Odrealnienie czyli utrata zaufania

Jakby przepaść powstała pomiędzy twoim ciałem a umysłem. Jak by twój duch uzyskał dodatkowy wymiar swobody. Czy ten człowiek, który prowadzi to mizerne życie to ja? Czasem masz wrażenie, że unosisz się ponad swoim ciałem, czasem, że to wszystko dzieje się jakby w filmie, albo bajce. Obserwujesz się z zewnątrz. Czasem to uczucie obserwacji jest tak natrętne, że masz wrażenie, jakby twoje słowa były zagłuszane przez echo. Mówisz i jednocześnie analizujesz, czy ja to powiedziałem? Do tego wrażenie niepewności. Jakbyś w każdej chwili bał się, że usta same zaczną mówić a tobie pozostanie tylko słuchać. Że zwariujesz niechybnie. Może już zwariowałeś.

Nie, nie zwariowałeś i nie zwariujesz! To uczucie odrealnienia jest częścią twojego stanu nerwicy. Nie jest aż tak niezwykłe i wyjątkowe jak sądzisz. W mojej opinii nakładają się tu głównie dwa uczucia przeplatające się i wzajemnie na siebie wpływające. Jedno związane z rozdźwiękiem między uczuciami, a stanem obiektywnej rzeczywistości odbieranej przez twoje racjonalne ‘ja’ i drugie będące wynikiem pierwszego, wspierane przez nieustające napiecie lękowe, a polegające na utracie zaufania do swoich zmysłów (nie utraty samych zmysłów ;) ).

Twoje uczucia bombardują cię nieustannie sygnałami zagrożenia. Pchają twe myśli w stronę scenariuszy strachu. Jednocześnie twoja zdolność do racjonalnego myślenia pozostaje nietknięta, twoja osobowość intelektualna i duchowa zintegrowana. Był taki moment w czasie choroby, gdy uzmysłowiłem sobie, że ludzie nie postrzegają mnie jako chorego, że całe to dramatyczne uczuciowe kłębowisko jest tylko wewnętrzne i ma bardzo umiarkowany wpływ na to jak jestem zewnętrznie odbierany. Może jestem trochę przygnębiony, mam dziwne zwyczaje np. nie lubię opuszczać domu, ale poza tym wszystkie moje osobowe cechy pozostają z grubsza nie zmienione. Teraz widzę to z drugiej strony, gdy czytam posty osób chorych na nerwicę, uderza mnie, że bez trudu można z nich wywnioskować o charakterze i osobowości piszącego. Fakt choroby wynika tylko z treści! Nie ma żadnych innych zaburzeń. To zresztą pewnie jeden z powodów, dla których tak trudno jest zdrowym pojąć przez co przechodzisz. Bo twoje racjonalne ‘ja’ pozostaje nienaruszone. I właśnie to twoje ‘ja’ jest tak samo zdziwione ja ci którzy obserwują cię z zewnątrz. Więcej. Zszkowowane! Bo czego w zasadzie byś oczekiwał? Uczucia mówią ci, że jesteś w piekle, a świata zewnętrzny wygląda tak jak dotychczas. Na racjonalnym poziomie zauważasz wyraźny rozdźwięk między uczuciami, a sytuacją podawaną przez zmysły. Twój umysł nie umie sobie poradzić z takim rozszczepieniem i dochodzi słusznie do wniosku, że coś się tu nie zgadza. Został przecież stworzony do układania, selekcjonowania, tworzenia relacji między obiektami, modelowania, wyjaśniania, przewidywania, a nie do zabawy w bajki. Nic dziwnego, że dochodzi do wniosku, że to musi być jakaś iluzja, złudzenie. Albo uczucia, albo zmysły muszą się mylić! W takim stanie zaczynasz, i uczucia, i zmysły traktować jako niewiarygodne. Jeśli nie możesz uczuć całkiem wygasić to przynajmniej zaczynasz je inaczej interpretować. To jest wytrych którego umysł zawsze używa.  Nie powinno cię to dziwić. Żyjesz parę lat na tym świecie i zauważyłeś już przecież, że ludzie zawsze interpretują słowa, obrazy, jednym słowem świat, tak jak jest im wygodniej. Niewygodnych prawd wolą w ogóle nie słyszeć. Twój umysł podąża tą samą ścieżką i zaczyna identyfikować sytuacje napięcia i strachu jako nierealne, raczej bajkowe niż groźne. Nie może znaleźć uzasadnienia do tej grozy.  Ma to bardzo pozytywny efekt. Dzięki temu jesteś w takim stanie nierealności znacznie spokojniejszy. Nie czujesz tak silnego napięcia, potrzeby ucieczki. Nierealność to niewysoka cena za tę ulgę. Potraktuj to uczucie jak sprzymierzeńca bo przychodzi ci ono z pomocą!

(Nie jest wykluczone, że kompulsje są inną odpowiedzią na problem rozdźwięku między zmysłami, a uczuciami. Żeby uzasadnić negatywne uczucia bez pokrycia w zmysłach, umysł szuka pseudoracjonalnych przyczyn. Znajduje je w niewykonaniu rytualnych, prawie religijnych czynności. Ich wykonywanie gwarantuje spokój. Wszystko się znowu zgadza. Spójność zmysłów i uczuć zostaje uratowana za cenę magicznych związków przyczynowo-skutkowych i mniej lub bardziej uciążliwych rytuałów. Może to być naturalna skłonność sieci neuronowej do szukania za wszelką cenę przyczyn i relacji między zdarzeniami, używania w tym celu uproszczeń i symboli. Każdy z nas od czasu do czasu zaklina świat według swoich wyobrażeń, nawet nie do końca zdając sobie z tego sprawy.  Jest to zresztą element naszej kultury. Możliwe, że niektórzy są bardziej skłonni ku takiemu myśleniu, może szczególnie ci, których wychowano w środowisku rytuału, magicznego myślenia lub zabobonnej religii, pojmujący świat jako absolutnie celowy i rządzony przez rodzaj greckiego fatum. Zrozumienie działania pętli strachu i zmierzenie się z nią aby uzyskać nad nią kontrolę powinno przywrócić logikę w sferze odczuwanych uczuć i uczynić rytuały zbędnymi. Pytanie, czy do tego zmierzenia się taka osoba jest gotowa. Jeśli rzeczywistą funkcją rytuału jest odwrócenie myśli od nadzchodzącego ataku niepokoju i w ten sposób przerwanie pętli strachu – nie chodzi tylko o samą czynność, ale także o myśl, że ma się taki środek w zanadrzu, to działanie rytuału może być bardzo skuteczne i głeboko zinternalizowane tzn. że jest silny związek między rytuałem, a uczuciem ulgi. Działanie rytuału jest pewne i natychmiastowe. Pozostaje próbować metod radzenia sobie z lękiem o których piszę na tej stronie przed uciekaniem się do rutuału, aż do uzuskania kontroli nad lękiem i przezwyciężenia kompulsji. Nie chcę się za bardzo w to zagłębiać, bo kompulsji nie miałem i są to dla mnie tylko swobodne rozważania.)

Konsekwencją utraty zaufania do zmysłów jest nieustanne ich monitorowanie i analizowanie. Odczuwasz to jako bycie poza sobą, bo ciągle filtrujesz zmysły. Ciągle zastanawiasz się, czy cię nie okłamują. Upewniasz się czy powiedziałeś to co powiedziałeś, czy usłyszałeś to co usłyszałeś, czy widzisz to co widzisz. W dodatku ciągle wypatrujesz zagrożenia. To uczucie nie opuści cię, aż spadnie twoje uwrażliwienie na zagrożenie i odbudujesz zaufanie. Stanie się to stopniowo w miarę uzyskiwania kontroli nad pętlą strachu i powrotu do zdrowia. Uczucie jest samo w sobie dziwaczne, ale nieszkodliwe. Na pewno nie wariujesz! Wariaci w ogóle nie wiedzą, że wariują. Ty wiesz, aż za dobrze! A wszystko dlatego, że twój mózg przestał dowierzać zmysłom i światu zewnętrznemu. (Filozofowie od zarania swojej nauki nie ufają zmysłom. Platon w ogóle twierdził, że świat zmysłowy jest iluzją, cieniem idei – więc pociesz się – jesteś w doborowym gronie ;) )

Nie wierzysz mi? A jednak całe twoje dotychczasowe doświadczanie potwierdza to co piszę. Może szukałeś problemów somatycznych w swojej głowie: guza mózgu, zapalenia opon mózgowych, może schizofrenii. Na próżno. Nauka nie zna chorób somatycznych, które tak się objawiają. Ale osoby w nerwicy zawsze takie doświadczenie opisują. Odczuwasz oddzielenie od ciała tak silnie, ale nigdy się ze swoim ciałem nie rozstałeś, prawda? Choć twoje ciało wydaje ci się obce. Dotykasz go jak obcego. Wkładasz łyżkę z zupą w obce usta. Ale nigdy się nie pomyliłeś. Nigdy nie trafiłeś w próżnię, albo w czoło zamiast do ust! Ulatujesz nad swoim ciałem. Obserwujesz się z zewnątrz. Ale nigdy twoje ciało nie poszło samo na spacer a duch pozostał w domu. Prawda? Ha! To by dopiero była historia! Zastanów się więc nad tym, poobserwuj swoje myśli i reakcje i sam zauważysz, że jedyne co robisz to ciągła obserwacja i analiza zmysłów.

Bo im nie ufasz.

Jest zapewne jeszcze wiele innych powodów dla których możesz w różnych sytuacja mieć uczucie nierealności. Jeśli śmiech, albo cieszący się ludzie wydają ci się nierealne nie dziw się. Od tak długiego czasu żyjesz tylko w świecie negatywnych uczuć. Trudno w nim uwierzyć, że radość jest częścią życia. Jeśli inne ‘zwykłe’ uczucia wydają ci się wyblakłe lub nierealne, zrozum, że twój umysł jest przygnieciony, chwycony w potężne cęgi strachu. Nie jest w stanie reagować na bodźce bardziej subtelne!

Stan nierealności nie jest całkowicie wyjątkowy dla nerwicy. Szczególnie się w niej objawia ze względu na dramatyczność przeżywanych uczuć, ale podobne stany są udziałem większości osób w pewnych sytuacja. Na przykład w szoku po dramatycznych wydarzeniach: wypadkach, utracie najbliższych. Pierwszą fazą w takich przypadkach jest zawsze niedowierzanie. Zetknięcie się ze zjawiskiem z poza kręgu codziennych doświadczeń zawsze tworzy takie uczucie i jest to opisane w psychologii. Tradycyjnie przecież mówi się, że ktoś kogo dotknęła tragedia ‘odchodzi od zmysłów’. Dokładnie tak. Traci do nich zaufanie bo każą mu wierzyć w coś niewiarygodnego, nieakceptowalnego…

Po wyjściu z choroby miałem raz taki przypadek, gdy znów poczułem się nierealnie. Miałem urlop i wróciłem do mieszkania z placu budowy swojego domu. Zrobiłem sobie szybką przekąskę. Włączyłem telewizor i … zobaczyłem samolot uderzający w wieżowiec. Film. Tylko dlaczego TVN24 puszcza fabularne filmy? I ten pasek wiadomości u dołu. To przecież niemożliwe!!!… Potem drugi samolot…Zajęło mi dobrą godzinę zanim to wczytałem i zaakceptowałem. Był 11 września 2001.

 

***

 

Z uczuciem nierealności nie warto walczyć, bo przez skupienie na nim dodaje się mu tylko siły. Trzeba je zaakceptować jako nieszkodliwe. Zniknie, gdy spadnie twoje napięcie i lęk, które niestannie podważają twoje zaufanie do siebie i świata. Gdy odbudujesz zaufanie do swoich zmysłów i przestaniesz cały czas je monitorować. Potrzeba do tego uzyskania kontroli nad pętlą strachu, zrozumienia i milionów doświadczeń, które je potwierdzą. Jak zrozumieć starałem się napisać powyżej. Na zbudowanie doświadczenia potrzeba czasu. Zbierasz  tysiące doświadczeń codziennie, ale to potrwa. Musisz przecież mieć pewność. Zdarzają się podobno przypadki, gdy ludzie wychodzą z nerwicy tylko przez zrozumienie, ale to raczej rzadkość. Przełomem może być moment, gdy zaobserwujesz jak twoja wyobraźnia spięta bodźcem nagłego uczucia, kieruje się w stronę scenariuszy strachu i jak te scenariusze z kolei pogrążają cię w panice. Jeśli na podstawie samoobserwacji zrozumiesz jak ta pętla działa i będziesz w stanie na nią wpływać, nawet w ograniczony na początku sposób – pojmiesz jak narasta twój lęk i że sam go tworzysz. Świat zewnętrzny nie ma z tym nic wspólnego. Twoje zmysły również.

 

‘Tak z przyczyny, iż zmysły nasze zwodzą nas niekiedy, przyjąłem, że żadna rzecz nie jest taka, jak one nam przedstawiają. Ponieważ zaś istnieją ludzie, którzy się mylą w rozumowaniu nawet odnośnie najprostszych przedmiotów geometrii i wyciągają z nich mylne wnioski, pomyślawszy przy tym, iż ja jestem podległy błędom równie jak każdy inny, odrzuciłem jako błędne wszystkie racje, które wziąłem poprzednio za dowody. Wreszcie uważając, że wszystkie te same myśli, jakie mamy na jawie, mogą nam przychodzić wówczas, kiedy śpimy, zasię wówczas żadna z nich nie jest prawdziwa, postanowiłem założyć, iż wszystko, co kiedykolwiek dotarło do mego umysłu, nie bardziej jest prawdziwe niźli złudzenia senne. Ale zaraz potem zwróciłem uwagę, iż podczas gdy upieram się przypuszczać, że wszystko jest fałszywe, koniecznym jest, abym ja, który to myślę, był czymś; i spostrzegłszy, iż ta prawda: myślę, więc jestem, jest tak mocna i pewna, że wszystkie najskrajniejsze przypuszczenia sceptyków nie zdolne są jej obalić, osądziłem, iż mogę ją przyjąć bez skrupułu za pierwszą zasadę filozofii, której szukałem.’

(Kartezjusz ‘Rozprawa o metodzie’)