Pętla strachu

Nasz organizm to niezwykle skomplikowany system milionów wzajemnie współdziałających struktur. Utrzymywany w równowadze dzięki niezliczonej liczbie powiązań i ujemnych sprzężeń zwrotnych, które wzajemnie na siebie wpływają. Ujemnych sprzężeń czyli takich połączeń gdzie efekt działania wpływa osłabiająco na jego przyczynę. Jeśli na przykład jesteś spragniony twoje uwaga kieruje się na picie i zaspokojenie pragnienia. W miarę jak pijesz, wskutek jakichś wewnętrznych mechanizmów twoje pragnienie spada i odejmujesz szklankę z wodą od ust. Nasz układ nerwowy sprzęga miliony takich sprzężeń zwrotnych. Na część z nich mamy wpływ. Stojąc nie przewracamy się bo napinamy odpowiednie mięśnie, gdy tylko wychodzimy odrobinę z równowagi. Jeśli bardzo zechcemy to możemy się powstrzymać, i wtedy rzeczywiście upadniemy. Normalnie jednak robimy to całkowicie automatycznie dzięki długotrwałemu treningowi. (Bardzo zabawne jest patrzeć, jak dzieci uczą się wstawać. Robią to jak roboty! Według ściśle określonej, uważnej procedury, zanim wejdzie im to w krew.) Jest jednak ogromna liczba mechanizmów stabilizacji, na którą nie mamy żadnego wpływu. Najogólniej rzecz biorąc na cały nasz układ „podtrzymywania życia”. Na przykład gdy intensywniej się wysilamy nasz rytm serca przyspiesza. Nie mamy na to żadnego wpływu. Podobnie jest z oddychaniem, choć tu mamy trochę większą kontrolę, ale ostatecznie, choć możemy przyspieszyć oddychanie, to zwolnić go poniżej bieżącego zapotrzebowania organizmu na tlen nie damy rady. Można wymienić jeszcze wiele takich sprzężeń, które gwarantują utrzymanie organizmu w życiotrwałej stabilizacji, choćby pocenie się czy mruganie oczami.Te mechanizmy powstały wskutek milionów lat ewolucji i w zasadzie znakomicie spełniają swoją funkcję, choć zmiany cywilizacyjne niekiedy je nadwyrężają i koniecznym staje się, tam gdzie to możliwe, uzyskanie nad nimi inteligentnego panowania. Tak jest na przykład z jedzeniem, którego nadmierna łatwość uzyskiwania spowodowała plagę otyłości w zachodniej cywilizacji.

Również nasza psychika pozostaje normalnie w równowadze. Uczucia pchają nas do wykonywanie jakichś czynności, których wykonanie z kolei obniża poziom emocjonalnego napięcia. Przykład z pragnieniem i szklanką wody już podawałem. Podobnie jest z innymi potrzebami, jak sen, seks, posiadanie dzieci. W odpowiedzi na senność, szukamy schronienia i posłania, w odpowiedzi na seks partnera, w odpowiedzi na potrzebę posiadania dzieci zakładamy rodziny. Najwyraźniej uczucia są mechanizmem zamykania pętli sprzężenia zwrotnego tam, gdzie nie da się jej zamknąć bezpośrednim fizycznym mechanizmem. Gdzie droga zaspokojenia potrzeby i zapewnienie stabilności systemowi (który może być rozumiany jako jednostka, gatunek, życie) nie da się prosto zdefiniować. Trudno bowiem z góry założyć jak ma być zrealizowana potrzeba zapewnienia organizmowi odpowiedniej ilości wody, nie mówiąc już o przedłużeniu gatunku. Tych scenariuszy nie da się z góry napisać. Ale da się skłonić jednostki wyposażone w inteligentne mózgi do takiego działania, żeby te potrzeby zaspokoić i zapewnić stabilność. Po to mamy uczucia, które pchają nas do działania. Im bardziej biologiczna i bezpośrednio związana z życiem jednostki potrzeba tym bardziej nagląca i tym bardziej gwałtowne uczucia z nią związane. Uczucia, które skupiają naszą uwagę na zaspokajaniu potrzeby. Zawsze na tej najważniejszej i najpilniejszej. Zgodnie z piramidą Maslowa od najbardziej biologicznych do strategicznych długofalowych społecznych i duchowych.

Rys. Piramida Maslowa

Najwyraźniej jednak nie jesteśmy absolutnymi niewolnikami uczuć. Mamy nasze świadome „ja” które ma nad nimi znaczną, a może decydującą władzę. Tym różnimy się od zwierząt. Jeśli bardzo zechcemy to możemy uczucia w znacznym stopniu ignorować, albo je reinterpretować. Zmieniać ważność i priorytet. Świat jest pełen przykładów. Księża panują nad potrzebą posiadania partnera, asceci nad głodem, stróże nocni nad snem (przeważnie), a większość ludzi nad seksem (przynajmniej do pewnych granic ;) ). Żadne inne zwierzę tego nie potrafi.

Jak to robimy? Tłumaczymy sobie, że warto, że jest jakaś wyższa potrzeba. Jednym słowem racjonalizujemy. Rozważamy je w naszych myślach i wymieniamy na inne. Księża tłumaczą sobie, że ważniejsza od rodziny jest służba Bogu i zbawienie, asceci, że od jedzenia ważniejsze „oświecenie”, a stróżowie, że pieniądze od niewyspania. Wszyscy racjonalizują.

Jest przynajmniej kilka uczuć, których celem jest skłonienie nas do podjęcia działań zmierzających do utrzymania naszego organizmu przy życiu w przypadku fizycznego zagrożenia. Po pierwsze napięcie i lęk wyczekiwania (stres), gdy wiemy, że niebezpieczeństwo się zbliża, po drugie agresja, jeśli oceniamy, że niebezpieczeństwo możemy pokonać i po trzecie panika – przemożna chęć ucieczki. Napięcie i lęk wyczekiwania (stres), ma przygotować organizm do niebezpieczeństwa, opróżnić z niepotrzebnych substancji, skoncentrować.  Może narastać i być przytłaczający aż do momentu gdy przeradza się w agresję, bądź panikę. Agresja i panika są uczuciami, które gwałtownie narastają bo czasu na decyzję jest niezwykle mało. Trzeba ją podjąć w ułamku sekundy! Szybkość jest ważniejsza od trafności decyzji. Odpowiednio szybko dokonana agresja może przeważyć szalę zwycięstwa teoretycznie słabszego rywala. Podobnie z paniką. Ucieczka będzie skuteczna, jeśli decyzja zostanie podjęta ten ułamek sekundy wcześniej, nawet jeśli rywal jest zwinniejszy. Choć wszystko dzieje się błyskawicznie jednak nie automatycznie. Scenariuszy zagrożenia nie da się z góry przewidzieć. To nasz umysł musi zidentyfikować zagrożenie, ocenić szanse i zdecydować, czy będzie walczył, czy uciekał. To nasz umysł też decyduje jak bardzo narasta stres wyczekiwania zależnie od spodziewanego niebezpieczeństwa. Tak, tak, to ty o tym decydujesz! Fizjologicznym efektem tych uczuć jest wydzielanie m in. adrenaliny, która powoduje przyspieszone bicie serca, szybszy oddech, pocenie, zawężenie pola widzenia i silną koncentrację umysłu. W takim stanie raz podjęta decyzja o walce lub ucieczce nie jest łatwa do odwrócenia. Myślenie wchodzi w rutynowe, atawistyczne tory. Po udanej walce lub ucieczce organizm powinien wrócić do normalnego stanu. Organizm przetrwał. Stabilność systemu została zachowana.

 

***

 

Pętle ujemnego sprzężenia zwrotnego są wszechobecne. Stabilizują nasze życie i nasz ziemski świat napędzany cierpliwie przez słońce równomiernie wysyłające nam dawki energii.

I wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt, że świat nie jest doskonały. W tym stabilnym układzie zdarzają się miejsca o lokalnej niestabilności. Dodatnie sprzężenia, które sieją miejscowe spustoszenia. Takim zjawiskiem w przyrodzie są burze, huragany, powodzie. W życiu społecznym rewolucje i wojny, krachy gospodarcze, a w osobistym rożnego rodzaju załamania i kryzysy osobowe.

Dodatnie sprzężenie zwrotne występuje wtedy gdy skutek działania ma wzmacniający wpływ na jego przyczynę. Wiele takich często niezauważalnych sprzężeń wykorzystujemy w życiu nie zastanawiając się nad nimi. Na przykład młody lekarza zyskuje pacjentów, przez co zdobywa doświadczenie i jego renoma rośnie. W efekcie ma jeszcze więcej pacjentów i jeszcze więcej doświadczenia. Ta pętla będzie działać aż do wyczerpania swoich możliwości – w tym przypadku, czasu i chęci lekarza do własnego rozwoju. Przedsiębiorczy lekarz wesprze taką pętle rozbudowując przychodnię, zatrudniając młodych medyków i obejmując ich parasolem swojej renomy. Podobne zjawiska działają w życiu gospodarczym w szerszej skali powodując regularne cykle koniunktury i kryzysy. Istotne jest to, że takie pętle zawsze mają lokalny charakter i zawsze wyczerpują swoje działanie po zużyciu dostępnych zasobów. Ostatecznym efektem jest zawsze oparcie się o jakieś większe zewnętrzne stabilne ograniczenie.

 

***

 

Bez względu jaka była jego praprzyczyna – skąd wzięło się pierwotne uwrażliwienie na zagrożenie – atak bezzasadnej paniki przebiega zawsze według tego samego schematu. Napięcie powoduje narastanie strachu, to poprzez wydzielanie adrenaliny i innych hormonów skutkuje fizycznymi i psychicznymi objawami: podniesieniem tętna, poceniem, zmianami w układzie trawienia itd oraz koncentracją umysłu na scenariuszach zagrożenia. Ponieważ postrzegasz któryś z tych objawów (albo wszystkie naraz) jako zagrożenie więc boisz się jeszcze bardziej i jeszcze bardziej je wzmagasz. Jesteś w pułapce. Nie widać żadnego zewnętrznego zagrożenia. Żadnego przeciwnika. Dlatego nie masz żadnego wyboru. Jedyną reakcją może być uciekaj, a nie walcz. Żeby podjąć wyzwanie walki musiałbyś wpierw oszacować przeciwnika. Tu nie masz takiej szansy. To nie jest nawet kwestia skłonności tylko logiczna konsekwencja. Twój mózg każe ci uciekać… Ale nie ma gdzie uciekać! Przed własnymi myślami, albo biciem własnego serca nie da się uciec. Przeciwnik jest niezidentyfikowany, całkowicie porażający i nie da się przed nim uciec. Pojawia się ta myśl… „nie przetrwam, jestem zgubiony”.  Ta myśl inicjuje panikę. Tak jest, to jest twoja myśl! Pętla paniki będzie narastać aż do wyczerpania możliwości twojego organizmu wydzielania i reagowania na hormony strachu.

Rys. Pętla paniki.

Takie dno paniki osiągnąłeś zapewne przy pierwszym może drugim ataku. Żaden kolejny nie będzie już pewnie tak potężny, bo już choć trochę je znasz, choć trochę się zastanawiasz, choć trochę kwestionujesz, choć trochę wolniej wspierasz panikę swoją wyobraźnią.  Atak kończy się naturalnie po osiągnięciu dna paniki. Ponieważ panika nie może pogłębić się więcej bo oparła sie o biochemiczne ograniczenie, możliwy jest tylko ruch w drugę stronę. Jeśli w tym skrajnym stanie odczujesz choć odrobinę ulgi, zadziała pętla w drugą stronę – ulga, mniej objawów i z kolei więcej ulgi i tak dalej, aż do powrotu do bardziej stabilnego stanu. Możliwe, że impulsem jest tu wyczerpanie dostępnej produkcji hormonów.

Sam atak paniki nie jest groźny i nie trwa zbyt długo. Wielu ludzi je miało i traktując jako sporadyczne i mające związek z jakimś konkretnym wydarzeniem nie przejęło się nimi za bardzo. Nie wpadli w nerwicę – nieustające napięcie lękowe przed kolejnym atakiem. Jeśli jednak atak się powtórzy raz, czy drugi i nie jesteś w stanie go powiązać z jakimś obiektywnym bodźcem, którego mógłbyś unikać  – nerwica będzie normalną konsekwencją.

Pętla nerwicy polega właśnie na odczuwaniu lęku przed atakiem paniki, lub w ogóle lęku przed strachem. Strach przed strachem. Wydaje ci się, że boisz się objawów: szybkiego bicia serca, złych myśli itd. Ale te objawy same w sobie są neutralne. Boisz się strachu który z nimi przychodzi. Strachu który tworzy twoja wyobraźnia. W skutek tego lęku rośnie twoje uwrażliwienie na zagrożenie, co powoduje objawy zbliżone od tych w czasie ataku i czyni atak bardziej prawdopodobnym. To oczywiście z kolei wzmaga lęk przed atakiem. To jest sprzężenie, które utrzymuje cię w tym stanie. Agorafobia jest konsekwencją wysokiego napięcia lękowego. Ponieważ działasz w trybie „uciekaj”, więc uciekasz do najbezpieczniejszego miejsca.

Żeby wyjść z nerwicy musisz się odwrażliwić na zagrożenie. Rozpiąć tę pętlę. Rozsupłać ten węzeł. Zyskać przewagę nad strachem. Odrobinę przewagi. Tę odrobinę która uruchomi pętlę w drugą stronę: mniej strachu, mniej napięcia, mniej objawów, mniej strachu itd. Wystarczy odrobina przewagi, by to zaczęło się powolutku kręcić w drugą stronę. W stronę spokoju i równowagi psychicznej. Na czym ta przewaga ma polegać? Na tym, że potrafisz sobie ze strachem poradzić. Odrobinę poradzić. Uzyskać odrobinę kontroli, żeby uruchomić pętlę zdrowienia i ostatecznie zapanować nad lękiem.

Rys. Pętla wyzdrowienia

Jak odrobinę mniej bać się strachu? Zyskując stopniowo doświadczenie, że nie jest taki groźny. Nie możesz walczyć, bo nie  ma z kim, nie możesz uciekać bo strach jest w tobie. Możesz za to przeczekać. To jest trzecia droga. Przeczekać. Dać objawom strachu – przede wszystkim złym myślom, ale też innym, płynąć. Niech istnieją same. Tego jednego nie potrafią! Potrzebują ciebie, żeby istnieć! Potrzebują twojego: „nie przetrwam, jestem zgubiony”. Ty wydajesz zgodę na tę myśl! Możesz jej nie dać, a przynajmniej dać ją mniej chętnie, mniej stanowczo. Zidentyfikuj tę myśl która chce powiedzieć „jestem zgubiony” i uczucie, które do niej pcha. Ta myśl ma różne formy: na przykład „serce mi stanie!”albo „to musi być rak!”, albo „muszę wrócić do domu!”. Poznasz ją po porażającym uczuciu, które jej towarzyszy. Racjonalizuj, bagatelizuj, negocjuj z nią. Zaprzyjaźnij się z nią bo jeszcze przez pewien czas będziesz z nią robił interesy.

Nie chodzi o to żebyś tę myśl całkowicie odwrócił! W swoim bieżącym stanie zapewne nie dasz rady tego zrobić! Będziesz to mógł robić dopiero gdy będziesz całkiem zdrowy – odwrażliwiony. Gdy uzyskasz całkowitą kontrolę nad lękiem! (Zresztą wtedy ta myśl wcale nie będzie miała przesadnej ochoty do ciebie przychodzić, a gdy nawet przyjdzie zbędziesz ją prostym „no nie, te sztuczki już znam! Co to za żałosna oferta” Popatrzysz na nią ze współczuciem, bo wyda ci się bezsilna.;)). Chodzi o to, żebyś nad tą myślą uzyskał choć odrobinę kontroli. Im więcej tym lepiej, ale wystarczy ciut!

Żebyś zrozumiał, że to ty wydajesz zgodę na ten lęk. Jeśli nawet teraz nie możesz jej odmówić, bo presja uczuć jest zbyt duża, to możesz stosować różne techniki racjonalizacji, żeby nie robić tego zbyt chętnie. Poczuj się jak urzędnik w gminie – „Pani ze mną żartuje szanowna pani Myślo, a ja mam tu ważne zadania. A w ogóle to mam teraz przerwę na kawę. Proszę przyjść jutro może będzie zgoda”. ;)

Jeśli zauważysz, że możesz na ten strach wpływać, że możesz go choć trochę kontrolować, będziesz się go mniej bał, i tak dalej, i tak dalej. Wejdziesz w pętlę wyzdrowienia napędzaną twoją nieustępliwością i dążeniem do powiększenia kontroli. O uzyskanie kontroli nad strachem przecież chodzi.

Rozumiesz teraz dlaczego musisz rozszerzać swoją strefę bezpieczeństwa. Żeby poszerzać kontrolę! Aż do całkowitego zwycięstwa!

To zajmie trochę czasu.

 


(Edvard Munch „Krzyk”)