysiłku i rozgrzania.

Rozszerzenie źrenic

Pod wpływem adrenaliny źrenice się rozszerzają i ostrość widzenia zostaje skupiona na średnim dystansie (około kilku metrów). Powoduje to uwrażliwienie na światło, zmianę kontrastowości widzenie, rozmyty obraz i wrażenie zaburzenia równowagi. Podobny efekt występuje po lekach na rozszerzenie źrenic używanych przez okulistów. Celem takiej zmiany w naszym oku jest oczywiście szybsze dostrzeżenie zagrożenia, nawet za cenę precyzyjnego obrazu. Szersza źrenica to więcej światła wpadającego do oka i większa możliwość dostrzeżenia źle widocznego obiektu. Wiedzą o tym miłośnicy astronomii, którzy godzinami potrafią akomodować oko do pełnej ciemności, by dostrzec o jedną gwiazdkę na niebie więcej :) . Około połowy osób odczuwa zmianę widzenia i związane z tym wrażenie zaburzenia równowagi w czasie ataku paniki.

Odpływ krwi z kończyn i skóry

Skóra blednie, odczuwamy chłód palców. Krew jest potrzebna w mięśniach. Zranienie powierzchowne będzie mniej groźne.

Suchość w ustach

Pojawia się suchość w ustach i związana z tym potencjalna trudność z przełykaniem. W czasie walki nie jemy. Produkcja śliny nie jest potrzebna.

Drżenie i napięcie mięśni

Mięśnie są zaopatrywane w dodatkową energię i tlen. Jednocześnie te zasoby nie są używane w żadnym fizycznym wysiłku. Stąd to wrażenie. Potencjalnie duży wysiłek fizyczny, na przykład bieg miałby pozytywny efekt na objawy ataku paniki, ale z psychologicznego punktu widzenie mógłby utrwalić potrzebę ucieczki, więc lepiej już zaakceptować to wrażenia w mięśniach.

Nadwrażliwość zmysłów

Zmysły uwrażliwiają się. O oczach już pisałem. To samo dotyczy słuchu i dotyku. Zwłaszcza uwrażliwienie słuchu może być odczuwane boleśnie i powodować wrażenie oszołomienia

 

***

 

Tym objawom fizycznym towarzyszą stany i zmiany psychiczne.

Uczucie porażającej grozy

Często towarzyszy atakowi paniki. Ma nas motywować do działania – ucieczki.

Natrętne myśli (obsesje)

Umysł stara się wyszukiwać scenariuszy zagrożenia. Taka jest jego rola w czasie zagrożenie i do tego spinają go hormony strachu. Ma zidentyfikować zagrożenie, by szybko podjąć odpowiednią decyzję. Cóż kiedy zagrożenia nie ma! Zmysły nie widzą niczego groźnego. Biedna ta nasza głowa szuka jednak zawzięcie. Czuje się w obowiązku jakieś zagrożenie jednak znaleźć. Pojawiają się dwie reakcje. Mikrowizje strachu, czyli krótkie milisekundowe groźne obrazy spowodowane krótkotrwałym błędnym rozpoznaniem (sieć neuronowa rozpoznaje statystycznie, zawsze z jakimś prawdopodobieństwem). Zwłaszcza w nocy i przy niewyraźnym świetle, mogą być takie ukłucia myśli, że coś rozpoznajemy np. za oknem, albo jakieś codzienne kształty przybierają groźny wygląd itd. Druga reakcja to podsuwanie myśli, że możemy zrobić coś co na razi na szwank coś dla nas bardzo cennego. Im bardziej coś cennego, tym bardziej nachodzą nas wokół tego myśli. I już wiemy czego się boimy ;) . A więc matka boi się, ze skrzywdzi dziecko, które bardzo kocha, mąż, że zabije kochaną żonę, ktoś inny, że skoczy z wysokiego mostu, jeszcze inny przywiązany do swojego wizerunku, że zrobi coś co ośmieszy go publicznie. Takie myśli zresztą przewijają się też zdrowym osobom w równowadze psychicznej, tyle, że nie natrętnie i nie przywiązują one do tego wagi. Nad myślami nie da się całkowicie zapanować, ale nad działaniami tak. Nie ma żadnych, ale to żadnych przykładów na to, żeby ludzie w nerwicy dokonywali czynów, których nie chcą! Sam fakt, że boisz się tych myśli świadczy, że nie masz zamiaru ich popełnić.
Jak radzić sobie z myślami opisałem w osobnym wątku.

Sugestywność i uwrażliwienie

Związane z wyszukiwaniem przez nasz umysł zagrożeń. Osobiste branie odległych od nas tragedii. Łatwość wyobrażania sobie negatywnych konsekwencji, budowania złych skojarzeń itd (Jeśli obraz Muncha w wątku „Pętla strachu” zrobił na tobie wstrząsające wrażenie to właśnie o tym mowa. Wahałem się trochę przed jego umieszczeniem, właśnie z tego powodu, ale tak trafnie oddaje to cierpienie…)

Utrata koncentracji

Koncentracja jest i to bardzo duża, ale skupiona na zagrożeniu. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Wiąże się z tym również łatwiejsze zapominanie, albo raczej nie wczytywanie przez umysł mniej istotnych informacji. To może być odczuwane przez otoczenie jako zapominanie, nie słuchanie lub wręcz lekceważenie czyichś słów. Trudno. Trzeba z tym żyć.

Odrealnienie

Uczuciu odrealnienia poświęciłem osobny wątek.

Chwiejność nastrojów

Jednego dnia jesteś pewny siebie i optymistyczny, drugiego „świat się kończy”…

Wyczerpanie

Jest oczywiście cena za energetyzowanie się adrenaliną i jest nią uczucie wyczerpania. Organizm nie jest perpetuum mobile. Potrzebuje okresów odbudowy sił, spinany do walki z zagrożeniem, będzie oszczędzał na innych funkcjach i pogrążał się w bezczynności i apatii gdy tylko będzie miała okazję.

Inne nieprzyjemne uczucia

Wrażenie wpadania w szaleństwo, rozpadu osobowości itd. Ich cechą wspólną jest strach, negatywność i fakt, że są to „tylko” uczucia.

Wszystkie te objawy fizyczne i psychiczne są niegroźne dla zdrowego organizmu. (Potencjalnymi wyjątkami mogą być oczywiście przypadki poważnych potwierdzonych badaniami chorób – poważna niedoczynności układu krążenia, zaawansowana astma itd. Badania zawsze warto zrobić.) Choć uczucia w czasie ataku paniki są skrajnie nieprzyjemne to osoby im podlegające nie zachowują się nienormalnie i nie podejmują żadnych niezwykłych działań. W szczególności tych, których się tak bardzo boją. Nie mdleją (adrenalina działa pobudzająco, osłabienie może przyjść ewentualnie po ataku), nie wymiotują, nie wydalają bez kontroli, nie tracą równowagi, nie doznają ataków serca, nie pękają im tętnice, nie mordują, ani nie robią z siebie idiotów. (Wyjątkiem są pierwsze ataki, gdy jesteśmy przekonani o fizycznej przyczynie dolegliwości i oczekujemy natychmiastowej pomocy). Możesz to sprawdzić zerkając w czasie ataku paniki w lustro, jeśli masz taką możliwość. Będziesz prawdopodobnie co najwyżej trochę bledszy i spocony. Ja zerkam na zdjęcia z okresu choroby i ze zdumieniem stwierdzam, że wyglądałem całkiem normalnie. Mniej się tylko uśmiechałem…

Bazując na fakcie, że panika nie prowadzi do groźnych konsekwencji Roger Baker rozwinął, i z pozytywnym skutkiem stosuje u swoich pacjentów, metodę wyjścia z nerwicy zwaną „Kognitywnym Unieważnieniem” (ang. Cognitive Invalidation). Kognitywnym, czyli świadomym, myślowym. Metoda ta polega na zinternalizowaniu faktu bezpieczeństwa ataków paniki, czyli nabrania wewnętrznego przekonania, że panika nie ma żadnych złych konsekwencji. Takie przekonanie równa się zanikowi (unieważnieniu) strachu przed kolejnymi atakami, czyli mówiąc krótko wyzdrowieniu z nerwicy (nawet jeśli sporadyczne i płytkie ataki paniki mogą się zdarzać w chwilach stresu). Osoba stosująca tę metodę świadomie stopniowo wykracza poza swoją strefę bezpieczeństwa i poddaje się bez żadnych warunków wstępnych atakowi paniki aż do jego naturalnego zakończenia budując w ten sposób przekonania o jego niegroźności. W toku terapii pojmuje, że cała panika to „papierowy” tygrys, którego nie warto się bać. Taki proces zajmuje kilka miesięcy, nawet do roku, (zdarzają się też szybkie wyzdrowienia). W jego trakcie napięcie lękowe spada i choć zdarzają się kryzysy ostatecznie znika całkowicie.
Osobiście identyfikuje się z tą terapią, gdyż w zasadzie jest to jakaś odmiana tego co mi pomogło – zaakceptowania uczuć strachu i nie walczenia z nimi, przy jednoczesnym ciągłym poszerzaniu strefy bezpieczeństwa. W trakcie swojej terapii przeżyłem kilka mniejszych i większych najść paniki, którym w coraz mniejszym stopniu ulegałem (w sensie utraty nadziei i wycofania się w popłochu) i przekonałem się, że rzeczywiście są całkowicie niegroźne i zawsze mijają. W tym sensie mogę powiedzieć, że unieważniłem swój strach przed nimi. Może to zrozumienie było kluczem do wyzdrowienia, a akceptacja i racjonalizacja tylko drogą do niego? Tego nie wiem. Niewątpliwie unieważnienie strachu przed paniką bardzo pomaga.

Może pomóc i tobie.

 

(Leonardo da Vinci – Studium organów wewnętrznych)