Ostateczne wyzdrowienie

Po pierwsze pamiętaj, że cały proces wyzdrowienia napędzany jest twoją wolą. Pętla wyzdrowienia jest uruchamiana przez ciebie. Im większą przewagę woli na paraliżem strachu uzyskasz tym szybciej się będzie kręcić. I stałym wysiłkiem będziesz wychodził z czeluści stopień po stopniu. Jeśli odpuścisz to zatrzymasz się w miejscu na jakimś poziomie napięcia emocjonalnego. Nie cofniesz się, tylko zatrzymasz. Do regresu dojdzie, gdy stracisz sens działania i nadzieję, że ta droga prowadzi do wyzdrowienia. Nie dopuść do tego! Obserwuj swoje postępy i sukcesy. Buduj na nich. One dodadzą ci sił, bo kryzysy są nieuniknione. Taki kryzys zawsze przychodzi po okresie wstępnego sukcesu, szczególnie jeśli towarzyszyła mu pochopna euforia. Tak może być, zwłaszcza jeśli chorujesz długo, próbowałeś różnych środków i twoja wiara w wyzdrowienie jest przygaszona latami porażek. Brak ci wytrwałości. Po pierwszej poprawie, może przyjść gorszy dzień, wzrost napięcia, może nieopanowany atak paniki. Wtedy mówisz: „O nie, znowu jestem w punkcie wyjścia!” Taka myśl podcina twoją nadzieję i będzie cię cofać w regres. Nie ulegaj jej! Raczej pomyśl: „Tak to jest gorszy moment. Nic nigdy nie idzie łatwo i gładko. Czasem nadchodzą czarne chmury, ale każdy burzowy dzień zawsze mija. Jeśli do tej pory udało mi się zrobić postęp to uda się po raz kolejny. Przetrzymam i pójdę dalej.” Używaj zresztą takich racjonalizacji i tłumaczeń, które dla ciebie są najlepsze. Idź na swój sposób i w swoim tempie, byle do przodu. Rzucaj kolejne wyzwania ograniczeniom jakie lęk na ciebie nakłada.
Przebieg wyjścia z nerwicy przy metodzie behawioralnej wygląda mniej więcej tak.

Rys. Przebieg wyjścia z nerwicy. (za R. Baker „Understanding panic attacks…”, rys. odręczny)

W miarę jak pokonasz pierwszy, drugi i kolejne kryzysy, twoja nadzieja będzie rosła i już się nie poddasz.

Osobiście nie miałem bardzo głębokich kryzysów. Cały proces był może ciut wolniejszy, ale bardziej równomierny niż ten na rysunku. Prawdopodobnie dlatego, że chorowałem krótko i po może  jedno-, dwumiesięcznym okresie depresji i rozżalenia nad sobą w rodzaju „dlaczego akurat mnie to spotkało” i „moje życie jest przegrane”, nigdy poważnie nie zwątpiłem, że wrócę do zdrowia. Za te skoki w górę i w dół odpowiedzialne są w dużej mierze twoje myśli i nastawienie. Jeśli zaprogramujesz się trwale pozytywnie na długie zmaganie powinno iść bardziej gładko. Miałem za to okresy znużenia, że tak powoli wracam do równowagi, że minęło parę miesięcy, a ja nie jestem może nawet w pół drogi. Cóż powiedzieć?…Ciężko… Wsparcie kogoś bliskiego czyni w takich momentach cuda…

Stwórz sobie plan wyjścia z nerwicy. Nie chodzi o to, żeby był on bardzo precyzyjny, ani nawet o to, żeby się go ściśle trzymać. Nie musi być nawet nigdzie zapisany. Może istnieć tylko w twojej głowie. Chodzi o motywację i świadomość postępu. Zrozumienie miejsca w którym jesteś na swojej drodze. Taki plan gdzie postanowisz, że na przykład pierwszym krokiem będzie samodzielne przetrwanie ataku paniki bez kapitulacji, samodzielne zakupy w sklepie, ograniczenie ilości leków uspokajających, oddalenie się od wyjścia w zatłoczonej sali, rezygnacja z przeszukiwania internetu w poszukiwaniu „swoich chorób”, podjęcie uprawiania jakiegoś sportu itp. Po tym kroki kolejne aż do pełnej swobody. Tylko ty możesz zrobić ten plan, bo tylko ty znasz siebie tak doskonale. Oczywiście jeśli masz możliwość to skorzystaj z pomocy kogoś kto cię może wesprzeć, kogoś bliskiego, a może psychoterapeuty, ale ostatecznie to musi być twój plan. Bo to jest twoja walka i twoje życie. Tylko ty sam możesz je odzyskać.

Nie planuj jak się będziesz czuł! W rodzaju: „Nie będę sie bał”. Na to nie masz i nie będziesz miał bezpośredniego wpływu. Uczucia trzeba akceptować takimi jakie są. Planuj pokonywanie ograniczeń, które lęk na ciebie nałożył. To jest w twojej mocy, nawet jeśli będziesz to robił bardzo stopniowo. Dobre uczucia same nadążą za dobrymi doświadczeniami i myślami.

Postęp w dojściu do równowagi następuje stopniowo i asymptotycznie. Wpierw postęp jest większy, potem w miarę poprawy samopoczucia wolniejszy. Po jakimś czasie sam siebie człowiek pyta, czy już jest całkiem zdrowy? Sam fakt pytania świadczy, że nie do końca. Że pozostaje jakaś obawa, jakaś wątpliwość. Podobnie z pytaniem czy będę miał kiedyś jeszcze atak paniki? Takie pytania świadczy, że lęk przed nim gdzieś jeszcze jest. Dopiero, gdy odpowiesz sobie sam: „a jakie to ma znaczenie?” – będziesz wiedział, że jesteś zdrowy. Tak mogę mieć potencjalnie atak lęku, czasem z rzadka nachodzi mnie podwyższony niepokój, ale po pierwsze umiem sobie z nim radzić, po drugie się go nie boję i nawet z uśmiechem na niego patrzę .

Jeśli długo chorowałeś to zdążył stworzyć się wokół ciebie jakiś system równowagi, którego twoja choroba jest elementem. Twój powrót do zdrowia i samodzielności może go zaburzyć i wywołać jakieś napięcia. Otoczenie będzie musiało to zaakceptować. W skrajnym przypadku może to być bolesne, ale jestem przekonany, że radość i satysfakcja z pokonania „demona” który cię więził da ci siłę na rozwiązanie takich spraw…

W końcu zbierzesz też owoce swojej walki. Przejście przez doświadczenie nerwicy daje szerszy wgląd w siebie. Akceptację swoich uczuć. Dystans. Lepszy kontakt z rzeczywistością…

Daje też uodpornienie na stres! Z tym akurat jest pewien problem, bo ponieważ można więcej stresu znosić, więc więcej można brać na barki. Parę razy się na tym złapałem, obserwując jak napięcie, które w pierwszym odruchu  niemal automatycznie przyjmuję stoicko i bagatelizuję, narasta we mnie… Trzeba swój styl życia wziąć pod świadomą kontrolę. To nie jest trudne, ale wymaga uwagi i świadomych wyborów.

 

***

 

Jeśli jesteś wierzący spójrz na proces wyzdrowienia jak na proces uczenia się zawierzenia. Zawierzenie w zagrożeniu to dokładnie odwrotność paniki. Oczywiście agnostyk powie, że zawierzenie to nic innego jak przyjęcie postawy stoickiej, pięknie opisanej choćby w „Rozmyślaniach” Marka Aureliusza.  I z takiej postawy też można czerpać siłę. Ale dla wierzącego to coś więcej. „Si Deus nobiscum quis contra nos?” Jakże potężne to stwierdzenie gdy odniesiemy je do naszej walki wewnętrznej z ograniczeniami.  Bo zawierzenie to nie bierność w rodzaju: „Ulecz mnie Panie, oddaje Ci się”. Zawierzenie to aktywność: „Zrobię wszystko co mojej mocy bo wiem, że doświadczenie, które postawiłeś na moje drodze nie jest ponad moje siły!”.  Jeśli wewnętrznie pojmiesz i przyswoisz, że „wszystkie twoje włosy policzone”, gdzie pozostanie miejsce na lęk?

 

***

 

Ostateczne wyzdrowienie przychodzi znienacka, gdy orientujesz się, że o nerwicy zapomniałeś…
Patrzysz wtedy wstecz i czujesz smak zwycięstwa.

 

Mistrz zapytał kogoś, kto przyszedł do niego z prośbą o pomoc:
- Czy rzeczywiście pragniesz uzdrowienia?
- Gdybym nie pragnął go, to czy zadałbym sobie trud przyjścia do ciebie?
- Oczywiście. Większość ludzi tak postępuje.
- Dlaczego?
- Nie szukają uzdrowienia. To zbyt bolesne. Szukają ulgi.

Do swoich uczniów Mistrz powiedział:
- Ludzie, którzy pragną uzdrowienia,  byleby nie łączyło sie ono z cierpieniem, podobni są do tych, którzy opowiadają się za postępem, pod warunkiem, że nie trzeba będzie dokonywać żadnych zmian.
(Anthony de Mello „Uzdrowienie” z tomu „Minuta mądrości”)