Straszne myśli

Straszne myśli są elementem nerwicy. Jak sobie z nimi poradzić? Jak je odwrócić?

Otóż, to raczej nie chodzi tylko o straszne myśli. To znaczy nie tak bardzo o treść myśli. Tylko o to, że z tymi myślami przychodzi wyobraźnia i uczucia lęku. Zawsze  różne dziwne, czasem makabryczne myśli przemykają nam przez głowę. Z perspektywy czasu widzę, że miałem je również przed chorobą i miewam po chorobie. Różnica między chorobą i zdrowiem jest taka, że w zdrowym one nie generują tych  intensywnych uczuć lęku. Pewnie każdy całkiem zdrowy człowiek ma takie myśli które od czasu do czasu powracają mu do głowy. Że skacze z wysokiego mostu, spad w przepaść, czy krzywdzi bliźnich… I co? Nic. A w czasie choroby te myśli przygniatają człowieka bo z nimi od razu idzie wyobraźnia i uczucia. Walka z treścią myśli jest daremna i może pogorszyć sytuację raczej niż dopomóc. Trzeba podejść stoicko. Niech sobie te myśli przelatują. Nie ma takiej siły która myśli może zatrzymać. Trzeba dać im płynąć. (Takie podejście stosują też szkoły medytacji). Jedyne co możesz zrobić to starać się mieć uwagę zajętą czym innym: pracą, obowiązkami domowymi, bardzo wciągającym filmem, książką itd. Na tym się skup! To jest jeden z elementów terapii: Nie walcz z treścią myśli! Niech płyną. Zrób za to wszystko, żeby zająć się czym innym! Daj tym myślom mniej czasu.

Kluczem nie jest treść myśli tylko powiązanie między treścią myśli a wyobraźnia i uczuciami. To powiązanie jest całkiem naturalne. Nasza biologiczna natura ma na nasz umysł przemożny wpływ (ku rozpaczy egzystencjalistów). O przykłady nie trudno. Młoda matka cały czas myśli i mówi o dziecku. Jeśli jesteśmy głodni to myślimy o jedzeniu, jeśli zakochani to o ukochanej.  jeśli wystraszeni…no właśnie o zidentyfikowaniu zagrożenia i ucieczce (albo walce). Taki stan jest normalny. Tak będzie na przykład jeśli bralibyśmy udział w jakimś niebezpiecznym zadaniu. Sztum na plaży w Normandii w filmie Spielberga ‚Szeregowiec Ryan’ to moim zdaniem najlepsza próba oddania tego uczucia w kinie. Jak wyzdrowiejesz to oglądając tę scenę przypomnisz sobie jak to było w nerwicy ;) .
Człowiek w nerwicy jest w ciągłym stanie przerażenia, a porażają go własne straszne myśli albo objawy strachu (np. szybkie bicie serca, pocenie itp). Zamknięta pętla. Im więcej myśli i objawów, tym więcej strachu. Im więcej strachu tym więcej umysł koncentruje się na identyfikowaniu scenariuszy zagrożenia, czyli tworzeniu złych myśli właśnie. Temu towarzyszą fizyczne objawy strachu spowodowane działaniem adrenaliny i innych  hormonów strachu. Trzeba tę pętlę poluzować! Dlatego tak ważne, by nie walczyć z treścią myśli! Nie bać się ich! Nie szarpać tego postronka bo się mocniej zaciska.

Metodą która pozwala zmierzyć się i wygaszać to połączenie między myślami i uczuciami jest racjonalizacja. To znaczy używanie naszego świadomego „ja” do racjonalnego tłumaczenia i akceptowania stanu swoich uczuć i powiązań między myślami a nimi. A pozytywne myśli będą tworzyć pozytywne uczucia, albo przynajmniej osłabiać te negatywne. Musisz racjonalnie sobie tłumaczyć, że te złe myśli nic nie znaczą (i tak jest w rzeczywistości – zrozumiesz to doskonale w miarę zdrowienia). Staraj się racjonalnie odwracać uczucia jakie im towarzyszą. Potraktuj te myśli jak „starego dobrego przyjaciela”. Mów do siebie w myślach tak: „O jesteście moje straszne myśli. Dobrze wiem, że przychodzicie, ale wiem, też że odejdziecie. Nie będę wam oporny, ale też nie będę was tu zatrzymywać. Nie będę za to was wspierać i świadomie kierować się za wami”. Mów tak do siebie w myślach! Zobaczysz, że to pomaga! Na szczęście nasze świadome „ja” może generować myśli tak samo jak nasze uczucia „nam” je generują (ściśle mówiąc skłaniają nas do pewnych myśli). Wykorzystaj to!

W nerwicy połączenie między myślami a uczuciami strachu jest niezwykle silne i trzeba sporo czasu, żeby je wygasić do normalnych rozmiarów. Racjonalizuj, bagatelizuj, a przede wszystkim nie wspieraj świadomie tych złych myśli! Nie szarp się z nimi bo to tylko zaciska pętlę. Nie łap za puls jak tylko najdzie cię strach, że serce ci staje, nie rzucaj się do internetu na strony medyczne, gdy przychodzi ci myśl, że masz raka w głowie (po raz setny tego dnia). Wspierasz w ten sposób chorobę. Zrób coś odwrotnego. Mów sobie. „Znam tę myśl. Nie mogę poradzić, że ona przychodzi, ale nie będę jej wspierać swoją świadomością. Zaczekam, aż sobie pójdzie”.

Wiem, że to nie jest łatwe, ale to pomaga! W ciągu miesiąca, dwóch, trzech twoja wrażliwość na strach może spaść znacznie, a później całkiem zgasnąć.

Żeby taka terapia była całkowicie skuteczna potrzebne jest też oduczenie się zachowań które kiedyś pokarały nas strachem. Albo inaczej, nauczenie się, że wykonywanie pewnych czynności niczym nie grozi. To jest niezbędne, bo w przeciwnym razie zawsze będzie nad tobą wisieć chmura strachu. W jakimś sensie temu strachowi będziemy cały czas ulegać i on cały czas będzie nas uwrażliwiał na zagrożenie. Trzeba go zracjonalizować do rozsądnego końca. Do miejsca w którym racjonalnie stwierdzimy, że jest rzeczywiście zasadny,albo nieszkodliwy. Mówiąc krótko trzeba rozszerzyć swoją strefę bezpieczeństwa z powrotem do normalnych rozmiarów. W przypadku agorafobii trzeba po prostu starać się zapuszczać coraz dalej samemu. Ale koniecznie stosując powyższą technikę racjonalizowania i akceptowania.

To będzie trudne i bolesne.

I jeszcze na koniec. Technika racjonalizowania, sterowania swoimi myślami, czy programowania myśli jak kto woli, jest, w mojej opinii, kluczem do trwałego zdrowia. Dlatego trzeba ją dobrze opanować. Przeanalizować, przećwiczyć na swój sposób i zinternalizować. Obserwować jak uczucia na nią reagują, jaka racjonalizacja pomaga a jaka nie. Każdy jest przecież inny. To jest ważne bo jesteś osobą wrażliwą, z wyobraźnią i empatią. Nie zmienisz tego. Będą się w życiu zdarzać sytuacje gdy przytłoczą cię zobowiązania, porażki, a nie daj Boże nieszczęście rodzinne. Wtedy zawsze istnieje ryzyko ponownego zapętlenia w spirali lęku. Ta technika jest jak szczepionka. Jak raz ją przyswoisz to szybko zidentyfikujesz, że myśli gnają cię znów w jakąś mroczną stronę i mówisz: „Hola znam tę sytuację, drugi raz się na to nie dam nabrać. poczekam, aż ten nastrój minie, a na razie skupię się na bieżących sprawach kroczek po kroczku”.
W tym sensie wyjdziesz z choroby wzmocniony i w dodatku będziesz o tym wiedział!

Podsumowając. Właśnie w takiej kolejności:

Po pierwsze. Zabierz swoim złym myślom czas. Zajmij czymś swój umysł.

Po drugie. Jak przychodzą daj im płynąć i racjonalizuj. Nie wspieraj ich i nie uciekaj przed nimi.

Po trzecie. Rzuć stopniowe wyzwanie temu co budzi w tobie lęk. Koniecznie stosując przy tym dwie powyższe techniki.

 
 
 
‚Cierpisz z powdu depresji i lęków dlatego, że identyfikujesz się z nimi. Mówisz: “Jestem przygnębiony”. Ale to nieprawda. Ty nie jesteś przygnębiony. Jeśli chciałbyś to wyrazić dokładniej, mógłbyś powiedzieć: “Doświadczam teraz przygnębienia”. A ty potrafisz swój stan wyrazić zaledwie: “Jestem przygnębiony”. Nie jesteś przecież swoją depresją. To tylko chytra sztuczka twego umysłu , dziwaczna iluzja. Sam wpakowałeś się w ten sposób myślenia, choć go sobie nie uświadamiasz. Jestem swą depresją, jestem swym lękiem, jestem swą radością, jestem swym wzruszeniem.
[...]
Chmury nadchodzą i odchodzą, niektóre z nich są czarne, a niektóre białe, niektóre z nich wielkie, a inne małe. Zstąp głębiej w tę metaforę. To ty jesteś niebem obserwującym chmury. Dla ludzi Zachodu stwierdzenie to jest szokujące. A przecież nie masz na to wpływu. Nie staraj się na nic wpływać. Nie zatrzymuj niczego. Patrz! Obserwuj!’
(Anthony de Mello ‚Przebudzenie’)