Przyczyny czyli odrobina o relaksacji i filozofii

Może wydać się dziwne, że wątek o przyczynach jest na końcu listy. Powinien być chyba na początku?
Ale nie, kolejność jest dobra. Bo przyczyna nerwicy nie jest specjalnie istotna z punktu wiedzenia terapii. Może z pewnymi wyjątkami o czym później.

Na początek po kolei o przyczynach. Na pewno są skłonności osobowe: introwertyczna osobowość, wrażliwość na świat, zdolność głębokiego przeżywania uczuć, skłonność do zamartwiania się i wyobrażania konsekwencji , brania nadmiernej odpowiedzialności  itd. To nie są wyjątkowe cechy, ale nie każdy ma je w tej samej skali. Niektórzy więcej inni mniej. Na pewno są też ludzie całkowicie na nie impregnowani. Absolutnie skupieni na sobie lub swoich ideach i nie rozważający skutków swoich działań. Historia zna aż za dużo przykładów.

Do tego mogą dojść problemy wychowania. Brak wsparcia i poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie, przemoc, poniżanie, wypaczenia rozwoju seksualnego itp. Tradycyjnie przyczyn nerwicy wyłącznie w dzieciństwie i rozwoju seksualnym szuka freudowska psychoanaliza. W moim przekonaniu doprowadzając do absurdu podświadome motywacje w relacji dziecko-rodzic. Nie negując potencjalnie druzgocącego wpływu wypaczonego wychowania na przyszłe życie dziecka, wydaje mi się, że o wiele częstsze i istotniejsze niż świadome, czy podświadome krzywdzenie  jest przekazywanie w trakcie wychowania po prostu niedobrych i stresogennych nawyków radzenia sobie z uczuciami. Na przykład wzmacnianie trosk związanych z wydarzeniami na które nie ma wpływu, w rodzaju „jak się martwię na zapas to się nie wydarzy”. Budowanie nadmiernych ambicji i roszczeń: „muszę mieć za wszelką cenę”. Przekazywanie frustracji egzystencjalnych: „nic się nie da zrobić”. Całkowita podległość uczuciom: „mówisz i masz”. Całkowite zdominowanie utrudniające samodzielność, itd.
Wprawdzie wszystkiego, czego Jaś się nauczył, Jan może się oduczyć (a raczej nauczyć inaczej), ale nie bez trudu.

Na tak ukształtowanego człowieka nakłada się wreszcie stres otoczenia. Stres, który ma różne oblicza. Żeby wymienić najgłówniejsze:
-traumatyczne przeżycia osobiste, rodzinne  czy społeczne.
-nierozwiązywalne długotrwałe problemy osobiste – długotrwała choroba swoja lub najbliższych, poczucie winy, „podwójne” życie, rozwód, bezrobocie, długotrwała trudna sytuacja finansowa – nic tak nie stresuje jak problemy finansowe!
-„ściganie” się z życiem – za dużo zobowiązań, za dużo pracy, za dużo przyjemności, itd.
-przeżycia emocjonalne – niekoniecznie negatywne: egzaminy, wesela, rozstania i powroty, nawet Święta Bożego Narodzenia widziałem gdzieś wysoko na liście czynników stresogennych.
-konieczność podejmowania trudnych decyzji, duża odpowiedzialność, chaos informacji, nuda.
Jeśli się chwilę zastanowisz z pewnością sam łatwo wytropisz czynniki, które wywołały lub umożliwiły nerwicę u ciebie.

Zapewne były też sygnały ostrzegawcze, że stres przejmuje kontrolę. Może również je sobie przypomnisz: złe spanie, zmęczenie poranne, konieczność działania (nie chodzi o radosną aktywność i potrzebę czynu, ale wręcz bolesne odczuwanie  chwil wymuszonej bezczynności), napięcie i mrowienie mięśni, bezzasadny niepokój (uczucie, że coś jest źle), myśli nawracające do jednego tematu (taki wstęp do myśli obsesyjnych), itp.
Nerwica nie objawia sie w czasie maksymalnego napięcia tylko w momencie pewnego odprężenia po tym napięciu. Tak jakby twoje emocje nie mogły zwolnić. Raz nakręcone toczą się siłą rozpędu. Jak rozpędzony samochód zderzający się ze ścianą. Jakieś ścieżki w mózgu zostają przetarte i nie chcą najwyraźniej pozostać nieużywane.

Dlaczego przyczyny nie są w mojej ocenie takie istotne? Bo nerwica jest wielką cezurą w życiu. Zmienia życie, zmienia priorytety. Ściąga cię na niższe piętro motywacji (zobacz piramidę Maslowa w Pętli strachu). Zajmujesz się w pierwszej kolejności swoim bezpieczeństwem i zdrowiem. Punkt widzenia się zmienia. Wszystkie inne ważne sprawy stają się mniej ważne. Wszystko kręci się już wokół twojego lęku. Większość twoich stresów automatycznie zostaje w przeszłości. Oczywiście są stresogenne okoliczności, których nerwica nie „rozwiązuje” ale co najwyżej maskuje: rozbita rodzina, głębokie poczucie winy, trudna sytuacja rodzinna i socjalna, długotrwałe zobowiązania finansowe, itp. Wydobywając się z czeluści nerwicy będziesz musiał się z nimi mierzyć. Zaakceptować, przepracować, rozwiązać albo zbagatelizować tak, żeby ostatecznie zostawić za sobą. To jest dodatkowe wyzwanie. Pamiętaj, że mamy genialną funkcję zapominania (co oznacza również wybaczanie). Trzeba tylko dać jej czas. Pozwolić odpłynąć zdarzeniom wstecz tak jak samej nerwicy. Nie czepiać się wspomnień, a raczej świadomie zostawiać je za sobą. One same powoli odejdą. Przyjdą nowe lepsze doświadczenia. To wymaga świadomej pracy racjonalizowania, cierpliwego przekierowywania myśli – jest trudne i żmudne ale działa, podobnie zresztą jak oduczanie się stresogennych nawyków.

Dla przyspieszenia wyjścia z nerwicy, unikania budowania nadmiernego stresu  i wsparcia długotrwałej równowagi, oprócz racjonalizacji, przydatne mogą być relaksacja i zbudowanie pozytywnej filozofii życia.

Relaksacja, czyli świadome wzięcie kwestii odprężenia pod kontrolę. Jeszcze kilkadziesiąt, sto lat temu życie większości ludzi toczyło się według utartego schematu: leniwa niedziela, długie zimowe wieczory, opowieści i spotkania zamiast dyskotek i natłoku informacji w telewizji. Wypoczynek  był stałym elementem życia, często religijnie usankcjonowanym. Teraz tak nie jest, a przynajmniej nie musi być. Jeśli ktoś chce może się żywcem zagonić, zapracować i  zaemocjonować na śmierć i żadne konstrukcje społeczne mu w tym nie przeszkodzą. Do tego doszedł kapitalizm ze swoim nieodłącznym „keep up with the Joneses” i karierą w rodzaju „giełdowy ranek, informacji szum”. Że już nie wspomnę o dzieciach, które trzeba wykarmić, ubrać, odwieźć na wszystkie dodatkowe zajęcia, zapewnić dobry start w życiu. Jeśli takie jest/było twoje życie to wiedz, że o właściwe wyciszenie musisz zadbać świadomie, bo społeczny automat wypoczynku przestał istnieć w twoim życiu. Jest wiele sposobów na które można odpuścić trochę pary z pod kotła emocji. Są to sposoby przydatne zarówno w czasie nerwicy, pomagają przyspieszyć powrót napięcia lękowego do akceptowalnych poziomów, jak i w późniejszym już „normalnym” funkcjonowaniu dla zachowania psychicznej higieny i obniżania stresowego napięcia.

Książki, filmy, sport, medytacja w zasadzie już o tym pisałem, ale jeszcze odrobinę.

Sport wszystkim polecam. Mnie bardzo pomógł. Spokojny, systematyczny wyciszający. Bieganie, rower, pływanie, marsz z kijami. Osobiście bardzo lubię bieganie. Można zacząć od dowolnie małych dystansów. Zapewnia skoncentrowany wysiłek i jednocześnie daje szansę na przemyślenia. (Do czego w takich przemyśleniach można dojść zobacz w znakomitym, buntowniczym opowiadania Alana Siltoe „Samotność długodystansowca” :) ). Pamiętam, że gdy zacząłem biegać w nerwicy, co jakiś czas sprawdzałem, czy serce jeszcze mi bije :) . Trzydziestoletni inwalida ha,ha!

Trochę też medytowałem i relaksowałem mięśnie. W nerwicy mięśnie są często napięte, jak bardzo nawet nie zdajesz sobie sprawy. Prostym ćwiczeniem jest położenie się na plecach i przechodzenie w myślach po kolei po wszystkich mięśniach od palców stóp, poprzez nogi, brzuch, ręce i szyję aż po czoło i skronie rozluźniając je świadomie. Po kolei. Potem jeszcze raz. Po którejś próbie powinno się udać zapaść w rozluźniony letarg. Do ćwiczenia regularnie.

Najprostsza medytacja polega na rozluźnieniu mięśni na przykład w sposób jak powyżej i skoncentrowaniu na jakimś specyficznym elemencie zmysłowym na przykład monotonnym dźwięku. Znakomicie nadaje się do tego choćby szum miasta. Koncertujesz umysł na tym szumie i trwasz. Nie chodzi o koncentrację za wszelką cenę, raczej o zawieszenie uwagi i łagodne nawracanie do punktu wyjścia, gdy myśli odpłyną za daleko w którąś stronę. Istotą jest trwanie bez napięcia. Często polecana jest koncentracja na odgłosach własnego ciała – biciu serca albo oddechu. To ma dodatkową zaletę w postaci wytworzenia półświadomego sprzężenia zwrotnego. Im bardziej się relaksujesz tym wolniejszy jest puls i oddech, co z kolei relaksuje cię jeszcze bardziej, itd. Jeśli jesteś nerwicowo bardzo uwrażliwiony na swoje tętno lub oddech to może to jednak nie być najlepszy sposób. Spróbuj, jeśli miałoby cię to rozdrażniać zamiast wyciszać to lepiej koncentruj się na odgłosach zewnętrznych.

W czasie nerwicy dość regularnie robiłem takie ćwiczenia i znajdywałem je przydatnymi. Teraz nie robię ich raczej planowo bo przestał to być mój priorytet (choć uważam, że byłoby warto) ale wykorzystuję nadarzające się okazje. Gdy z jakiegoś powodu muszę zaczekać w urzędzie, na dworcu, lotnisku, itp. Wtedy niemal automatycznie zamiast wpadać w furię z powodu wymuszonego czekania, osuwam sie w taki lekko medytacyjny, stoicki letarg. Na krześle albo nawet na stojąco oparty o ścianę. Trwam. Wyciszam się.

Chyba w „Świadku nadziei” wyczytałem, że dokładnie w takich sytuacjach biskup Wojtyła wyjmował różaniec i zastygał w modlitwie  przewracając paciorki…
Dalajlama powtarzałby zapewne mantrę…

Długofalową równowagę wspiera też odpowiednia filozofia życia. Dorobek ludzkości w tym obszarze jest tak niezwykle bogaty! Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo każdy musi iść swoją drogą. Bardzo jednak polecam zbudowanie pewnej podstawowej filozoficznej postawy w szczególności pogodzenie się z życiem takim jakie jest i śmiercią jako jego naturalnym końcem. Egzystencjalny lęk można albo zagłuszyć aktywnością albo zmierzyć się z nim poprzez odpowiednią filozofię lub wiarę. Polecam tę drugą metodę. Zagłuszanie jest tylko półśrodkiem skutecznym dopóki starcza zagłuszaczy. Filozoficzne wyjście na przeciw egzystencji daje trwalsze efekty i większą satysfakcję.
Nic tak nie buduje trwałego spokoju i optymizmu jak rozumna akceptacja rzeczywistości…

 

 (Masaccio „Wygnanie z Raju”)