Poddaj swój skarb

Dwóch rzeczy trzeba, żeby się bać. Musi być zagrożenie i musi być jakiś skarb, który mu podlega – coś cennego co należy chronić. Tak jest na wojnie, tak jest w rywalizacji biznesowej, tak jest w stresie i tak jest w nerwicy. Ktoś lub coś musi atakować i musi być jakaś wartość którą chronimy. Jeśli któregoś z tych elementów nie ma, to nie ma miejsca na strach. Coś musi zagrażać i coś musi być zagrożone.
Jak ktoś „nie ma nic do stracenia” to znaczy przecież, że się nie boi.

Stąd wniosek, że dwie są ścieżki aby przestać się bać, a w każdym bądź razie zmniejszyć napięcie ze strachem związane. Jedna, o której najwięcej pisałem, to ta, która powoli ci zrozumieć i wewnętrznie się przekonać, że wróg nie jest taki straszny. Że może cię wymęczyć, sprawić, że będziesz czuł się skrajnie źle, ale nic więcej. Repertuar jest stały. Racjonalizując, akceptując i rzucając wyzwanie lękowi powoli uzyskujesz takie przeświadczenie. Nie umrzesz, nie zemdlejesz, nie ośmieszysz się, nie zrobisz nic głupiego. Będziesz się „tylko” czuł fatalnie. To jest koniec możliwości nerwicy – napastnika, który ci zagraża.

Ale co właściwie ten napastnik obrał za cel? Tu pojawia się spojrzenie jakby z drugiej strony. Takie spojrzenie przewijało się już w moich innych wątkach, ale może niedostatecznie wprost. Chciałbym je rozwinąć w trochę głębszym sensie, by zmaksymalizować możliwości osiągnięcia poprawy.

Co nerwica obrała sobie za cel? Jaki jest twój skarb, który starasz się chronić? Życie, zdrowie, pozycja i opinia otoczenia, szczęście własne, rodzinne, głęboka wiara?
Wokół którego z nich kręci się twoja nerwica? Na pewno wokół tego, które jest dla ciebie najważniejsze. Może nie jednego, może kilku na raz. Może zresztą masz jeszcze inne wartości, poza tymi które wymieniłem, których absolutnie nie możesz się wyrzec. Wartości, które stanowią twój skarb, z którego nie możesz zrezygnować.
Strach (który sam tworzysz) atakuje właśnie ten skarb.
Boisz się, że go stracisz. A ponieważ jest to strata dla ciebie nieakceptowalna, więc napinasz się ze wszystkich sił, żeby go bronić. Im bardziej się napinasz, tym bardziej się boisz, że stracisz swój skarb i tym większe są objawy lęku i napięcia. Większe objawy postrzegasz jako większe zagrożenie i pętla się zaciska.

Porzuć swój skarb! Zracjonalizuj, zdystansuj się od niego. Przestań go bronić za wszelką cenę! Nie jest tego wart. Oddaj go darmo, a przestanie być godny nerwicowego ataku. Ciemne moce Mordoru odstąpią, gdy skarb przestanie mieć dla ciebie wartość!
Nie namawiam cię, żebyś wyrzucił swój skarb na śmietnik. Wcale nie. Chodzi mi tylko o to, żebyś nie bronił go za wszelką cenę. Jeśli to takie wielkie wartości niech się bronią same. Żadne z nich nie definiują ciebie. Sam się definiujesz. Nie jesteś swoim życiem, zdrowiem, opinią innych, szczęściem, wiarą. Jesteś sobą! Jedynym i niepowtarzalnym. Nie potrzebujesz przymiotników, żeby być. Te wartości są tylko twoim bagażem. Nie wyrzekaj się ich ale nie dźwigaj ich za wszelką cenę. Uwolnij się. Porzuć zasłony i maski, które jak sądzisz cię określają.
Odsłoń swoje lśniące „ja”. Wolne, szczere, prawdziwe.

W Ojcowskim Parku Narodowym są wielkie głazy, które tworzą Brame Krakowską. Przysadziste ale podcięte u dołu, jakby zawieszone trochę niepewnie. Turyści dla zabawy podpierają je malutkimi patyczkami u spodu. Zabawnie taki głaz wygląda. Można prawie uwierzyć, że patyczki rzeczywiście go podpierają.
Broniąc swoich skarbów jesteś jak osoba która jest święcie przekonana, że głaz rzeczywiście opiera się na tych patyczkach.
Uwierz, że jest większy i potężniejszy niż patyczki, które pod nim podstawiasz…

Życie. To jest wartość którą większość ludzi ze zrozumiałych względów chroni najbardziej. Ty również kochasz życie i jesteś do niego przywiązany.
Ale przecież nie jest twoją własnością. Dostałeś je tylko w dzierżawę. Czy od Boga Wszechmogącego, czy od wspaniałej, ewolucyjnej i niezmiennie dynamicznej Natury, nie możesz go mieć na wieczność. Śmierć przyjdzie na pewno. Prędzej, czy później ale przyjdzie. Sprawa jest zdecydowana już w momencie narodzin. Czego się zatem bać?
Dobrze mnie zrozum nie namawiam cię, żebyś szukał bram śmierci. Wręcz przeciwnie – szukaj życia i ciesz się nim. Po prostu zaakceptuj, że nie jest w twojej mocy, całkowicie go posiąść. Nie przywiązuj się aż tak! Ta luksusowa zabawka jest tylko w leasingu ;) .
O życiu pisałem do tej pory we wszystkich wątkach najwięcej, bo to najbardziej kluczowa wartość w naszym kręgu cywilizacyjnym. Nerwica zazwyczaj atakuje ten skarb życia właśnie. Taki też był mój przypadek.
Po długiej obronie w końcu zaakceptowałem śmierć…i jak widzisz mam się jeszcze całkiem nieźle ;) .
To co napisałem o życiu odnosi się też do zdrowia fizycznego.
Ale może boisz się, że całkiem pomiesza ci się w głowie i zupełnie zwariujesz? To nie nastąpi bo zaburzeniom podlegają tylko twoje uczucia, ale gdyby nawet, to co z tego? Może lepiej być szczęśliwym wariatem, niż nieszczęśliwym mędrcem? Cokolwiek by miało nastąpić odpuść, bo to i tak nie zależy od ciebie. Boisz się tylko swoich wyobrażeń.

Pozycja i opinia. Boisz się, że się ośmieszysz publicznie, zemdlejesz, wezmą cię za wariata. Może całe życie budowałeś jakiś swój wizerunek. Jesteś osobą dynamiczną, przedsiębiorczą, rozsądną, która była do tej pory podporą dla innych. Może występujesz przed jakimś gronem. Może nawet jesteś kimś znanym, którego wizerunek jest własnością publiczną. Stworzyłeś sobie jakiś obraz. Uznałeś, że ten obraz, to jak cię ludzie odbierają, cię definiuje. Wierzysz, że taki jesteś.
Ale co w zasadzie takiego się stanie jeśli się ośmieszysz? Czy twój wizerunek warty jest tego szarpania? Dziesiątki ludzi ośmiesza się codziennie w telewizji i co z tego? Jaki jest najgorszy scenariusz? Uznają cię za wariata? Co z tego? Każdy jest wariatem w jakimś obszarze. Masz poważną pracę? Co z tego? Czy od niej zależy zbawienie świata?  To jest tylko w twojej głowie! Zmień punkt widzenia, a to co jest teraz dla ciebie nie do pomyślenia stanie się normalne. Czy myślisz na przykład,że ciężko chorzy ludzie, którzy leżą w szpitalu, robią pod siebie i, przepraszam bardzo, budzą się umazani we własnym gównie ośmieszają się? Nie. Ośmieszają się tylko ci którzy z tego kpią. Więc dlaczego sądzisz, że ty ośmieszyłbyś się gdybyś na przykład zemdlał?
Nie chodzi przecież o to, żebyś obnosił się ze swoimi słabościami i porażkami. Po prostu przyznaj sobie prawo do bycia sobą.
Jest więcej ludzi w twoim otoczeniu, którzy będą mieli dla ciebie zrozumienie w każdej sytuacji, niż myślisz. Czasem trzeba też umieć brać, poszukać wsparcia.
Żeby wszystko było jasne: nie zemdlejesz i nie zrobisz z siebie wariata! Na pewno! Ale poddaj tę swoją twierdzę wokół której budujesz mury obrony. Dokonaj tego zabiegu myślowego! W ten sposób przyspieszysz zmniejszenie napięcia.

Szczęście. Konieczność bycia szczęśliwym jest ciężarem nie do zniesienia. Najwięcej depresji wśród młodych odnotowują bogate kraje Zachodu. To wcale nie jest dziwne. Ciężko być nieszczęśliwym wśród szczęśliwców.
Starasz się więc za wszelką cenę być szcześliwym. Napinasz się z całych sił, żeby czuć się dobrze. Bronisz swojego szcześcia. Twoja nerwica koncentruje się nieubłaganie wokół lęku przed samym strachem, przed atakiem paniki, przed złym samopoczuciem. Boisz się kryzysu, depresji. Im bardziej się napinasz, tym bardziej się boisz.
A gdybyś spróbował się z tym pogodzić? Gdybyś spróbował wymienić potrzebę dobrego samopoczucia na sens w życiu. „Tak będę miał ataki paniki ale mimo to moje życie będzie miało sens”, bo: np. wychowam dzieci, będę pracował tak jak umiem, działał gdzieś, zbuduję dom, rozwinę interes, itd. Sam wiesz najlepiej jaki jest twój sens, albo jaki może być. Znajdź go. To jest ścieżka akceptacji. Im bardziej zaakceptujesz złe samopoczucie tym bardziej będziesz miał lepsze, bo ustanie wysiłek obronnego napinania się.

Widziałem sfrustrowanych bogaczy mający wszystkie luksusowe zabawki. Widziałem też uśmiechniętych nędzarzy, pracujących od świtu do nocy na kawałek chleba.
Im bardziej gonisz za szczęściem, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy.
Wymień szczęście na sens. Sens daje satysfakcję. Szczęście jest chwilową ułudą.

(Do grupy chronienia swojego szczęścia zaliczyłbym również przypadek, gdy boisz się że zrobisz komuś coś złego. Komuś kogo kochasz. Napinasz sie, żeby nie mieć takich myśli. Nie, nie sugeruję, żebyś zaakceptował, że zrobisz coś czego nie chcesz. To nie jest w twojej dyspozycji. Zaakceptuj za to, że będziesz miał takie myśli. „Tak będę prześladowany przez złe myśli. Niech tak będzie. Nie będę się przed tym napinał.”
Czy do świadczenia miłości jest potrzebne uczucie?)

Wiara. Gdzieś wyczytałem, nie jestem teraz w stanie znaleźć gdzie, przypadek głębokiego cierpienia zakonnicy, która bała się, że utraci wiarę. Wiara była dla niej największym skarbem, wspartym zresztą wszystkimi życiowymi decyzjami. Jej napięcie rozwiajało się wokół tej wartości. Cierpiała katusze bo w napięciu lękowym nachodziły ją bluźniercze myśli i poczucie opuszczenia przez Boga. Nie wyobrażała sobie życia bez wiary. To było to najgorsze co mogło ją spotkać. Skazanie na wieczne potępienie.
Napinała się więc z całych sił, żeby nie mieć złych myśli o Bogu, a wręcz przeciwnie odnaleźć zagubioną do niego miłość. Oczywiście im bardziej się starała tym większe było w niej napięcie i więcej miała natrętnych, diabelskich myśli.  Życie jej było koszmarem bo była przekonana, że dobry Bóg osobiście weźmie te jej bluźnierstwa napędzane panicznymi uczuciami…

Różne skarby ludzie sobie gromadzą i różnych wartości czują się w obowiązku bronić.
Wielkie skały podpierają małymi patyczkami.

 

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego.
(Mt 19:24)

Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
(Mt 18:3)

Wejrzyjcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je.
(Mt. 6:26)

Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.
(Mt 6:34)

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
(J 12, 20-26)

Wypłyń na głębię
(Łk 5:4)

***

– Gdzie się podział mój skarb, mój ssskarb? Bo to nasz ssskarb, nasz własssny, musimy go odebrać. Złodzieje, złodzieje, wstrętne małe złodziejaszki. Gdzie się ssschowali z moim ssskarbem? Niech ich licho. Nienawidzimy ich.
(J.R.R. Tolkien „Władca pierścieni – Dwie wieże”)